Święta święta i po świętach
12.00 Po przeczytaniu dwóch rozdziałów rozprawy Ondes Martenot as a Source of Diffused Light Lazarskyego, zająłem się niańczeniem dziecka. Miałem swiadomość wzrostu maków na pobliskich hektarach, należących do miłości mojego życia z poprzedniego życia.
13.45 Upiłem dwa łyki kawy i zasnąłem na fotelu. Sen trwał 13 minut i 24 sekundy. Zobaczyłem w nim model instrumentu klawiszowego, w którym dźwięk powstaje poprzez uderzanie sfer skoncentrowanego światła o ścianę antyfotonową. Projekt natychmiast przeniosłem na papier, brakuje mi jednak jednego elementu. Nazwałem ten element roboczo diodą nieistniejącą, a cały instrument sferofotofonem.
16.07 Nasz stół wydaje pojedyncze dźwięki o częstotliwości 2-4 Hz. Wedle moich obserwacji, dźwięk pojawia się zawsze na około trzy godziny przed przyjazdem pociągu na stację kolejową, oddaloną od naszego domu o 168 metrów. Po skonstruowaniu falofonu mam nadzieję zarejestrować te dźwięki w powiększeniu, co być może pozwoli mi na odczytanie zawartej w nich informacji.
19.34 Dwadzieścia osiem minut temu usłyszalem w radiu po raz pierwszy Silver Apples of the Moon Subotnicka. Jestem skrajnie przygnębiony. Płakałem przez siedem i pół minuty. Próbowałem kilkakrotnie dodzwonić się do Scelsiego, jak na razie bezskutecznie. Zażyłem cztery tabletki Valium.
22.12 Udało mi się porozmawiać z Giacinto i czuję się trochę lepiej. Rozmawialiśmy dwadzieścia dwie minuty, głównie o kobietach i fizyce. Od dawna miałem wątpliwości co do Subotnicka, teraz planuję napisać rozprawę przeciwko niemu. Mam już roboczy tytuł: Everything In Its Right Place.
(Z pamiętnika L.B.)
(kisz)
