Szpital pod wezwaniem Świętego Andronika
Sekundy krwawiły zapachem rdzawej stali. Janczawa jakby ocknął się z wieczystego snu, a więc to wszystko kłamstwo, wyszarpnęło mu się z głosu. Gowefa odwróciła twarz, jej betonowe wnętrze zaczęło się sypać do butów, a więc wszystko się wydało. Oanna stała z tyłu, nie mówiła, myśląc. Oanno, ty, czy ty słyszysz, Janczawa ciął powietrze jąknięciem. Więc ty też, więc jak to możliwe, Oanna nie mówiła, Janczawa się zapędzał. Gowefy lewa dłoń gmerała pośród paprochów w kieszeni, coś tam się kleiło, jakiś cukierek włożony bez papierka albo coś. A więc ja nie wiedziałem, napięcie spadało, Gowefa zaprzestała poczucia winy, wyszłam za kompletnego kretyna, myśląc. Oanna zachciała powiedzieć, lecz nie mówiła, nie myśląc, oświecenie albo cukierek bez papierka. (kisz)