Trylogia Planetoid. Zapomniana klasyka science-fiction.

Arno Luxemburg i Trylogia Planetoid

   Mało kto dziś pamięta pionierskie pod wieloma względami kinowe arcydzieło – Trylogię Planetoid. Ten projekt, jak byśmy to dziś nazwali, otwarł w 1950 roku belgijski reżyser i scenarzysta Arno Luxemburg (wlasc.Aarno Gaas Cristien Luxemborg). Wtedy to rozpoczął on zdjęcia do pierwszej części cyklu, zatytułowanej 11050 Messiaen. Luxemburg miał wtedy 53 lata i przeżywał szczytowy okres swojej działalności reżyserskiej (było to tuż po sukcesie Ciemnego Morza na europejskich festiwalach). Jak twierdzil, miał już wówczas gotowe scenariusze do dwu pozostałych części cyklu.

11050 Messiaen – nowatorski sukces

   Pierwsza część trylogii opowiada historię grupy uciekinierów z tytułowej planetoidy, skazanych tam na izolację społeczną w kopalniach wolframu z powodu posiadania fantomów plazmowych – jakby swojej „drugiej postaci”. Opowieść skupia się w największej mierze na losach bohatera o imieniu Gzavik, którego fantom nie zdołał uciec razem ze swoim właścicielem. Film trwa 117 minut, ponad połowa akcji filmu to ucieczka bohaterów z planetoidy. Jedną z najwazniejszych rzeczy decydujących o nowatorstwie tego arcydzieła kina jest połączenie walorów rozrywkowych odpowiednich dla kina akcji (oprócz pionierskich jak na owe czasy efektów specjalnych w filmie nie brakuje pościgów i walk rodem z komiksów, a także śmiałych scen miłosnych) z niewątpliwie filozoficznym, refleksyjnym przesłaniem podanym w sposób nie uwłaczający inteligencji najbardziej wymagającego widza. Nawet dziś, po 58 latach film ogląda się z zapartym tchem, a jednocześnie nie sposób nie poddać się wszechobecnemu w filmie nastrojowi melancholii i skupienia. Jedno jest pewne – wtedy nikt jeszcze, z wyjątkiem Luxemburga, takich filmów nie kręcił.11050 messiaen

9438 Satie, czyli jak to z sequelami bywa

   W 1954 roku Arno Luxemburg, zebrawszy laury krytyki i oklaski widzów za część pierwszą, przystąpił do realizacji kolejnej części. Film miał swoją premierę następnego roku na festiwalu w Wenecji. Chociaż część drugą Trylogii Planetoid trudno nazwać sequelem (film nie jest bezpośrednią kontynuacją losów bohaterów 11050 Messiaen), podzieliła ona losy wielu przyszłych „drugich części”. Zarówno krytycy jak i widownia nie były teraz tak przychylne reżyserowi. Narzekano na słabszą konstrukcję scenariusza, dłużyzny, a także pewną pretensjonalność i łopatologię opowieści. Pierwszoplanową postacią jest tutaj Aihzann – mieszkanka planetoidy 9438, która odkrywa w swoim domu portal. To tajemnicze przejście bedzie prowadzić – jak się pózniej okaże – na mało dostępny obszar planetoidy 11050, gdzie ukrywa się fantom Gzavika. Bohaterowie części pierwszej praktycznie się tu nie pokazują – jest jedynie kilka wzmianek o dalszych losach niektórych z nich, na ekranie pojawia się tez na chwilę gzavikowy fantom – po to tylko, by natychmiast zginąć. Akcja filmu przybiera bowiem inny, zupełnie zaskakujący kierunek. Długośc filmu to 134 minuty.9438 satie

Pier Paolo Pasolini i 4132 Bartok

   Luxemburga bynajmniej nie zdeprymowały reakcje na 9438 Satie, przeciwnie – w wypowiedziach twierdził z przekonaniem, iż uważa tę część za wiele bardziej udaną od 11050 Messiaen. Mogł jednakże odczuwać pewne zniechęcenie do zakończenia trylogii, zwlekał bowiem z realizacją ostatniej części. Zajął się pisaniem felietonów, większość czasu poświęcał na wykłady z teorii kina w paryskiej IDHEC. Niestety, zwlekał na tyle długo, że nie zdążył już zrealizować scenariusza 4132 Bartok, który od lat kurzył się w otchłaniach jego szuflady. W kwietniu 1962 roku nagle podupadł na zdrowiu, prawdopodobnie w wyniku rozłegłego raka mózgu. Choroba postępowała błyskawicznie i Arno Luxemburg zmarł 14 sierpnia 1962 roku. Zdążył jednak w swojej ostatniej woli wskazać osobę, która jego zdaniem miała najlepsze predyspozycje do przeniesienia na ekran scenariusza 4132 Bartok. Tą osobą okazał się Pier Paolo Pasolini, który wtedy jeszcze nie był slynnym filmowcem, chociaż zdobył już pewien rozgłos, głównie dzięki skandalizującej noweli filmowej Twaróg (La Ricotta) z 1954 roku. Jak napisał w testamencie Luxemburg, do talentu Pasoliniego przekonał się po obejrzeniu Włóczykija (1961), którym był zachwycony i który obejrzał jeszcze 4 razy.
Pasolini przyjął wolę Luxemburga z ogromnym entuzjazmem i przystąpił do pracy nad filmem jeszcze w lutym 1963 roku. Produkcję ukończono ostatecznie w listopadzie 1964. Dzieło mialo gigantyczne rozmiary – czas trwania wynosił po ostatecznych cięciach 228 minut. Skomplikowana konstrukcja Bartoka łączy w sobie rozpoczęte w poprzednich częściach wątki (powracają nawet niektórzy bohaterowie 11050 Messiaen)i łączy je z nową hisorią, w której główną rolę odgrywa Wadmirrh8 – pozbawiona wzroku władczyni blizej nieznanego państwa na odległej planecie, która wyrusza ze swoim orszakiem w wedrowkę po planetoidach w poszukiwaniu rzadkiego metalu. Z niego to nadworni bioinżynierowie bedą mogli stworzyć dla niej nowe oczy. W miarę wędrówki wszystko zaczyna wskazywać na to, że ten niezmiernie ciężko dostępny metal zdobyć można jedynie udając się na daleką i niebezpieczną planetoidę 4132.4132 bartok
O ile 9438 Satie przyjęty był raczej chłodno, tak film Pasoliniego całkowicie podzielił widzow i krytykę. Część uznała go za niezaprzeczalnej wielkości arcydzieło, chwaląc mistrzowskie rozwiązanie fabuły, spajające wszystkie kawałki trylogii, sprawną i oryginalną realizację oraz niewymuszoną głębię filmu. Inni zaś marudzili bez końca: zarzucali Pasoliniemu teatralność (nawet mordobicie musi miec tutaj gleboką symbolikę – Umberto Friesl), efekciarstwo scenograficzne, leniwe prowadzenie akcji, błędy w obsadzie, ale przede wszystkim zerwanie z duchem Arno Luxemburga. 4132 Bartok nie jest juz bowiem kinem akcji z filozoficznymi ambicjami, lub jak kto woli kinem kontemplacyjnym okraszonym obficie elementami kina akcji – jest to w każdym calu kino pretendujące do miana dzieła sztuki, które nie ma najmniejszej ochoty ocierać się nawet o rozrywkę dla mas. Dla przykładu – walki i pojedynki nasycone są tu okrucieństwem tak wyrafinowanym, że miłośnicy wszelkiej klasy horrorów albo ziewaliby z nudow, albo pomdleli z wrażenia. Pojawiały się nawet opinie, że 4132 Bartok nie należy traktować jako właściwe zwieńczenie trylogii Luxemburga, ale jako odrębny, nie mający wiele wspólnego z poprzednimi filmami twór. Byli i tacy, którzy posądzali Pasoliniego o dokonanie daleko idących zmian w scenariuszu Luxemburga.

Po latach

    Dziś Trylogia Planetoid należy raczej do dzieł niesłusznie zapomnianych, chociaż posiada swoich oddanych czcicieli. Ciągle też jest odkurzana przez nowe pokolenia wtajemniczonych. Nazwisko Arno Luxemburga jeśli jest przez kogokolwiek kojarzone, to chyba już tylko i wyłącznie z Trylogią. Nikt zaś nie kwestionuje wartości poszczegolnych części – mówi się o nich zgodnie jako o arcyciekawym, awangardowym i doskonałym w swojej obszerności cyklu filmowym.      (kisz)

Odpowiedzi: 2 to “Trylogia Planetoid. Zapomniana klasyka science-fiction.”

  1. Mati szacun!:D Tego akurat nie zdazylem przeczytac, ale wszystkie posty wygladaja czadersko!:D A ja na jutro zapowiadam turbo publikacje z Chorwacji!:D

  2. tonguetonic Says:

    Staram sie:)Ech, pewnie juz nie zdaze obejrzec przed moim wyjazdem ale trudno. A w ogole to za duzo tu ostatnio naszych prywatnych pogaduszek!!!Tu sie otwiera powoli towarzystwo wzajemnej adoracji!!!:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: