Listy do Francji, cz. IX – zwykła

50gr na ceracieWczoraj zaczepili nas Pietragowscy z zezowatym Józiem, więc trochę baliśmy się ruszyć na rynek po te śmietany i wyszliśmy na ostatnią chwilę; na szczęście kremówki jeszcze dla nas starczyło. Ledwie zdążyliśmy wrócić do mieszkania, rozległ się dźwięk domofonu. Babcia. Nie było to nam na rękę – musieliśmy odrobić zadanie z polskiego, lekcje zaczynały się raptem za trzy godziny, takie odwiedziny natomiast oznaczały grę w durnia, czyli uziemienie, a właściwie ustolenie w kuchni i zero możliwości dokonania czegokolwiek w tym temacie. Udało nam się, Bogu dzięki, przeforsować państwa-miasta, w trakcie których dopuszczało się wizyty w pokoju celem wertowania encyklopedii i książek popularnonaukowych, co stanowiło idealną przykrywkę dla pokątnego pisania pracy domowej. Ja ostatecznie olałem sprawę stwierdziwszy, że poradzę sobie na długiej przerwie przed polakiem, ale Mati starał się jak mógł, bo już miał u pana Najdy nagrabione. Przy stole pojawiał się zatem tylko przy odczytywaniu wyników, babci jakoś to nie przeszkadzało – widocznie moja stała obecność stwarzała pozory sytuacji jako tako normalnej. W babcinej tabelce powstał nowy kraj: Cedonia.

коБи

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: