Listy do Francji, cz. XI

hipermłodzieżowa opowieść o zakochanym Rudym  Czytałem sobie w najlepsze Szkolny lud. Okulla i ja Niziurskiego, gdy zaskoczył mnie głos taty:

Piotrusiu, skoro się interesujesz to można pomyśleć, przecież ten wujek cioci ze Słupska pisał kiedyś opowiadania, zdaje się gdzieś do gazet, najwyżej trzeba by zatelefonować się dowiedzieć.

Eee, nie, to tam nie ma co… – lekko zaniepokojony zbyłem rodzica.

No Boże, a co za problem, nawet teraz wziąć i przekręcić.

W tym momencie – trudno powiedzieć: na szczęście, czy nie – w dialog włączyła się mama:

Oj Wojtek gdzie on będzie po dziewiątej w nocy dzwonił do ciotki po jakieś papiery. Na oczy jej nie widział i będzie dzwonił.

To usłyszy – jaki kłopot?

Przestań Wojtek, naprawdę wymyślasz – na te słowa zdeprymowany tata machnął ręką i poszedł na balkon.

Po kilku tygodniach dostaliśmy – od kogoś innego z rodziny – stertę „czasopism literackich” dla młodzieży. I pewnie raczej dla dziewczyn, bo tematycznie przeważały w nich spacery za rękę, pierwsze pocałunki i tym podobne. Dość długo nikt tego nie ruszał, aż pewnego dnia postanowiłem trochę powertować.

Piotrusiu, widzę, że cię ciekawi, musimy zobaczyć, przecież są kółka w domu kultury, zloty, różne spotkania…

  коБи

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: