Drobna draka na chińskej dzielni

Pałączko szusował ile sił w nogach – niestety jego szybkość cierpiała nieco z powodu jednej krótszej nogi, którą – jak mówią podania – skrócił sobie niegdyś aby uniknąć zasadniczej służby wojskowej. Ostatecznie dopadły go więc dwa typy, z których jednego kojarzył z przezwiska – był to niejaki Wydymaniec, ten sam który swojego czasu opchnął lipny towar Szwalnemu.

I co kurwa – wydukał Wydymaniec ze skośnookim akcentem – kosę chcesz pod żebro kurwa? Co kurwa słyszałeś i kto cię podesłał chuju.

Narzędziami trzymanymi przez oprawców nie były bynajmniej noże ani nawet kosy, ale strzykawka i wiertarka udarowa. Jakby tego było mało, w tle z niewiadomej czapy ochoczo pracowała betoniarka. Pałączko niewiele myśląc wybrał wyjście najgorsze z możliwych, czyli mówienie prawdy.

Panowie miłościwi, prezentu komunijnego dla siostrzeńca szukam – dyszał. – Ino ciężko mi się rozmówić, bo tu przecie same Birmańce i inne Achaje.

Typy zdawały się nie słyszeć wytłumaczeń.

Kto cię kurwa nasłał okurwieńcu! – wiertło dotknęło jego skroni, a igła tętnicy szyjnej. – Zajebemy cię kurwa a twojego trupa będą gwałcić małpy kurwa!
Jakie małpy, panowie niebiescy – Pałączko sam już nie wiedział co mówić.
Goryle kurwa i te…kurwa no…leniwce kurwa! – zaśmiał się złowrogo towarzysz Wydymańca, suchy drągal w czerwonej koszulce.
Litości, królowie jaśniepańscy. Pan Józef ze Zgody mi powiedział że dostanę tu oryginalne orygami. Na komunię potrzebne.
Nie orygami tylko origami kurwa – splunął drągal. – Trza było mówić że od pana Józefa, okurwieńcu.

Niedoszli oprawcy zabrali niedoszłe narzędzia zbrodni na bezpieczną odległość i zaczęli prowadzić Pałączke wgłąb dzielni, aż w końcu dotarli do niewielkiego budyneczku przypominającego po części budę dla psa, a po części chiński pałacyk.

Panie Mandaryn, jakiś wypłoch po origami.

Za biurkiem siedział mężczyzna o bystrym i dostojnym spojrzeniu, z wysokim czołem i bródką, ubrany w różowe szaty, które Pałączce kojarzyły się jedynie z paradami gejów i lesbijek. Po chwili milczenia przemówił głębokim głosem.

Jestem Li Wei Wang, potomek chińskich mandarynów.

Następnie człowiek ten jął opowiadać o losach swojej wygnanej z Chin rodziny i krzywdach jakich doznał we wczesnym dzieciństwie, kiedy matka zostawiała go głodnego i zziębniętego na targu z trampkami. Opowiadał o sile wewnętrznej jaką zbudowały w nim ciężkie doświadczenia i o tym, jak dzięki samozaparciu i silnej woli został najpierw haraczowym na targu, a pózniej bosem na chińskej dzielni. O tym jak zdobył szacunek środowiska i jak został statystą u Tarantino. Pałączkowi łza poszła z oka i nie śmiał już pytać o origami. Wyszedł w milczeniu ze świadomością, że spotkał wielkiego człowieka. Był wolny. Czuł, że coś w nim pękło i nic już nie będzie takie jak dawniej.          (kisz)

Odpowiedzi: 7 to “Drobna draka na chińskej dzielni”

  1. wydymaniec Says:

    a nóżkę miał krótsza bo ją w desancie uszkodził.ka pe wu okurwieńcu:)

  2. No patrzcie, no, element zaczął na bloga zaglądać. A takie to było piękne i kulturalne miejsce!

  3. who the fuck is who, bo gubię się

  4. Kiszecki śpi. Mnie się wydaje, że Pałączko≈W.D., Wydymaniec≈M.P., Mandaryn≈B.B. (dopiero teraz zczaiłem, o co chodzi z bobasami!), a drągal to nie mam pojęcia.

  5. Alescie kurwa trudna zagadke znalezli. Wszystko jest na rysunku pokazane. Kurwa!!!

  6. Że drągal to że niby on, czyli Kiszecki, chciał powiedzieć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: