Listy do Francji, cz. XII: Tombak

Wówczas w jelitach powstaje taka zgrzewa i jak ktoś się w ten sposób odżywia kilka lat, to praktycznie jest dętka, nie… – przekonywał Wujek. – Dlatego postanowiłem wypowiedzieć wojnę przemysłowi przetwórczo-spożywczemu!

Zarażeni entuzjazmem i my przystąpiliśmy do gruntownego oczyszczenia organizmu ze złogów i toksyn. Proces zaczynał się trwającą dwa tygodnie kuracją suszonymi śliwkami, które należało przyjmować na czczo. Po kilku dniach jej stosowania odwiedziliśmy Wujka, aby skonsultować pierwsze doświadczenia.

Ten Jerzyk to on ci nic teraz nie je na śniadanie! Tylko śliwki se parzy, jak jaki głupi! – komentowała całe zamieszanie Babcia, słysząc zaś naszą ripostę w postaci mądrości żywieniowych zapowiedziała nasmażyć sobie wątróbki z cebulą i tak się wbębnić, że no.

Wszystko szło gładko – aż do etapu czyszczącego kości. Jednego wieczoru nie wytrzymałem – zakradłem się do barku i wyjąłem garść ciastek w czekoladzie. Schowałem się w łazience, gdzie dosłownie je połknąłem. Istna ekstaza! Powtórzyłem więc cały proceder, potem jeszcze raz, i jeszcze… Jak łatwo się domyślić – zostałem w końcu nakryty przez Matiego. Ten o mało co się nie popłakał, na szczęście jego złość minęła, kiedy za moment również on – po wielotygodniowym poście – obżarł się łakoci. Nawet więcej, niż ja.

Głupio było nam pokazać się Wujkowi i zakomunikować nasz totalny upadek. Zapukaliśmy skruszeni do drzwi – za chwilę otworzył Wujek, cały promieniał; no tak – pomyśleliśmy – dieta przynosi skutki. W przedsionku zauważyłem jednak pewien szczegół: z kieszeni w kurtce Wujka wystawało jakieś opakowanie – przypominało do złudzenia „papierek” po chałwie mlecznej. Gdy przekroczyliśmy próg pokoju moje przypuszczenia zmieniły się w pewność. Na stole widniał bowiem talerz z ptysiami.

A, to dla gości, jakby ktoś się zjawił, tak że się częstujcie… – Wujek zachowywał się, jak gdyby nigdy nic. Ja i Mati spojrzeliśmy na siebie trochę z ulgą, trochę z rozbawieniem, a trochę z niesmakiem. W każdym razie mogliśmy już bez wstydu przyznać się do porażki.

Nie ma się czym przejmować, to w ogóle nie o to chodzi. Trzeba być ponad takimi drobiazgami! – rzekł Wujek nalawszy Pepsi do trzech szklanek. Następnie opowiedział nam wspaniałą historię Joganandy: otóż obfite dania nie przeszkodziły mu wcale w osiągnięciu oświecenia. Po powrocie do domu nie odczuwaliśmy głodu i zrezygnowaliśmy z kolacji, tak solidnie posiliły nas natchnione, wujkowe słowa.

коБи

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: