Szmery niewinne

Zajechaliśmy do Szczecina i szliśmy długo – póki po lewej stronie nie ukazał się gmach polikliniki. Jej korytarze wydały mi się wąskie i ciemne, nie miały nic z wnętrza poczciwej przychodni dziecięcej. Na ścianach nie wisiały uśmiechnięte syropy, nie pachniało zastrzykami. Nie czekaliśmy długo na badanie. – Pani patrzy, zastawki jakie piękne – zachwycały się moim sercem lekarki. Tak jak było mówione: nic nie bolało. W drodze powrotnej mama kupiła paszteciki. A jeden chłopak na dworcu grał w gierkę, że się chodzi, zbiera chińskie kulki i zabija trolle.

коБи

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: