Ostatni dzień zbiorów

Była to działka truskawek, to znaczy właściwie trudno było ją nazwać typową działką w sensie ogródka działkowego, nie istniała tam bowiem żadna wydzielona przestrzeń o typowo rekreacyjnym charakterze – niezliczonym i niezmierzonym rządkom truskawek towarzyszyła jedynie mała altanka. Łuszczyk i Malicki zdecydowali jednak, że w ostatni dzień zbiorów urządzić należy jakiś rodzaj świętowania dla całej grupy, jakąś namiastkę uroczystości dla wszystkich, którzy razem przez półtorej miesiąca mozolnej pracy prowadzili wymiany zdań przechodzące nierzadko i w konwersacje, a przy odpowiednim doborze personalnym nawet dysputy. Do dziś nie wiem, jak rzeczone świętowanie miało w wyobraźni Łuszczyka i jego kolegi prawidłowo przebiegać (faktem jest iż już trzy dni wcześniej coś szumnie zapowiadali), zdam jedynie sprawę z wydarzeń jakie zaszły. Otóż o godzinie trzynastej, w największy skwar, na boczne rządki wtargnął baran z małym jagnięciem. Po krótkiej chwili podbiegł do niego Łuszczyk i zaczął bić intruza zardzewiałą chochlą. Jakkolwiek zwierzę wierzgało okrutnie, Łuszczyk, człek solidnej budowy, doprowadził je do stanu całościowego okrwawienia. Ponieważ mimo bezruchu zwierzęcia Łuszczyk kontynuował katowanie, Malicki krzyknął do niego iż po co leje skoro widać że baran nie żyje. Jagnię w tym czasie zdążyło zbiec z działki; Łuszczyk i Malicki społem zataszczyli zabite zwierzę na środkowe rządki i przystąpili do oprawiania. Dodać należy iż w tym momencie reszta grupy przebudziła się z osłupienia i rzucać poczęła w stronę dwójki okrzyki że chłopaki że co wy robicie. Malicki w odpowiedzi cisnął w grupę okrwawioną chochlą. Jakaś dziewczyna oberwała w głowę, ktoś zaczął też wymiotować zemdlony niosącym się smrodem łoju i krwi. Grupa opuściła działkę w ciągu niecałych dwóch minut, z tego co mi wiadomo nikt z grupy nie spotkał się nigdy więcej z Łuszczykiem ani Malickim. Zapamiętano ich jako miłych, dobrze ułożonych młodych mężczyzn, studentów renomowanych uczelni, miłośników malarstwa i muzyki klasycznej.       (kisz)

Odpowiedzi: 6 to “Ostatni dzień zbiorów”

  1. Wydymaniec Says:

    Skoro rzeczony baran wtargnął i stał się automatycznie intruzem,to nie jest dla mnie zrozumiałe użycie słowa”katowanie”.”ukaranie”byłoby bardziej na miejscu.Żal jedynie ucieczki z miejsca(nie bójmy się użyć tego słowa)przestępstwa drugiego z kryminalistów.Ale nie czepiam się,esejek niezły:)

  2. Edward Kiszecki Says:

    Hehe, slusznosci Twoich uwag nie da sie zaprzeczyc. O co jednak musze sie upomniec, to jakas przenikliwa interpretacja, do ktorych przyzwyczailes mnie juz, Wydymancze. A tutaj przecie symbolika sama sie narzuca: jest baranek, nawet krew baranka…:)Czyzby zbyt banalne jak na Ciebie?:))

  3. Wydymaniec Says:

    gdyby był baranek,to tak,ale Ty Edwardzie wprowadziłeś barana zakrwawionego i uciekające jagnię:)czyli nie wiadomo gładzą grzechy tego świata czy nie?razem czy utopiony we krwi baran sam,a może uciekające małe jest naszym zbawieniem?chyba,że zabijany baran to mesjasz,a jagnię to my,którzy jak św Piotr wypieramy się jego nauk?no i jak to jest przy dysputach religijnych można tak pierdolić w nieskończoność:)ale kryzysik jest już widzę poza nami,tak więc hosanna i halleluja bracie:)

  4. Edward Kiszecki Says:

    W takim razie Amen, i dzieki ci bracie za dobra nowine:)
    (A to wszystko dzieki klacie i bicepsowi – co prawda jeszcze nie zaczalem ich robic, ale sama mysl ze zawsze moge zaczac naprawde podnosi na duchu)

  5. milky.rose Says:

    Edwardzie! Czas wracac do Polszki!

  6. Edward Kiszecki Says:

    Moja Ty mleczna rozyczko, za Toba nawet na koniec swiata, prawda…:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: