W poszukiwaniu zachachmęconej atmosferki, wycinek pierwszy

Na początku był dimpleksoski grzejnik w bibliotece miejskiej, podobny jako tako do radia, który zainstalowano tymczasowo ze względu na kolejną zimę stulecia. Radiopodobność ocieplacza postanowiłem sprawdzić manipulując pokrętłem, i rzeczywiście: jedynym zauważalnym skutkiem okazał się potworny wzrost natężenia dobywających się z ustrojstwa ryków, których harmonia odpowiadała teraz zespołowi tybetańskich trąb rytualnych. Nagle poczułem, jak moje ciała niewidzialne rozpompowują się w geometrycznym tempie; z przerośniętym jestestwem, nie wiedząc czy doznałem właśnie błogosławieństwa czy trwałego urazu na umyśle, wszedłem w rządki z książkami, z których miałem zamiar wydobyć coś atmosferkowego. Typami priorytetowymi były wyczajony uprzednim razem archiwalny numer periodyka dla filatelistów oraz ewentualna biografia Vaughana Williamsa – zasłyszane wczoraj fragmenty jego baletu leniwie przebijały się przez ryczące nadal w moich uszach mnisie trąby. Ponieważ czasopisma ze znaczkami nie zastałem, ze łzami w oczach i nadzieją podchodzącą do gardła pognałem w dział życiorysów. Tam stanąłem jak wryty – w czwartym od góry rzędzie, na odsłoniętej okładce widniał mój dziadek. Podszedłem bliżej i odczytałem tytuł: Ralph Vaughan Williams. Życie. Zbieg okoliczności wykluczyłem od razu, Williamsa nie było na zdjęciu w naszej encyklopedii.          (kisz)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: