W poszukiwaniu zachachmęconej atmosferki, wycinek drugi

Po powrocie z biblioteki w domu zastałem archetypową atmosferkowo sytuację: oprócz brata w domu był również wujaszek. Zapomniałem, że umówiliśmy się na dzisiaj z wujkiem na turniej kierek. Jednakże, jak się dowiedziałem, plany uległy zmianom i mieliśmy grać w nowo odkrytą przez wujka genialną i supertrudną grę. Jej pierwotnym twórcą miał być podobno sam Gurdżijew, zaś wujek proponował wersję udoskonaloną przez Pijanowskiego. Plansza do gry była bardzo prosta, składała się jedynie z jedenastu pól, zasady jej były jednak tak misternie pokrętne, że dogadanie się z wujkiem o co w niej chodzi zajęło nam ponad czterdzieści minut. Po wytłumaczeniu zasad wujek oznajmił, iż ma jeszcze lepszy pomysł, aby grę połaczyć z kierkami, szachami oraz chińczykiem, i wtedy wynik rozgrywki będzie najmniej losowy, a najwięcej zależeć będzie od inteligencji i inwencji graczy. Po dwugodzinnym ustalaniu nowych zasad, które należało zapisać aby uniknąć kompletnego pomieszania, rozpoczęliśmy grę. Gdy upłynęły trzy kolejki, jako że praca nad zasadami znużyła nas już wystarczająco, gra została odłożona na później. Zauważywszy, iż trzy kolejki zajęły nam równe półtorej godziny, obliczyliśmy ile czasu teoretycznie może trwać najszybsze rozegranie partii. Dla trzech graczy wynik wynosił sześćset osiemdziesiąt siedem godzin, co w przybliżeniu daje miesiąc grania bez przerwy. Wielce dumni z tego faktu, postanowiliśmy jednak chwilowo zająć się czym innym, mianowicie analizą czakramów. Na pierwszy ogien wzięliśmy Gurdżijewa właśnie. Ponieważ nie było akurat pod ręką żadnego radiestezyjnego instrumentu, uznaliśmy iż wykonamy analizę metodą koncentracji na zdjęciu, a dane analizy pojawią się bezposrednio w naszych umysłach. Po dziesięciu minutach koncentracji każdy z nas zapisał otrzymane rezultaty, i każdemu wyszło zgoła co innego: wujkowi, że Gurdżijew był mistrzem bliskim ostatecznego oświecenia, kobiemu że ledwie zaawansowanym adeptem, ja zaś oświadczyłem że jakieś niepożądane moce zakłóciły moją koncentrację. Na drugi rzut miały  być analizowane czakramy tybetańskiego mistrza z mandali w którejś książce, ale okazało się, że mistrz wygląda identycznie jak babcia – i znowu nie mógł to być przypadek, podobnie jak wtedy  w bibliotece; coś musiało być na rzeczy z atmosferką. Wujek niestety zaczął się zbierać, gdyż dobiegała godzina powrotu mamy z pracy, a po jego wyjściu na całym majdanie usiadł w ogóle jakiś robal, jakaś duża ćma i zrobiła się mendówa. Z ulgą powitaliśmy więc dzwonek do drzwi.          (kisz)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: