Płot Pana Mori

Tydzień był wyjątkowo przyjemny i chłodne popołudnie zapowiadało triumfalne zwieńczenie siedmiu dni, wolnych od pracy w sklepie rybnym. Jednym z błogosławieństw, jakich doświadczyłem w onym czasie, było zapoznanie się z gazetą codzienną, w której oprócz lokalnych wiadomości zamieszczano także niewiarygodne ciekawostki z całego świata, zdjęcia atrakcyjnych kobiet oraz życiowe porady, które zacząłem wycinać i wklejać do zeszytu. Nadałem mu tytuł Filozofia światła. Tego popołudnia zmierzałem więc w kierunku budki prasowej celem nabycia kolejnego wydania(drzemałem bowiem do godziny szesnastej), kiedy zauważyłem jak płonie elegancki płot mojego sąsiada, Pana Mori. Postanowiłem jednak nie psuć sobie nastroju, wziąłem głęboki wdech, zwróciłem swoją uwagę na kolebiące się na wietrze gałęzie dostojnej szydlicy w ogrodzie Pana Shigeto, człowieka bardzo do mnie uprzedzonego, którego szczęściem nie widywałem zbyt często. Wracając do Pana Mori: nigdy się z nim nie umawiałem, iż będę go informować o wojnie z Koreą, ufajdanej szybie samochodu albo płonącym płocie. Poza tym dokuczało mi bolące gardło; zawsze wtedy miewam poczucie rozpadu państwa, upadku wartości, nadciągających przeprowadzek, harówki.           (kisz)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: