Pieprz i wanilia dla ubogich

Zżyłem się z tutejszym pospólstwem. Mają nienudne zwyczaje, czasami pojawia się przemoc i wyrafinowane perwersje kulinarne. Nocami nikt nie zasypia dopóki  nie zasną inni, i dzięki temu ich mowę opanowałem tak biegle, że mogłem razu pewnego za pomocą wyszukanego zamotania fraz uwieść młodą dziewczynę ze zgromadzenia wieszczek,  jeszcze dziewicę. Po pracy, posiłku, a także przed snem używa się tutaj powszechnie narkotyku zwanego  toita („żółw”), jako że w istocie wytwarza się go ze spreparowanych i sproszkowanych męskich osobników regionalnego wodnego żółwia, w którego to tkankach odkłada się substancja wywołująca uczucie błogości w okolicy krzyżowej. Specyfik ten pali się skręciwszy go uprzednio w  trzcinowym liściu. Jesli zapalić go w ilości większej niż dozwolona (to znaczy jednorazowo  dwa duże pociągnięcia), uczucie błogości rozchodzi się z krzyża na całe ciało i człowiek przez dwie doby jest  niezdolny do wykonywania jakichkolwiek użytecznych czynności, leżąc w rozkosznym odrętwieniu. Spróbowałem raz tego na sobie, a co gorsza namówiłem do współuczestnictwa pewną uroczą nieletnią tubylkę, za co zarządca osady skazał mnie na trzy dni leżenia w gorącym piachu pośród złośliwych drapieżnych żyjątek, które tak dotkliwie pokąsały mi głowę, że w pewnym jej miejscu można było dojrzeć nagą czaszkę. Ledwie uszedłszy z życiem, zyskałem jednak pewien szacunek i pozycję wśród męskiej części tubylczego motłochu, a nawet niektórzy wadami (poławiacze żółwi) zdają się patrzeć na mnie z niejakim uznaniem. Nadmienię tu, iż lud ów jest wyjątkowy pod względem traktowania białych przybyszów. Moje pojawienie się tutaj nie wzbudziło żadnego zadziwienia, nie okazywano mi tez żadnych oznak czci, jak to się czasami u różnych dzikich zdarzało. Zaprowadzono mnie od razu do zarządcy osady, który zwoławszy wszystkich mieszkańców umieścił mnie skinieniem reki pośród najniższej warstwy społecznej, zajmującej się ciężką pracą na uprawach wielkich roślin korzeniowych zwanych suuda, które stanowią tu podstawę wyżywienia. Praca zajmuje cały dzień od wschodu do zachodu słońca, i czas tym ludziom umila jedynie spożywanie „żółwia” oraz fakt, że wewnątrz tej klasy panują dość swobodne obyczaje seksualne. Ja sam coraz ciężej znoszę ten tryb życia. Na mojej białej skórze od nadmiaru słońca powstają czyraki, a nadużywanie narkotyku połączone z wyczerpującą pracą zaprowadza coraz większy obłęd w moim umyśle.           (kisz)

Odpowiedzi: 7 to “Pieprz i wanilia dla ubogich”

  1. Wydymaniec Says:

    czytałem ten tekst dwa razy.po raz pierwszy w raz towarzyszącą mi Shivą i uznałem go za genialny.chociaż nie,uznałem go za GENIALNY!!!za drugim razem zrozumiałem,że jestem świadkiem nadejścia Mrocznego Kosiarza twórczości Kiszeckiego,a i może jego samego.smutek

  2. Edward Kiszecki Says:

    Shiva…to brzmi niezle, ale po komentarzu widze ze ma sile smoka, Pan rozumisz gre slow:)swoja droga mysle ze ostatnio to jednak nie zupa a sensymyle zrobily swoje;)wspomnien czar

  3. Edward Kiszecki Says:

    hehe, oj panie, najbardziej ten spacer bede wspominac

  4. Panowie, wspólne romantyczne spacery przy świetle księżyca to wspominajcie sobie może gdzieś poza przestrzenią publiczną, hę?

  5. Wydymaniec Says:

    Nasz spacer,to na pewno nie twoje”dość swobodne obyczaje seksualne” Kobi!

  6. A… a… a kto mi palca przetrącił, no?!

  7. Wydymaniec Says:

    no kto judaszu,no kto?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: