Narcyz w opałach

Lekcja środowiska zakończyła się poziomym cięciem wzdłuż i z brzucha pani Miackowskiej poleciały kłosy zbóż, wyleciały jak wrony złote pola, na których nasi dziadowie chędożyli bochny chleba, wyleciały kłaki psów i poczerwieniły się dziewczyny w sali od środowiska, poczerwieniły się obrazy naszych poetów, gdyż była to jednocześnie sala od polskiego, który to język był przedmiotem następnych naszych zajęć, które zostały odwołane z powodu psychiki pana Walczacza, albowiem grożono mu spaleniem mieszkania, nie było to jednak z nami powiązane, Walencjusz który dzierżył jeszcze tę metalową linijkę zdecydował, abyśmy tu zostali należy jednak nas czymś zajmować, tymczasem dziewczyny w naszej klasie mają dopiero po dziewięć lat, tylko my wyrośliśmy szybciej na mutagenach z komiksów, nie mieliśmy oporów żeby wybiec, nasze buty były nieprzepisowe i niemiło pachniały amoniakiem, nie tylko dlatego że sikaliśmy pod ścianami, również lekcje chemii miały tu swoje zasługi, używaliśmy wszystkiego co było w tornistrach, reprodukowaliśmy się za pomocą doświadczeń z fizyki, byłoby nas jeszcze więcej i mogliśmy zostać piołunami albo ostem, ale przyszły starsze klasy, spisaliśmy więc Walencjusza na straty, wycierając gąbkami wielkie tablice patrzyliśmy jak robią z niego worek na kapcie, jak śmierdzą po nim gąbki, tablice wycierane do skolioz, na tej wojnie dziewczynom nic nie urosło, ale pan Walczacz zrezygnował i dostaliśmy panią od polskiego, całkiem nową, nie używaną zupełnie, znowu można było myśleć co ma w brzuchu.          (kisz)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: