Ogień, czyli w Berlinie bez Umy

I akurat zaczęło się palić. A to panie futuryzm wszędzie, szkło i metal, momentalnie się robi piekarnik. W ogóle to miałem być z Umą Thurman, ale w końcu pojechałem sam, bo Uma miała zdjęcia do Vanity Fair. Także może i dobrze, że została. Ale wracając, to mówię, momentalnie zaczęło śmierdzieć tymi plastykami, bo to niby ognioodporne, ale całkiem bez polietylenów się nie da, tym bardziej że ci na linkach, co myją szyby, to zdaje się strasznie dużo płynu leją, a przecież wiadomo, że go z igieł sosnowych nikt nie zrobił, tylko sama chemia. Rozejrzałem się, patrzę schody ruchome jeszcze chodzą, to zjechałem na sam dół i normalnie wyszedłem podziemnym. Tonik nadal stoi, teściowie zwalili mi się na głowę na dwa tygodnie z okładem. Koledzy dzwonili, znaczy ja dzwoniłem bo oni napisali, i są. W pracy nadal słowackie czarne oczy i nędza nieupilnowanego ludzkiego żywota, słowem – jakoś to wszystko kupy się trzyma. Także do następnego.          (kisz)

Odpowiedzi: 5 to “Ogień, czyli w Berlinie bez Umy”

  1. Wydymaniec Says:

    Podpalenie Reichstagu bez ujmy.trzyma się kupy i następnego do także.

  2. Edward Kiszecki Says:

    Wrócił!!!

  3. Znowu nie będzie spokoju na Toniku?

  4. Wydymaniec Says:

    Z ciebie Kobi to jest typowy Polak.

  5. Rasowy się znaczy?:) A w ogóle dlaczego „ciebie” małą literą?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: