W pułapce światów (odc. 16.)

vid nie przedłużał wizyty u bossa nie chcąc pogarszać i tak już podejrzanej sytuacji. Pożegnał się dość szybko obiecując, że zjawi się w poniedziałek. Szedł teraz szeroką aleją zbliżając się do domu. Zvid zauważył swój ulubiony pub Magic Drink i postanowił wypić małą kawę. W lokalu było prawie pusto i Zvid w spokoju i ciszy delektował się smakiem ulubionego karmelowego cappuccino. Podszedł teraz do automatu, wrzucił dziesięć centów i włączył muzykę. Z głośników unosił się cicho ragtime Duke’a Ellingtona. Kątem oka Zvid zauważył podejrzanego typa w długim płaszczu. „Tak, to ten sam typ, który mnie śledził w drodze do Voyagera. A może mi się tylko tak zdaje? Jestem chyba przewrażliwiony przez to wszystko” – myślał spokojnie Zvid. Bajeczna magia fortepianu Elingtona kończyła się, więc dopił szybko kawę i wyszedł kierując się w stronę domu. Parę razy obejrzał się, ale „długi prochowiec” go nie śledził. „Też coś” – pomyślał. „Taki gorąc, a ten w jesionce”. Zvid wszedł do budynku i leniwie otwierał drzwi od mieszkania. Zaraz po wejściu udał się do salonu i „walnął się” na kanapę. „Będę musiał coś wymyślić z tym listem od Havillanda, bo przecież takich poleceń nie było” – myślał Zvid rozkoszując się wygodnym meblem. „Powiem, że zgubiłem, bo co innego mogę wymyślić? De Havilland nie jest kretynem, a i tak coś musi podejrzewać. Trzeba zacząć węszyć, a potem…” Bim-bam-bom… Niespodziewany dźwięk dzwonka u drzwi przerwał rozmyślania Moonera. „Dzwonek? Teraz?” – zaskoczony Zvid nie spodziewał się odwiedzin! Podszedł do drzwi, ale przez wizjer nie widział nikogo. Jego niepokój wzmógł się po kolejnym „bim-bam-bom”. Zvid postanowił nie otwierać, ale dzwonek dalej „bimbał”. W końcu Mooner zdecydował się głośno odezwać.
Kto tam? O co chodzi?
Z korytarza usłyszał zaskakującą odpowiedź.
Jestem urzędnikiem z pańskiego banku. To bardzo ważne. Mógłby pan otworzyć, panie Mooner?
„No tak! Pomylili się.” – myślał Zvid. „A tak było miło być milionerem!” Mooner uchylił drzwi, ale nie zdążył już nic zobaczyć, bo z wąskiej szpary wystrzeliła nagle wielka piącha i Zvid otrzymał wzorowy „strzał prosto w michę”! Mooner wylądował na ścianie i potężne łapsko przygwoździło mu podbródek. Drugie żelazne szczęki złapały go w pół i Zvid wystartował drogą powietrzną na kanapę.
Panowie! Uwaga na meble! To nowa tapicerka! – dowcipkował Zvid. Do salonu leniwie weszło okropne indywiduum, Kostucha i Herman-Gestapowiec w jednym.
No i teraz pomieszkamy sobie… raaazem – powoli z ironia rzekł Gestapowiec.
Panowie. To jakaś pomyłka! Co jest grane? – trzymał się nieźle Zvid.
Nie, nie, nie. My nie popełniamy pomyłek – odparł Herman swoim wykrzywionym ryjem, a jego głowa kiwała się śmiesznie jak na sprężynie.
Szefie, walnę go z kapcia w mazak i wszystko powie – wycedził Dresiarz, który trzymał Moonera za kołnierz razem z drugim Kark-Debilem.
Spokojnie, Billy – Gestapo był pewny siebie. – No i po co było się wtrącać, Mooner. Na co. A teraz tylko kłopot z tobą. No ale nic. Powiedz szybciutko, gdzie to jest i sobie pójdziemy.
Zvid nie miał pojęcia, o co chodzi i to było najgorsze.
Panowie. Ja naprawdę nic nie wiem! – Zvid szybko skończył mówić, bo zaraz zainkasował strzał w wątrobę. Ból przeszywał mu całe ciało i Zvid wiedział, że długo tak nie pociągnie.
Smakowało? Taak? – nabijał się Herman. – To w nagrodę powiesz nam wszystko i znikamy.
Mooner miał wszystkiego dość i tylko odparował:
Przysięgam, że nic nie wiem. Ale panowie! Jak sobie pójdziecie, to ja nikomu o niczym nie powiem.
Gestapowiec patrzył się wprost na Moonera i dopiero po dłuższej chwili odezwał się lakonicznie:
Wiem…Wiem, że nic nie powiesz… Bo ty już nigdy nic nikomu nie powiesz… No… – Trzęsąca się czaszka z krzywym ryjem gapiła się nieobecnym wzrokiem na ofiarę. Zvid widział już swój koniec tym bardziej, że na wprost nosa zobaczył wylot tłumika wkręconego na lufę Magnum 44… Pumf, pumf, pumf… Mooner opadł na kanapę, ale nic nie czuł. Ujrzał tylko, jak zaskoczony Gestapowiec osuwa się na dywan, a obok niego padają dwa bezmózgi. W mieszkaniu leżały trzy najprawdziwsze trupy, a w salonie pojawiła się dziwna postać. To był Prochowiec… (cdn.)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: