Życie to taczka z brezentem – z listów Jewgienija Wawowicza z sanatorium w Kisłowodzku, gdzie leczył załamanie nerwowe (1933r.)

Wiero,

cały czas wierzę w naszą miłość, nie unoszącą się gniewem, wieczną jak ogień, wyciskany przez jesień z natury i odległych pokojów, do których pozbawiono mnie dostępu. Tak, Wiero, jestem martwy: nie gram w karty, nie obcuję z kobietami, nawet już nie piję. Jestem tak samo martwy jak Majakowski. Nie malowałem od sześciu tygodni. Nadzieja na ukończenie Rozstrzelania nad Newą stracona; pogrzebałem ją przesiąknąwszy odorem ryb, którymi mnie tu karmią od rana po wieczór. Lekarz oświadczył, iż jeśli regularne wypróżnienia nie powrócą w ciągu kilkunastu dni, mogę utracić postrzeganie błękitu Thénarda oraz różów: pompejańskiego i weneckiego na zawsze. Kazali wietrzyć trzy razy dziennie po godzinie, ale powietrze przynosi mi głosy zmarłych. Komsomolskaja Prawda pisała niedawno, że teorie Ciołkowskiego o podróżach w kosmos mogą niebawem stać się rzeczywistością. Myślę o nas, Wiero, wystrzelonych w kolczastej kopule, obitych transparentnymi płaszczami, z błogosławieństwem Stalina dryfujących pomiędzy kwazarami. Dziekuję za radio. Słucham Rachmaninowa, to geniusz. Wierzę w naszą miłość, Wiero. Wierzę w moje malarstwo. Wierzę w nikotynę. Do zobaczenia w Saratowie. Twój Wawik.           (kisz)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: