Dobre życie, wariant trzeci: kosmosada.

Osiedle Kosmonautów

Wirujemy w rytm dziecięcych gwiazd pląsów – my, mieszkańcy Osiedla Kosmonautów. Boso chadzamy do przyjaciół w gości. Rozebrano budynek zarządu spółdzielni inwalidów; z cegieł zbudowaliśmy drukarnię starych polskich książek. Strzelisty posąg głowy Gagarina, śmiałka, który pierwszy udał się śladami Przodków, czuwa nad nami w betonowym kasku. Mikrofon u ust tętni ciszą nieba! W przedszkolu pociechy hodują bohaterskie łajki, służące surową zimą za zaprzęg. Słońcem oblane warzywne ogrody sypie się nocą pyłem księżycowym, by korzenie rzodkwi głębią aksamitu lśniły. Mamy lokalny, Szachowy Dom Kultury „Orbita”, gdzie pod okiem eleganckich, lecz brodatych mędrców dorastają przyszli arcymistrzowie. Mamy tu wszystko w naszym wielkim parku: krawca, plac zabaw, biblioteki, Herbapol. Bloki błękitnoszare jak morze, automaty do mleka, automaty do mleka, automaty do mleka.

кoБи

Reklamy

Komentarzy 5 to “Dobre życie, wariant trzeci: kosmosada.”

  1. Marek Drabina Says:

    O, a Gościu prądu nie ma, ale internet ma. Chyba na korbę, hyhyhy!

  2. Panie Marku, czy to tak dalej będzie, czy na wielkich planach życia w dziczy się skończy?

  3. Marek Drabina Says:

    To ja zapytuję o to! Jest dzicz czy nie ma dziczy?

  4. Marku, no jak by to napisać tak, żeby to brzmiało mądrze, że niby to wszystko tak być ma…

    Nooo, tak to chyba ma być? Jak jest, na razie? To znaczy dzicz jest, dzicz jest nawet coraz bardziej dzika, tyle że ja nie zawsze jestem w dziczy. Czyli nie jestem jeszcze aż taki dziki.
    Niemniej różne okoliczności skłaniają do decydowania się i podejmowania konkretnych działań.

    Będzie dobrze! Będzie dzicz!

    Ach, te działeczki… No, to jest bardzo dobra droga, taka działeczka, a nie od razu wszystko rzucać i w dzicz… Ale ktoś musi. Znaczy, nie musi, ale niektórym tak w duszy gra. A że tam jeszcze coś się odwleka, że niby z jednej strony chce, ale się ociąga – no, rok w tę czy we w tę, to nie taki szmat czasu. Idea żyje!
    Nie wiem, czy wiesz, Marku, że syberyjska pustelnica Anastazja uważa działkowiczów, właściwie, za zbawców świata i pokłada w nich wielkie nadzieje. Przynajmniej było tak w latach 90., gdy książki z jej słowami w Rosji się ukazywały. Teraz działki też za mocno się zmechanizowały, schemikalizowały, stechnicyzowały, zgrillowały itd. Na szczęście nie wszystkie, nie wszędzie, nie zawsze.

    Pozdrawiam serdecznie!!!

    • Marek Drabina Says:

      A chyba że coś na tej zasadzie, w ten deseń, coś na ten kształt. To nie od razu, jak to mówią, Berlin zburzono, tak że niejedna jeszcze przysłowiowa woda musi upłynąć w rzece, żeby ta sól ziemi czarnej mogła przyjąć stopę Swarożyca na stałe. My się w każdym razie tu martwili, że bez wsparcia, że na pastwę, że na głęboką, ale i mętną wodę rzucony, no bo żeby ten Dagda jakoś wspierał, to chyba uliczny śmietnik jak wraca nad ranem z pubu, umówmy się, powiedzmy sobie otwarcie. No ale mówię, jak mawia klasyk z Sardynii, no ale dobra jest, jak zwykle dodaje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: