Listy do Francji, cz. XIX

smażenie faworków (Andrzej Wiercieński, kolory: Kobra)

W kuchni skwierczy, smażą się mamine faworki tłustoczwartkowe. Przypomni ci się teraz ów listopadowy wieczór, gdy w tej samej izbie, o podobnym zmroku wosk topił się w garncu i ulała się na zimnej wodzie Skandynawia. Spójrz, śnieg za oknem starszy gdzieś o kwartał – i ty się postarzałeś, możeś już wiersze pisał? Kręcisz się z bratem wokół wyrobionego ciasta, chrusty zwijając on śpiewa, ciebie dziś jakoś dziwnie interesują gwiazdy. Kalendarz, ten co zawsze, odmierza dni jak lata i tak daleko jest przyszłość jak nowe stulecie; jej abstrakcję wyrażają skolioza i liceum – przybyłe z Bałkanów groźne zapożyczenia. W ciepłej przepaści ferii zimowych zostaniecie tu na wieczność we czwórkę, z księgozbiorem zeszytów do mazania, klasyką komiksu i legitymacją kolejową, która niby portal przenosi was co pewien czas na wschód. Ojciec oderwał się od ZDF-u i przyspacerował po złotą kokardkę. Mama sypie cukier puder na tatowe dłonie.

кoБи

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: