Aleksandr Dugin: Eurazjatyzm jako antyzachodnia ideologia

EurazjaEurazjatyzm od pierwszych dni swojego istnienia w początku lat dwudziestych XX wieku zawsze występował przeciwko globalnej dominacji Zachodu, europejskiemu uniwersalizmowi i za niezależną rosyjską cywilizacją. Dlatego eurazjatyzm jawi się jako, istotnie, antyzachodnia ideologia, odrzucająca prawo zachodniego społeczeństwa do ustanawiania własnych kryteriów dobra i zła jako reguł uniwersalnych. Rosja to niezależna, prawosławno-eurazjatycka cywilizacja, a nie peryferium Europy – twierdzili eurazjaci, w ślad za ich ideologicznymi poprzednikami – słowianofilami, ramię w ramię z innymi rosyjskimi konserwatystami.

Stopniowo eurazjatyzm wzbogacono o geopolityczną metodologię, opartą o dualizm cywilizacji Morza i Lądu, których koncepcje zostały opracowane w pierwszej połowie ubiegłego wieku przez Anglika H. Mackindera i rozwinięte przez amerykańskich strategów – od N. Spykmana do Z. Brzezińskiego. Rosja to jądro cywilizacji Lądu, serce Eurazji i dlatego jest skazana na to, by toczyć wielowiekową walkę z anglosaskim światem – wcześniej jego centrum było Imperium Brytyjskie, od drugiej połowy XX wieku – USA.

Dlatego eurazjaci są przeciwnikami zachodniej hegemonii, amerykańskiej ekspansji, oponentami liberalnych wartości i zwolennikami unikalnej rosyjskiej cywilizacji, religii i tradycji. Eurazjaci to przeciwnicy nie tylko Zachodu, ale także rosyjskich zapadników i modernistów: przede wszystkim liberałów.

Jeżeli Zachód jest wrogiem eurazjatów, to eurazjaci wrogami Zachodu i agentów jego wpływu. To proste. Eurazjaci wiedzą, kto jest ich wrogiem i z kim walczą, i wróg także wie, kim są eurazjaci.

W tej sytuacji byłoby dziwne, gdyby atlantyści, amerykańscy imperialiści i liberałowie kochali eurazjatów i ich zwolenników na całym świecie. I vice versa. Stąd wypływa jasny wniosek: albo jesteśmy po stronie Lądu, albo jesteśmy po stronie Morza. Ląd to Tradycja, Wiara, imperia, naród, sakralność, dzieje, rodzina, etyka. Morze – modernizacja, handel, technika, demokracja liberalna, kapitalizm, parlamentaryzm, materializm, gender. Dwa wykluczające się wzajemnie systemy wartości.

Neoeurazjatyzm w dobie postkomunizmu

Wszystkie te idee zostały odgrzebane i rozwinięte do ideologii w końcu lat 80. przez grupę neoeurazjatów zebranych wokół mojej osoby. Odrestaurowaliśmy znaczną część ideologicznej spuścizny po pierwszych eurazjatach, dodaliśmy do niej geopolitykę oraz tradycjonalizm i przystosowaliśmy do realiów rozpadającego się ZSRR. Tak jak pierwsi eurazjaci z lat 20. piszący na emigracji, tak i my chcieliśmy przekształcenia ZSRR w Imperium Eurazjatyckie z pozostawieniem całego obszaru pod wspólną, strategiczną kontrolą, za to ze zmianą ideologii na prawosławną i eurazjatycką. Również jak pierwsi eurazjaci, byliśmy przekonani, że liberałowie i zapadnicy to najgorsi wrogowie ruskiej idei (gorsi od komunistów) i że to oni spowodują rozpad Wielkiej Rosji (ZSRR) jeżeli dorwą się do władzy. Tym gorzej, że stanowią oni część atlantyckiej sieci. Czas w pełni to potwierdził: dorwali się i rozerwali. A potem próbowali zniszczyć Federację Rosyjską. Dlatego w latach 90. eurazjaci byli w radykalnej opozycji do Jelcyna i wszystkich liberalno-demokratycznych, prozachodnich, marionetkowych rządów, w których dominowała kompradorska burżuazja i rusofobiczna agentura sieci USA. Od tego czasu rozpoczyna się demonizowanie eurazjatów jako patriotycznej opozycji – w Rosji, jako rosyjskich szowinistów – w USA i na Zachodzie. W tę antyeurazjatycką histerię zachodnie ideologie wciągnęły wielu przywódców, którzy stali na patriotycznych pozycjach, wykorzystując ich niewiedzę lub próżność, a niektórych zwyczajnie przekupując.

Wszystko zmieniło się w 2000 roku wraz z przejęciem władzy przez Putina. Zaczął on transformację jelcynowskiego systemu w duchu patriotycznym, wprowadzając w życie znaczną część idei, trafiających prosto w wartości i wytyczne eurazjatów. Dlatego i tylko dlatego eurazjaci popierali Putina – i popierają po dziś dzień. Nie ma w tym niczego osobistego: walczyliśmy z atlantystą Jelcynem, patriotę Putina popieramy.

Czysto ideologiczny, logiczny wybór.

Od tego czasu stopień nienawiści do eurazjatów wśród rosyjskich prozachodnich liberałów, w USA i na Zachodzie dramatycznie wzrósł.

I ponieważ w polityce Putin cały czas porusza się w głównych eurazjatyckich nurtach ideowych, przeciw eurazjatom na Zachodzie i w liberalnych rosyjskich mediach, a także wśród pragmatycznych popleczników Putina – systemowych liberałów, rozpoczęła się frontalna kampania.

Niebezpieczeństwo podpierania się eurazjatami przez Putina widzą oni, oczywiście, nie w liczebności czy możliwości wpływu tamtych, ale w sile eurazjatyckich idei, opartych na geopolityce i metodzie cywilizacyjnej, dokładności historycznej analizy i radykalnie antyzachodniej i antyliberalnej orientacji, nie zostawiającej zapadnikom pola do manipulacji, oszustw i obłudnych manewrów.

Z tego powodu usilnie starali się, aby ze strony Putina eurazjaci nie dostali najmniejszego poparcia, żeby, po myśli architektów atlantyzmu, można było wcześniej lub później zmarginalizować eurazjatyzm i wyrzucić jego ideologów na dalekie peryferia. Na to zostały rzucone olbrzymie siły na Zachodzie i pośród rosyjskich liberałów. Nie można powiedzieć, że wszystkie ich starania spełzły na niczym, ale to jest oczywiste: Putin pewnie idzie do zawiązania Unii Eurazjatyckiej, nie boi się rzucić Zachodowi i jego liberalnym wartościom wyzwania, głośno zwrócić się ku Wierze, Tradycji, konserwatywnym fundamentom społeczeństwa.

Eurazjatyckie sieci poza granicami Rosji

Już w latach 90., a zwłaszcza w 2000. eurazjaci budowali obszerną sieć, opierając się na siłach, które tak jak i oni, odpierały atlantyzm i amerykańską hegemonię, występowały przeciwko liberalizmowi i polityce genderyzmu, opowiadając się za Tradycją, sakralnością i tradycyjnymi wyznaniami. Zazwyczaj eurazjatycka sieć obejmowała konserwatystów, których można nazywać „prawicowymi”, ale nierzadko bywali to także i „lewicowi” przeciwnicy amerykańskiej hegemonii. Część z nich była rusofilami, a część przyjmowała eurazjatyzm z powodów pragmatycznych – tradycyjne społeczeństwo w Rosji było silniejsze niż na Zachodzie, a potencjał strategiczny Rosji mógł stać się przeciwwagą dla amerykańskiej dominacji. Wielu ludzi w Europie i poza jej granicami poznawało geopolitykę i łatwo odnaleźli w eurazjatyzmie zwolenników cywilizacji Lądu, wśród których widzieli także i samych siebie (występując w bronie Tradycji i przeciw liberalizmowi). Jednak eurazjatycka sieć była nieporównywalnie słabsza i węższa niż ogromna sieć atlantycka, oparta na wielkim, światowym kapitale (szczególnie G. Sorosa), proamerykańskiej, liberalnej elicie (która prawie zawsze jest klasą rządzącą), wojennej i wywiadowczej sile USA i NATO, ciągle rozszerzającym się segmencie młodzieży połączonej z zachodnimi sieciami, formułującej kosmopolityczny pogląd na świat, indywidualizm, porzucenie moralności i kompletne zerwanie z wiarą, tradycją, narodem, rodziną a nawet płcią. Mimo to eurazjatycka sieć trwała i rozwijała się przy pomocy tych sił, które nie zgadzały się z nową formą globalnej dominacji – „czwartego totalitaryzmu”- odrzucającego prawa wszystkich innych ideologii, które nie potwierdzają najważniejszych zasad liberalizmu. Dowolna antyliberalna alternatywa „lewicowa” zostaje zakwalifikowana jako „stalinizm” i „Gułag”, a „prawicowa” – jako „nazizm” i „Oświęcim”. Eurazjatyzm nie był ani komunistyczny, ani faszystowski, czyli ani „prawicowy”, ani „lewicowy”, dlatego liberałowie określili go mianem „czerwono-brunatnej międzynarodówki”. W zależności od sytuacji mógł być jeszcze nazywany „siecią agentów KGB” („stalinizmem”) lub „czarną międzynarodówką” („eurazjatyckim faszyzmem”). To, że on nie był ani jednym, ani drugim, nikogo specjalnie nie interesowało, tak jak dla liberałów poza liberalizmem prawda nie istnieje. Z tego wynika systematyczna i celowa kampania zachodnich mediów przeciwko eurazjatyzmowi i eurazjatom, która zaczęła się jeszcze w latach 90. XX wieku.

Stopniowo wpływ eurazjatyzmu i jego sieci rósł poza Rosją (w Europie, Turcji, w krajach postsowieckich – szczególnie na Krymie i na wschodnich terytoriach byłej Ukrainy), jak i w samej Rosji. Ostatnie wydarzenia, pokazujące wielowymiarowy i rosnący wpływ Eurazji, choć często niedostrzegalny dla uprzedzonego obserwatora, były odpowiedzią Putina na zamach stanu w Kijowie – zjednoczeniem z Krymem i początkiem wyzwolenia Noworosji. Te scenariusze opisałem już w latach 90-tych (w Podstawach geopolityki z 1997) i usprawiedliwiłem jako historycznie nieuniknione i geopolitycznie potrzebne: logika eurazjatyckiej geopolityki jest jasna – albo Ukraina będzie z atlantystami i wtedy oderwą się wschód i południe, albo będzie z Rosją, a wtedy rewoltę wzniecą zapadnicy. Właśnie to się stało, a Putin zachował się jak rosyjski patriota i Eurazjata, a nie liberał i atlantysta. W rezultacie Zachód i rosyjscy liberałowie rozpoczęli nową falę nagonki na eurazjatów, którzy obarczani są niekończącymi się, czasami zupełnie absurdalnymi zarzutami i oskarżani o wszystkie śmiertelne grzechy. Im mocniejsze stały się nasze idee i im jaśniej są przekładane na język realnej polityki, tym więcej nienawiści wzbudzają wśród przedstawicieli cywilizacji Morza.

Sieć przeciwko sieci

Wcześniej w trakcie ukraińskiego dramatu rozróżniłem rosyjskich atlantystów na „piątą” i „szóstą” kolumnę. „Piąta kolumna” jest otwarcie atlantycka, przeciwna Putinowi i rosyjskiemu patriotyzmowi, jest liberalna i działa w myśl amerykańskiej polityki. „Szósta kolumna” jest zamaskowana jako pragmatycy i technokraci – pozornie wspiera Putina, ale tak jak „piąta kolumna” kategorycznie odrzuca eurazjatyckie idee i próbuje ograniczać i sabotować wszystkie patriotyczne przedsięwzięcia Putina, zadając ciosy eurazjatyckiej sieci w kraju i poza jego granicami. Na Ukrainie Majdan był posunięciem atlantyckim. Krym był pierwszym eurazjatyckim odwetem za Majdan. Noworosja byłaby drugim, ale nasze przyjście w to miejsce (jak na razie) atlantystom poza i w Rosji udało się odeprzeć. Wiele zmieniło się w trakcie tych dramatycznych wydarzeń na Ukrainie w 2014 roku. Ale eurazjatycka geopolityka pozostała niezmienna: przyszłość Rosji to suwerenność, wielobiegunowość i pełna niepodległość od amerykańskiej dominacji. O tym mówi Putin, i to czyni. Dlatego mimo wszystko, poparcie eurazjatów dla Putina i jego kursu pozostaje niezachwiane. Znów – nic personalnego. W każdym momencie pojedyncze aspekty polityki mogą wywołać większy lub mniejszy entuzjazm, a niektóre w ogóle nie wywołają żadnego, ale w perspektywie długiego czasu, mierzonego w dekadach, widzimy: Putin właśnie eurazjatycką politykę prowadzi. I jawnie będzie prowadził ją dalej. Jego poprzednie expose do Dumy nie pozostawia miejsca na wątpliwości. Jego słowa zabrzmiały tak, że nie można było ich nie zrozumieć. Putin powiedział: Jeśli dla części europejskich krajów narodowa duma to dawno zapomniane pojęcie, a suwerenność to zbyt wielki luksus, to dla Rosji jest ona realnym, koniecznym warunkiem egzystencji. To musi być oczywiste dla nas samych. Chcę podkreślić: albo będziemy suwerenni, albo zagubieni w świecie. I muszą to zrozumieć także inne mocarstwa.

Podczas zdarzeń na Ukrainie eurazjatyckie sieci w Europie zademonstrowały swoją pełną wartość. Praktycznie wszystkie prorosyjskie akcje, grupy obserwatorów czy nawet francuscy wolontariusze byli w jakiś sposób związani z eurazjatyckimi sieciami, a także bliskimi lub odpowiadającymi im ruchami. To zupełnie naturalne. Eurazjaci w Europie i innych krajach dobrze rozumieją poprzez geopolitykę, że na Ukrainie nie zetknęły się ze sobą dwa narody – ukraiński i i rosyjski, ale Ląd i Morze, amerykańska jednobiegunowość i hegemonia oraz wielobiegunowość reprezentująca Rosję. Dlatego eurazjatycka sieć działa nie w interesie Rosji, ale w interesie Europy, w interesie idei wielobiegunowości. Znów nic osobistego: są ci, którzy zgadzają się liberalizmem i amerykańską agendą, i ci którzy się nie zgadzają. Konserwatywne kręgi w Europie się nie zgadzają. Konsekwentnie, zwracają swe oczy tam, skąd może przyjść alternatywa. I co widzą? Rosję Putina i ideologię eurazjatycką.

Ta logika jest widoczna dla przyjaciół, ale ewidentna także dla wrogów. Putin – wróg numer jeden współczesnej liberalnej cywilizacji Zachodu i Morza, konsekwentnie broniący interesów cywilizacji Lądu. Każdy odnoszący sukcesy władca, czyniący Rosję wielką i niezależną, był w oczach Zachodu „zły”, bez względu na to kim był naprawdę. Dlatego Putin po prostu nie może stać się bohaterem USA i atlantyzmu – musiałby zniszczyć Rosję, tak jak zrobił Gorbaczow z ZSRR, za co był fetowany.

To samo tyczy się eurazjatyzmu: czymkolwiek mogłaby być ta ideologia, podważa amerykańską hegemonię, opierając się przy tym na potędze energetycznej i nuklearnej, co nie może być ignorowane lub rozważane w sposób abstrakcyjny i neutralny. Wróg to rozumie i używa całego wysiłku, by demonizować eurazjatyzm wszelkimi sposobami. W ruch idą oczernianie, zniesławienie, obelgi, wyzwiska, identyfikacja ze „stalinizmem” lub „faszyzmem” (w zależności od kontekstu) i tak dalej.

Przetrzymać wrogi atak. Szykować się do ofensywy

W pewnym momencie Putin jako przywódca wielkiego państwa, i ideologia eurazjatycka jako konceptualny aparat, który trafnie wskazuje wyzwania i cele wynikające z bieżącej sytuacji geopolitycznej, (w chwili gdy stare ideologie – prawicowe i lewicowe – już nie działają) zlały się w jeden obiekt totalnej nienawiści w oczach całej atlantyckiej sieci. Każdy kto popiera Rosję albo tylko krytykuje Zachód staje się „agentem Putina”, „rosyjskim szpiegiem” i „eurazjatą”. Spójrzmy na nagłówki zachodnich mediów: pełno w nich „piątej kolumny Putina”, opublikowanych list rosyjskich szpiegów, i wygrzebanych przez hackerów CIA (zamaskowanych jako „Ukraińcy”) maili członka Ruchu Eurazjatyckiego, które posłużyły jako taran kampanii identyfikowania tych, którzy sympatyzują z Rosją. Czymże jest nasza mała, heroiczna sieć przeciwników współczesnego liberalnego świata w porównaniu z trylionami Rezerwy Federalnej, liberalnymi uniwersytetami, najnowocześniejszymi technologiami, globalnymi mediami, w porównaniu z dziesiątkami tysięcy organizacji pozarządowych i agentów wpływu na szczytach władzy w każdym państwie Europy i Azji… Ale to przeciwnik wpada w szał i wściekłość. Bo jesteśmy Rosjanami. A głową Rosji – Putin. Z nim – lud i nasza historia. I garstki entuzjastów, wychodzących z flagami Noworosji na ulice europejskich miast. To początek przebudzenia ku alternatywnej cywilizacji – Lądu, Heartlandu.

Teraz jest cisza przed burzą. Sytuacja w Noworosji osiągnęła impas. Presja na Rosję rośnie z każą minutą. Jesteśmy pod naporem. Każdy kto aktywnie popiera Putina, należy do eurazjatyckiej sieci i sprzeciwia się amerykańskiej Bestii, jest teraz atakowany huraganowym ogniem. Który ciągle się wzmaga. Ciśnienie narasta. W tej sytuacji najgorsza jest zdrada. Gdy przeciwnik wie dobrze, jak niebezpieczny jesteś, ale przyjaciel nie zna twojej wartości. Ale to jest test. Przetrwamy dzięki idei.

Stworzyliśmy i będziemy tworzyć światową sieć eurazjatycką. Pracowaliśmy i będziemy pracować przeciwko amerykańskiej hegemonii, aż wyleci w powietrze. Wspieraliśmy i będziemy wspierali wszystkie alternatywne siły w Europie i Azji, oraz stali za tradycją, sprawiedliwością, wolnością i światem wielobiegunowym. W przeciwieństwie do tego, co sądzi Zachód: istnieje nie jedna, a wiele cywilizacji; nie jedna (liberalna) a wiele ideologii; nie istnieje jedna ludzkość, a bogactwo i różnorodność kultur, które nie akceptują globalizacji i będą walczyły do samego końca.

„Bóg jest z nami” – wie umysł i szykuje się do zwycięstwa. Bóg jest z nami!

Aleksandr Dugin

Opublikował: Kobra. Żródło: xportal.pl

%d bloggers like this: