Aleksandr Dugin: Geopolityka znaczenia. Semantyczna wojna wokół Ukrainy

mapa świataZa wydarzeniami w Kijowie stoją Stany Zjednoczone. To tylko epizod w geopolitycznej walce Lądu i Morza. O ile wcześniej można było kwestionować geopolitykę jako metodę tłumaczenia najważniejszych wydarzeń na świecie z perspektywy konfrontacji atlantyzmu i eurazjatyzmu, dziś podważać to mogą jedynie kompletni ignoranci albo ludzie chcący świadomie ukryć prawdę. Pisaliśmy o tym jeszcze zanim geopolityka zmieniła się z “faszystowskiej burżuazyjnej pseudonauki” w dyscyplinę nauczaną na większości rosyjskich uczelni. Bez geopolityki nie można zrozumieć wydarzeń na Ukrainie – każde inne podejście skazane jest na nieuchronną klęskę.

Z punktu widzenia geopolityki każda koncepcja, w tym prawo, posiada nie jedno, lecz dwa znaczenia. Na przykład – separatyzm, integralność terytorialna, legitymizacja, prawa człowieka, demokracja, wolność słowa, wolność prasy, dyktatura, multikulturalizm, faszyzm, rewolucja, zamach stanu, junta itd. Znaczenia te są swoimi przeciwieństwami w zależności od przyjętego punktu widzenia.

Przyjrzyjmy się przykładom podwójnych znaczeń w geopolityce.

Jeżeli separatyzm leży w interesie Morza (USA, NATO), oznacza prawo narodów do samostanowienia. Jeśli w interesie Lądu (Rosja, Chiny) – jest naruszeniem integralności terytorialnej. I vice versa. Zatem, dla USA Kosowo to przykład realizacji prawa narodów do samostanowienia, dla Rosji – separatyzmu. W ten sposób można postrzegać też sytuację w Czeczenii (separatyzm dla Moskwy, walka o niepodległość dla Stanów Zjednoczonych), Osetii Południowej (dla USA separatyzm, dla Moskwy walka o niepodległość) i w innych miejscach.

Dziś mamy z tym do czynienia na Krymie i całej Ukrainie. Siły prorosyjskie dokonały przewrotu. Separatyzm – tym są dążenia do niepodległości Krymu i wezwania do samostanowienia południa i wschodu Ukrainy w oczach atlantystów (USA, NATO). Dla nas, dążących do budowy Unii Eurazjatyckiej, jest to prawo narodów do samostanowienia.

Człowiek naiwny zapytałby: kto ma rację? Jak rozumieć te terminy?

Naiwnym doradzimy jedno: przestańcie być naiwni. Geopolityka uczy nas, że świat jest bardziej skomplikowany: nie ma jednego znaczenia słów, są dwa – atlantyckie i eurazjatyckie. Wydarzenia na świecie zaczniecie rozumieć dopiero wtedy, gdy wyraźnie określicie swoje stanowisko, swoją tożsamość. Jeśli stajecie po stronie Eurazji, cywilizacji rosyjskiej, możecie przyjąć jedną logikę: Kosowo to Serbia, Krym i Noworosja to Rosja, Czeczenia – Rosja, Osetia Południowa i Abchazja mają pełne prawo do samostanowienia i niepodległości, zatem słuszne staje się ich uznanie przez Moskwę itd. I będzie to wasza prawda. Nasza prawda.

Jeśli identyfikujecie się z Zachodem, ze Stanami Zjednoczonymi, szalejecie za NATO, nieustannie słuchacie “Echa Moskwy” – wszystko będziecie postrzegać na odwrót. Kosowo to nie Serbia, Krym i Noworosja należą do Ukrainy, zwłaszcza po obaleniu Janukowycza. Wahabici z Kaukazu walczą w słusznej sprawie, Osetia Południowa i Abchazja to państwa bandyckie, które muszą wrócić pod kontrolę Tbilisi. Tak wygląda świat widziany z Waszyngtonu i takie są poglądy jego piątej kolumny w Rosji i gdzie indziej.

Istnieją dwie prawdy dwóch cywilizacji między którymi toczy się wojna. Wielka Wojna Kontynentów.

Teraz termin “demokracja”. On także podlega interpretacji geopolitycznej. W kontekście konfrontacji cywilizacji nie ma jednego rozumienia demokracji. To co dla eurazjatów oznacza demokrację, dla atlantystów może być dyktaturą i na odwrót. Dziś widać to wyraźnie: dla Zachodu demokracja to władza mniejszości. Dla Wschodu – większości. Oto fundament konfliktu. Ochrona mniejszości (np. LGBT) to oś zachodniej demokracji. Dla Rosji, Chin i wielu innych krajów demokracja oznacza pragnienie ochrony tradycyjnej rodziny wyrażane przez zdecydowaną większość obywateli

Inny ważny termin to legitymizacja. Dla atlantystów to coś, co odpowiada ich interesom. Dla nas – przeciwnie. Legitymizacja to właściwe decyzje polityczne zgodne z wolą opinii publicznej, nastrojami i preferencjami mas i dostosowanie się do logiki historii. Ale te czynniki pozailościowe mogą być interpretowane na różne sposoby. To co się dzieje będzie inaczej interpretowane przez eurazjatów i atlantystów. Widać to wyraźnie na Ukrainie w kwestii uznawania bądź nieuznawania Janukowycza, junty, krymskiego parlamentu i innych stron.

Co ciekawe, ukraiński dramat dopisał do tego podwójną interpretację koncepcji „faszyzmu”. Prawy Sektor, Tryzub, Swoboda, banderowskie formacje skrajnych nacjonalistów ukraińskich, otwarcie ksenofobicznych, rasistowskich i szowinistycznych, uciekających się do przemocy i wszelkich możliwych naruszeń praw obywatelskich nie są dla USA i Zachodu nazistami, a ścisłe stosowanie się do litery prawa uniemożliwiało „faszyście” Janukowyczowi zezwolenie policji na użycie ostrej amunicji. „Faszystą” jest też Putin i wszyscy eurazjaci, co więcej: „faszystami” są wszyscy Rosjanie poza piątą kolumną z Placu Błotnego. Oni i Pussy Riot to „dobrzy Rosjanie” walczący przeciwko złym rosyjskim faszystom. Dla nas jest jasne, że faszystami są ukraińscy radykałowie, którzy samych siebie uznają za faszystów. Ale dla USA to się nie liczy. Co ciekawe, rosyjscy neonaziści, którzy opowiadają się za dezintegracją Rosji, nie są dla USA „faszystami” lecz „demokratami”.

Tak samo jest z gospodarką. Wolny rynek istnieje tylko na Zachodzie i w krajach zokcydentalizowanych. W innych krajach szaleje korupcja, więc można je jedynie poddać liberalizacji. Jeśli oligarcha jest atlantystą wiernym Zachodowi, staje się bohaterem wolnego rynku. Jeśli jest lojalny wobec Putina czy Janukowycza – jest kryminalistą, który do pieniędzy doszedł dzięki korupcji.

Dotyczy to też koncepcji zamachu stanu, junty, dyktatury itd. Dla atlantystów Putin to dyktator. Władze w Kijowie – prawowicie wybrany parlament. Zdaniem Moskwy w Kijowie władzę przejęła junta, która po zamachu stanu ustanowiła krwawą, szowinistyczną dyktaturę.

Wszystko to przenika debaty nad polityką wewnętrzną i międzynarodową. Na świecie są zatem dwie główne siły: eurazjaci i atlantyści. Jedni i drudzy interpretują na swoją korzyść każdy termin polityczny, prawny czy socjologiczny.

Dzięki temu łatwo widzimy kto jest kim. Także w naszym społeczeństwie.

Są oczywiście opinie pośrednie: pół atlantyści – pół eurazjaci, ani nasi, ani wasi. Ich celem jest wprowadzanie zamętu terminologicznego i wchodzenie w drogę. W geopolityce odpowiadają oni Rimlandowi – strefie wybrzeża, która jest polem nieustannej walki między eurazjatami a atlantystami. Pozycję tę zajmuje Europa, pozostająca jednak pod silnym wpływem atlantyzmu (NATO).

Uderzające jest, że  na obszarze znaczeń, semantyki, lingwistyki możemy odnaleźć bezpośrednią analogię do wojskowo-strategicznego podziału stref świata.

Aleksandr Dugin

Opublikował: Kobra. Źródło: xportal.pl

%d bloggers like this: