Archive for the Atmosferka Category

„Bańki mydlane, Ziemia i Księżyc, mapy i daty”

Posted in Atmosferka with tags on Styczeń 26, 2018 by tonguetonic

mapy i daty

1992.08.18. – babcia ze Szczecinka gubi banknot z Ludwikiem Waryńskim wracając ze sprzedaży pomidorów na przystanku autobusowym (wieczorem spadł deszcz i banknot zamókł; po jedenastu dniach walania się zostaje zamieciony do studzienki kanalizacyjnej wraz z niedopałkami papierosów).
1992.09.14. – babcia ze Stargardu oglądając obrady Sejmu rzuca hasło „to cholery jedne” (prawdopodobnie chodzi o rewaloryzację rent i emerytur); pada również stwierdzenie, że Pawlak to był taki fajny chłopak i nie wiadomo po co Suchocka przyszła.
1993.04.09. – Mati zapomina spakować książki ze środowiska i na lekcji musi korzystać z egzemplarza siedzącego obok Malmy.
1993.09.05. – tata znajduje sprężynę w zjedzonej na śniadanie białej kiełbasie.
1994.03.26. – Piotrowi udaje się przejść ten trudny moment w drugim poziomie gry Rick Dangerous (starożytny Egipt); po raz pierwszy i chyba ostatni naszym oczom dane jest ujrzeć etap trzeci (zamek z hitlerowcami).
1994.12.02. – mama o mało co nie poślizgnęła się w drodze do pracy; w torebce miała słoiczek z czarnym tuszem.
1995.02.23. – o godzinie 13.34 wujek przynosi pączki na tłusty czwartek; podczas kawy dyskusja o sytuacji gospodarczej kraju, reklamach telewizyjnych, a także dawnych działaczach komunistycznych (mama wzięła wolne).
1995.11.22. – Mati zostaje sam w domu z powodu przeziębienia; w czasie leżenia w łóżku jest świadkiem wyemitowania przez stację Polsat teledysku Celebration zespołu Fun Factory (głupota).
1996.16.05. – dziadek ze Szczecinka po obejrzeniu programu Ojczyzna polszczyzna zapisuje coś na karteczce i chowa do Leksykonu PWN.

2017.25.12. – Wujek tworzy mapę Klapolandu, znajdującego się prawdopodobnie na obrzeżach Układu Oriona.

(kisz)

 

Reklamy

„Sól, pająki i muchy, pałace i cegły”

Posted in Atmosferka with tags on Styczeń 3, 2018 by tonguetonic

pająki i muchy

Wiesz, bo ja, jak już wszyscy śpią, to idę na Wyszyńskiego, tam mam schowany strój człowieka-komara. Pamiętasz, kiedyś mnie ukąsił taki duży komar na działce u babci. Od tamtego czasu mam nadludzkie moce. Powstrzymuję złodziei przed włamaniami, czasami uratuję jakąś babcię, której zbir chce ukraść portfel. Raz nawet widziałem jak nasza babcia szła i z tyłu zakradał się na nią złodziej, to go powstrzymałem. Naprawdę, możemy nawet iść w nocy na Wyszyńskiego to ci pokażę, mam schowany strój w schowku przy domu handlowym. Tak chciałem cię przekonać, że sam w to uwierzyłem.

(kisz)

Urania —> podróż do kresu możliwości

Posted in Atmosferka with tags on Grudzień 22, 2017 by tonguetonic

uraniaStalinie, wzywam cię na ognie wieczne! zapełgało schrypłym dźwiękiem po kokpicie, kiedy zwinęła się ostatnia szpula taśmy. Wujaszek dysponował szeregiem zdolności parapsychicznych i nadchodził czas na jego popisowy numer: połknięcie czubatej łyżki cukru. Zarówno to, jak i maleńki statek kosmiczny Tenga-X-57, przypominający wyglądem stary żyrandol, dawały mu możliwość swobodnych podróży w przestrzeni i czasie. Wtem – zjawia się w grudniu roku 2001 w stargardzkim mieszkaniu, Kobra otwiera drzwi i natychmiast owiewa go resztka mgły syntetycznych taktów ze skrzypcowego koncertu Prokofiewa: Wskakuj na stół, zaraz to wszystko zniknie! Zanim się zorientował, spadają już w kosmiczną ciemń prosto do Uranyji, krainy kresu możliwości. Tak narodził się Vuro Yaurta. Kobra zdążył jeszcze jedną ręką (która wystawała przez okno) zabrać ulepione w dzieciństwie ciastko Stalina, zbitą chlebową kulkę. Strach pomyśleć, co przyniesie w połączeniu ze stołową łyżką cukru. Po Urańji lecimy na Oriona, komunikuje Vuro, ale w międzyczasie wpadnę jeszcze w jedno miejsce w przyszłości. Dla ciebie będzie to wyglądać jak ułamek sekundy. Ty zostań, bo żujesz ciastko. A Stalin tak w ogóle to była ciekawa postać, podobno chciał odbudować społeczeństwo wedyjskie. Vuro Yaurta jakby mryga, jakby miga, i znika na obiecany ułamek. Przylot: godzina 20:55, 22 grudnia 2017, gdzieś w Kornwalii.

(kisz)

Zza mgły i świateł

Posted in Atmosferka with tags on Listopad 13, 2017 by tonguetonic

wizjaByłem bardzo mały, leżeliśmy w kojcu i zobaczyłem. Twarz z długą brodą, to Trehlebow był. On już wtedy mi powiedział o Przodkach, mówił że do trzydziestego czwartego roku życia mogę sobie trochę folgować, ale później mam się za siebie wziąć, od listopada, więc się biorę. Ty wtedy zasypiałeś i dzwoniły jakieś zielone bąbelki. Trehlebow orzekł że to dobrze, że przebywasz w światach przyczynowych, wśród Przodków. Powiedział jeszcze, że w przyszłości odkryję jakiś nowy alkaloid, tarotobinę, i ogólnie żeby się nie przejmować bo wszystko dobrze się ułoży. I ja to wszystko przez całe życie chciałem innym powiedzieć, ale nikt mnie nie słuchał.                (kisz)

Listy do Francji, cz.XX: ciosy na Tekkena

Posted in Atmosferka with tags on Październik 22, 2017 by tonguetonic

edward kiszecki jako usagi yojimboJeszcze przed paroma dniami ze łzami w oczach pękał ze śmiechu, naśladując sposób poruszania się Pawła Chućki – ten bowiem tyle czasu spędził w salonach gier na durnowatych street fighterach i innych mortal kombatach, że nie potrafił już praktycznie normalnie chodzić. Jednakoż po niedzieli Łukasz Kotłowicz („Kocioł”) wrócił do szkoły dziwnie odmieniony. Nie wykazywał żadnej chęci do przeprowadzenia analizy komedii wyemitowanej w sobotę wieczorem, a pierwsze co zaczął szwędać się po korytarzach z Chućkiem właśnie. W klasowej społeczności wzbudziło to niejakie zdumienie, Adam Makarowski („Malma”) jął się jawnie z Kocioła naigrawać – do niedawna bowiem towarzystwo Pawła Chućki uchodziło w naszej komitywie za rzecz poniżej poziomu. Mnie natomiast cała sprawa dziwnie zasmuciła; postanowiłem pomóc koledze w odzyskaniu normalnej tożsamości, utraconej w wyniku przyczyn niepoznanych a zapewne niezwykłych. Udawszy, że załatwiam sprawy biblioteczne, kręciłem się po szkolnych zaułkach, próbując podsłuchać treść prowadzonych przez dziwaczny duet rozmów. Niewiele udało mi się zasłyszeć, ale wydobyłem z szumu konwersacji rzecz jak mi się wydało najbardziej istotną, a zawierała się ona w trzech kretyńskich słowach: ciosy na Tekkena. A więc to jest to złoto gierkowców, ciosy. Postanowiłem – może nie za wszelką cenę, ale za cenę wysoką – ciosy owe zdobyć.

Wyruszyłem jeszcze tego samego popołudnia. Jako wehikułu użyłem niezawodnego komputera domowego, Commodore 64. Z początku myślałem o Inter Karate, ale pózniej lepsza wydała mi się gra Usagi Yojimbo. Ku memu zdziwieniu, w wirtualnym świecie spikselizowanej animacji przybrałem postać dorosłą. Wygląd mój w wieku dwudziestu lat naprzód – z brodą, zakolami i zmęczoną twarzą – przeraził mnie zrazu i zasępił, ale zdecydowałem szybko się ogarnąć i zrealizowac zamierzony cel.

Rozejrzałem się po okolicy – było nadzwyczaj przyjemnie, rzekłbyś: atmosferka. Polany, drzewa, gdzieniegdzie kręcący się chłopi, jakaś orientalna jadłodajnia…Zacząłem więc wypróbowywać wszystkie możliwe kombinacje ruchów dżojstikiem. Ni stąd ni zowąd, w mych rękach pojawił się miecz, co spowodowało nagłą przemianę zamiatającego drogę wieśniaka w atakującego ninja. Po kilku machnięciach mieczem została z niego unosząca się w powietrzu czaszka, a mnie ubył tylko jeden kwadracik energii. Poszedłem dalej – kolejny wieśniak. Atakować, myślę, czy nie atakować, a tak w ogóle, w jaki sposób zamierzam zdobyć ciosy na Tekkena, skoro jestem w Usagi Yojimbo na C64? Chyba jednak tego nie przemyślałem. Pokłoniłem się tylko wieśniakowi i postanowiłem przejść całą grę, aż do tego zachodzącego słońca. Do końca jednak nie dobrnąłem, ponieważ załatwila mnie banda ninja. Poczułem, jak moje wirtualne ciało, które otrzymałem na czas podróżny, rozpada się na dziesiątki pikseli i rozprasza w układach scalonych starodawnego urządzenia…

Następnego dnia w szkole, widząc, że znajomość Chućki z Kociołem nabiera znamion patologicznej przyjaźni, podszedłem do nich i zacząłem blefować, jakobym znał wszystkie ciosy na Tekkena, gdyż mój starszy kuzyn w to gra i ma je zapisane na karteczce. Chućko i Kocioł wybuchnęli tylko śmiechem (Kocioł, masując nadgarstek, o mało co się nie popłakał). Okazało się, że nie chodziło im o ciosy na Tekkena, ale o kody do Tekkena.

Na szczęście, pod koniec tygodnia Kocioł powrócił do normalnego stanu – Paweł Chućko począł się bowiem kolegować z Kamilem Bobkiem, jako że ten podbierał matce pieniądze z kasetki, po czym przynosił do szkoły i wydawał na czipsy i słodycze.          (kisz)

Słońce na pokrętło

Posted in Atmosferka with tags on Październik 10, 2017 by tonguetonic

piekarnik jasne drewnoJakieś inne życie. Magnetyczna źrenica rejestruje miękkość i ostrość, przywołując dźwięki wedyjskich zaklęć. Kopuła nieba zamyka się w zależności od fazy Jowisza: to pachnie ciastem, to świeżym mydłem. Jak długo jeszcze będziesz tak wyrozumiale spoglądać na te gasnące piaski porannych wieczorów, wiedzą tylko mędrcy żywiący się bylicą. Zapatrzony w płomień paproci, wypłyniesz w noc jako plazma, wilk, albo zwykła brudnica.              (kisz)

Żyjmy długo i zdrowo, część III

Posted in Atmosferka with tags on Październik 7, 2017 by tonguetonic

Nabiał: mleko, śmietana, jaja, sery i masło

Przeczuwając zgubne następstwo łazienkowego ekscesu, zdecydował Marek czem prędzej organizm odżywić, nasycić go szlachetnym minerałem, wzmocnić węglowodanem surowym a gęstym przyregenerować płynem. Tu nasunęła się wpierw mięsna obyłnica dziadka Muszkatela. Nie bardzo istniała sposobność ku temu, by się do wnęki dziadkowej zakradać, przeto poprzestał Marek na zwykłych, lodówkowych towarach. Znamienitości w nich wprawdzie nie uświadczy, jako iż wszystkie sam, powodowany skandalicznym próżniactwem, nabył najniższym kosztem w miejscu niedopuszczalnym. Wydoił tedy trzy czwarte litra mleka, dwa jaja wbił do gęby, serów poszarpał, na koniec masła się nałykał, jakby złamanej gryki nie zjadł od dnia powicia. Babcia Małmazja udała, że zajścia nie dostrzega, w przeciwnym wypadku rozum nakazałby bowiem chłopaka zamknąć do zakładu izolacyjnego. Za pół godziny posiłki rodzinne zostaną podane, smaży się warzywnik i sosy warzone bulgocą na kuchence. Marek jednak postanowił rozmaite pokarmy konsumować cały dzień bez przerwy. Na obiad zaproszono ciotkę Stanuszinę, przez co żreć przy stole jak pasza wypadać nie będzie. Później dziadek Muszkatel ma zabrać go na działkę, więc mięśnie doznają wzmożonych wysiłków. Opętany szaleńczym bilansem kalorycznym, rzucił się młodzian na rozłożone w małym pokoju nasiona, na sadzonki i szczypiory rosnące wzdłuż ciepłego od słońca parapetu.    C.D.N.

кoБи

Zadanie ze środowiska. Część pierwsza: teoria roślin.

Posted in Atmosferka with tags on Wrzesień 29, 2017 by tonguetonic

teoria wszystkiegoPatrzymy na światło, słuchamy dźwięku w eterze, wąchamy powietrze na zadymionych liściach. Gdzie postawiono rośliny i dlaczego? One przy oknie mogły przyjąć najlepszą asanę. Obserwuj rośliny w klasie: ich wygląd, tytuły, kwiaty i łodygi. Rośliny umilają nam życie. Jedz je codziennie rano i po południu przy użyciu miseczki do zębów. Tylko jedno nakrycie jest dobrze ułożone, jedna pokrywa dobrze ustawiona, jedna osłona dobrze umieszczona. Przynieś pastę do włosów, weź herbatę do szkoły. Uważaj, gdy używasz urządzeń elektrycznych. Dotykaj chłodu ciał stałych, smakuj cukrów ciecz senną. Twa odzież jest chroniona przez utratę ciepła.

(kisz)

 

Wimany

Posted in Atmosferka with tags on Wrzesień 17, 2017 by tonguetonic

wimany w szczecinkuNie wiedziałeś, że ten strumień jest czysty. Przybyli ze wschodnich, starożytnych tradycji, zamykając ciepło na południu. Skrzyżuj głowę naprzeciw torby. W wieku siedemnastym zrozumiesz: mutanty idą na Manhattan, gdzie ciało jest oświetlone przez jogę.

(kisz)

Listy do Francji, cz. XIX

Posted in Atmosferka with tags on Wrzesień 5, 2017 by tonguetonic

smażenie faworków (Andrzej Wiercieński, kolory: Kobra)

W kuchni skwierczy, smażą się mamine faworki tłustoczwartkowe. Przypomni ci się teraz ów listopadowy wieczór, gdy w tej samej izbie, o podobnym zmroku wosk topił się w garncu i ulała się na zimnej wodzie Skandynawia. Spójrz, śnieg za oknem starszy gdzieś o kwartał – i ty się postarzałeś, możeś już wiersze pisał? Kręcisz się z bratem wokół wyrobionego ciasta, chrusty zwijając on śpiewa, ciebie dziś jakoś dziwnie interesują gwiazdy. Kalendarz, ten co zawsze, odmierza dni jak lata i tak daleko jest przyszłość jak nowe stulecie; jej abstrakcję wyrażają skolioza i liceum – przybyłe z Bałkanów groźne zapożyczenia. W ciepłej przepaści ferii zimowych zostaniecie tu na wieczność we czwórkę, z księgozbiorem zeszytów do mazania, klasyką komiksu i legitymacją kolejową, która niby portal przenosi was co pewien czas na wschód. Ojciec oderwał się od ZDF-u i przyspacerował po złotą kokardkę. Mama sypie cukier puder na tatowe dłonie.

кoБи