Archive for the Dziwoląctwo Category

Nieznani sprawcy drążą sprawę PBO

Posted in Dziwoląctwo with tags on Styczeń 28, 2018 by tonguetonic

ektoplazma wydzielająca się z medium

W stargardzkiej przybudówce Domu Rohledera znaleziono dawne publikacje Krajowej Centrali Różdżkarskiej, które rzucają nowe światło na tematykę PBO. Na ich podstawie Orło Światłogrodzki wysnuł hipotezę, jakoby Pyramidon Baver Ovumlarvachrysalis składał się w 90% z ektoplazmy pochodzącej z seansów spirytystycznych, przy czym im starszej daty wydzielina, tym silniejsze działanie środka. Tłumaczyłoby to wiele zjawisk zaobserwowanych w czasie wyrobu tego tałatajstwa, jak ożywanie mięsa i obłęd załogi przeklętych zakładów w Bydgoszczy. Powstaje tutaj pytanie, czy to ektoplazma stanowiła bazę PBO, czy też raczej PBO powodowało skrajnie silne wydzielanie zdegradowanej ektoplazmy? Proszę zwrócić uwagę, iż trzy posty niżej na zdjęciu z nosa Vuro Yaurty również zdaje się wydobywać ektoplazma. To wszystko wygląda bardzo dziwnie, jak powiedziała kiedyś córka Lwa Bruxensztajniego (Volga Oxentvint?) Zresztą twórcy bloga Tonik Językowy (PBO?) próbowali niegdyś wywoływać duchy z Wujkiem Jerzykiem (Vuro Yaurta?). Czy właśnie wówczas zebrano odpowiednie ilości ektoplazmy do założenia Tonika? Czy to z Tonika preparowano później PBO? Czy pierwsze medium to Babcia ze Stargardu, a drugie Babcia ze Szczecinka? Zaszło to, prawda, trochę za daleko. Profesor Orło Światłogrodzki oświadczył, iż zamierza położyć kres obłąkańczej atmosferze wokół PBO i rozpocząć produkcję jego nowej wersji rozszyfrowanej jako Proszek Błogości Oświecenia. Będzie to unikalne połączenie najnowszej generacji witamin, minerałów pochodzenia morskiego oraz tajemnego ekwiwalentu prany. Czytelnicy, to już nie czytajcie więcej, bo oni tu chyba nic nie wymyślą oprócz PBO, Luxemburga i tego całego towarzystwa wzajemnej adoracji. Grafika z internetu, jakby Drabina wrócił.. Bezsens kompletny.

кoБи

Reklamy

Gerliin Gaikhaltai Gazar (konstelacja Oriona), u Pani Szady.

Posted in Dziwoląctwo with tags on Grudzień 11, 2017 by tonguetonic

Gerliin Gaikhaltai GazarNaprawdę, jest bardzo atmosferkowo. Wspominaliśmy tamten grudniowy wieczór, kiedy Żelina zapadła w sen zimowy. Dla niektórych z nas była jak matka, inni się w niej podkochiwali, ale nikt nie zniósłby obojętnie myśli, że nigdy już więcej nie poczuje zapachu wnoszonych przez nią do mieszkania cymcurynek (takie ciastko, z cytryną i rodzynkiem na środku, ale bardzo dobre, waniliowe). Poinformowaliśmy więc służbę zdrowia – przyjechali i uno momento czekać mu kazali wuja. Nie powiedzieli, czemu kazali czekać wuja, in uno momento mówili tylko. Wuja mówili, wuja mówili. Wielkie są wuja (wielkie są wuja!), wielkie są wuja osiągnięcia na polu techniki. Naprawdę wielkie osiągnięcia dokonał ten wuja. Co on zrobił, co on zrobił, co zrobił, co robił, co!?

Po prostu doczepią trochę dłuższe uszy i to ma być już że niby ktoś jest z kosmosu – temu podobne słowa wymawiał wujek komentując serial Star Trek. A tu się okazało, że w tym całym kosmosie to rzeczywiście tak wygląda. Pani Szada naprzykład (właśnie wyszła na moment do jakiegoś prodomeksynezonu) jest bardzo piękną kobietą, można ją uznać za niebiańsko atrakcyjną w czysto ziemskich kategoriach – jedynie właśnie uszy ma trochę spiczaste, poza tym niebieskawą skórę i dziwne włosy (tak jakby żywe kable). Kobra zaczyna snuć dywagacje, czy mieszkańcy Gerliin Gaikhaltai Gazar to są w takim razie Ariowie, czy nie. Wujek natomiast wcale nie narzeka, tylko podnosząc hantle wypowiada swoją słynną kwestię z zagubionego niegdyś przez sondę Voyager filmu Proza Niemieckojęzyczna: Gdzie to się tak nawalać…po ryjach, po plecach?

Także naprawdę, jest bardzo atmosferkowo: Pani Szada poczęstowała nas już ciasteczkami i tutejszą herbatą (to po prostu smakuje jak woda z mydłem, roześmiał się wujek kiedy już zostaliśmy na chwilę sami). Przyniosła nam też grudniowy Przegląd senników niezależnych i od razu znaleźliśmy kilka snów które nam się niedawno śniły – między innymi ten z książkami do jogi i Czarną Syberią w wykonaniu Grzegorza Turnaua. Pani Szada właśnie niedługo ma wrócić i będziemy robić dzymalongi (nie wiemy, co to jest). Aha, i cały czas leci tutaj taka muzyczka, ciężko to opisać, to jest taki powtarzalny motyw ale ciągle inaczej grany, można tego słuchać w nieskończoność.

Tak, herbata herbatą (podobno bardzo zdrowa dla ziemian, odmładza od razu o kilka lat!), ale ciasteczka bardzo smaczne, waniliowe, z cytryną i rodzynkiem pośrodku. Z cytryną i rodzynkiem pośrodku…Z cytryną i rodzynkiem…Czyli oni mają tutaj po prostu swoje cymcurynki, powiedział wujek, i od razu zrobiło się dziwnie. To niemożliwe, żeby oni mieli cymcurynki, one nawet w Polsce były tylko w dwóch miejscach: w podwawelskich w Krakowie i stargardzkim Jowiszu. Wujek zmęczonymi od hantli rękoma zaczyna otwierać szuflady, w końcu znajdujemy…dokumenty na jakimś dziwnym hologramie…Pani Szada, pochodzenie ziemskie, dawniej Xenna Żelina Żyworowiej…Coś zaczyna nam się przypominać jak przez mgłę…Przecież kiedy służba zdrowia przybyła na miejsce, stwierdzono zażycie podwójnej dawki PBO…wtedy jeszcze tego nie produkowali, Żelina musiała spreparować to sama…to stąd nazwa tej fabryki w Ałtajsku…wszystko było od początku zaplanowane…

Zaraz…to my skąd tu jesteśmy? Pamiętasz? Wspominaliśmy ten grudniowy wieczór, i nagle uno momento czekać mu kazali wuja. Nagle pojawiły się te słowa i wszystko zaczęło się obracać. My coś przedtem jedliśmy, tak…tam musiało być PBO…to my tu teraz zostaniemy, tak jak Żelina?

Przepraszam bardzo, ja mam takie pytanie: czy teraz nie będzie już normalnych postów, tylko PBO ciągle? Czy to teraz będzie na zasadzie, że niby jest normalny wpis, ale na końcu i tak się okazuje, że to PBO? Naprawdę, wie pan co, ja czytam Tonik od dziewięciu lat, zaraz jak powstał zacząłem, ale już takie głupoty wymyślają, że chyba przestanę całkiem kupować. No autentycznie nie ma już nawet co tam za bardzo ani poczytać, ani pooglądać.

(W sumie, nie jest to taka zła opcja: mamy z powrotem i cymcurynki i Żelinę, tylko z trochę innymi włosami. Tę muzyczkę, co leci, napisał oczywiście Lew Bruxensztajni. Żelina wróciła i wyjaśniła nam wszystko, trochę się na początku gniewaliśmy że się nic nie odzywała i ogólnie na całą sprawę z tym PBO, ale w końcu nas udobruchała i się pogodziliśmy, było trochę łez i trochę śmiechu, pograliśmy sobie w duraka, raz Pani Szada została durakiem, raz ja, a wujek z Kobrą mieli tyłki mokre).

A przepraszam, jak się do tego ma Volga Oxenvint. Przecież to były prawie te same postaci, a i historia jest jakby trochę podobna, prawda?

Tak, Pani Szada, czyli Xenna Żelina Żyworowiej, to również jest Volga Oxenvint, to jest jedna i ta sama osoba. To jest, wie pan, na tej samej zasadzie co Edward Kiszecki i Lew Bruxensztajni – wszystko zależy od tego, jaka dawka PBO została przyjęta.

Ale wie pan co, teraz to już jest pan naprawdę złośliwy. Specjalnie pan to powiedział, żeby było jeszcze więcej PBO, bo napisałem, że mi się nie podoba.

Tak tak, cały Tonik w ogóle jest pod pana robiony, żeby się pan denerwował. Jak się nie podoba to proszę nie czytać, nikogo to nie obchodzi.

(Później, kiedy będę zasypiać, Żelina [teraz jednak woli, aby nazywać ją Szada] szepnie mi do ucha, czy pamiętam, co tam było po wuja mówili. Zaczynam ruszać swoją półrozespaną łepetyną, i nagle do mnie dociera: wielkie są wuja (wielkie są wuja!), wielkie są wuja osiągnięcia na polu techniki…To jest Vuro Yaurta, oczywiście. A więc…więc to skonstruowany przez niego mikroskopijny statek, słynne niezbywalne urządzenie? Czy on o wszystkim wiedział? A więc to nie było PBO…?)

(kisz)

Wróciło PBO. Groza w Zakładach Farmaceutycznych im. Xenny Żyworowiej.

Posted in Dziwoląctwo with tags on Grudzień 2, 2017 by tonguetonic

fabryka PBOTaśmy ciągną się w nieskończoność. Kazali podpisać klauzulę o zgodzie na pracę w szkodliwych warunkach, jednocześnie zapewniając, że zagrożenia żadnego nie ma. Po paru nocach pracownicy przestali pojawiać się na zmianie; rodziny pytane przez telefon o stan zdrowia bliskich odpowiadały chaotycznie głosem tak roztrzęsionym, że kierownikowi pakowaczy odechciało się żyć. Później okazywało się że oni są, ale gdzieś indziej. Gdzieś indziej funkcjonują jakoś, na innych zasadach. Nowy Pyramidon (ochrzczony teraz po wschodniemu Pierwnyj), działa nie przez osiem, ale co najmniej osiemset godzin. Dodali do procesu nowe fazy, m.in. rozłamności rdzeniowo-moczanowej, parzenia owalnego i strzępienia, takiego tam popapraństwa sypią; podobno nawet szkło ołowiowe tam jest i coś wyciągnięte z mózgu. Dają ci niby na taśmę specjalne rękawiczki, ale to jest takie dziadostwo że przez wszystko przejdzie, wchłania się przez skórę. Szmatka na nos przecież też nic nie daje, z tego wychodzi taki brud, to później godzinami cieknie ze skóry, zmiękczone. Do tej pory produkowali tu polopirynę i aspartam – to też się wdychało, ale nie było takich rzeczy. Część personelu przeniesiono żywcem z egipskich zakładów mięsnych w Bydgoszczy. To już właściwie nie są ludzie, to jest coś, to jeszcze żyje. Oni przez kilkanaście lat produkowali stary pyramidon, a teraz będą robić nowy. Jeden młody człowiek myślał, że to będzie dobra zabawa, usunął wszystkie pudełka z taśmy, zażył. Na początku zaczął wrzeszczeć: Przestańcie, to tak nie może być! Tak nie może być! Potem wywlokło mu różne rzeczy ze środka na zewnątrz, ale on się już tylko uśmiechał. Najgorsze, że nie umarł, tylko mu tak zostało. Przebywa teraz pod opieką rządu, podejrzewamy że w jakichś podziemnych laboratoriach. Prosimy, uratujcie nas.              (kisz)

„Örmöz Dziorkön Bistro Challenge” na Porsche 780 Bruxenlux (wymagane rozszerzenie pamięci Delton)

Posted in Dziwoląctwo with tags on Listopad 21, 2017 by tonguetonic

The Large MilshakeTym razem nie Saturn, tylko Ukraina. W zakładce z napisem top secret jest wszystko: wyniki lotto, ekstraklasa, rozkład jazdy PKP, kurs funta i kurs dolara. Masz też zakładkę źródło (source) – tam z kolei jest sennik, horoskop, mapa Polski i tłumacz. Są dwa tryby, tryb prowadzącego i tryb klienta. Prowadzącemu zasadniczo najciężej jest dbać o higienę w lokalu, klientów dopada świerzb albo łuszczyca. Jak jest diagnoza że żółtaczka to wszystko się zawiesza i trzeba wgrywać od nowa. Grę sponsorowało między innymi Tesco, więc jest tam taka wiocha, że jak sprzedajesz u siebie świeżaki z Tesco to wszystko ci się praktycznie udaje, nawet Sanepid cię nie gania. Z kolei zupa z dyni ściąga na lokal same nieszczęścia – złe recenzje w Kwestia Smaku, zmianę czasu, podwyższenie średniej krajowej, a czasem tzw. nową erę – wtedy zmieniają się znaki zodiaku i wszystko się kićka. Podstawowe pytania jakie można zadać tekstowo to: gdzie jest burza, gdzie jestem, kiedy przelew. Zresztą na youtube jest gameplay więc sobie można zobaczyć. Z kolei jeśli grasz w trybie klienta, to cię pyta o każdy szczegół w grze. Na zasadzie jak chcesz do jakiegoś lokalu jechać, to musisz wklepywać jak dojadę. To ci w ogóle (autentycznie!) najpierw wyświetla umowę kupna sprzedaży samochodu, potem musisz sprawdzić pogodę, potem na pocztę ci przychodzą jakieś śmieszne gazety. Są też takie głupoty że możesz robić ćwiczenia oddechowe to ci wtedy lepiej idzie, albo naprzykład wstrzyknąć sobie botoks nie wiadomo po co. Można wysyłać życzenia ślubne, życzenia urodzinowe, występować w bajkach jako żabka lub biedronka. Tylko wtedy trzeba uważać na tzw. łapacz snów, bo się gra skończy. Acha, gdybyś chciał żeby się zrobiła „śnieżka” (czyli że przy sumie twoich dochodów netto podczas kupna towarów pokazuje się taki znaczek i możesz kupować bez ograniczeń), to trzeba wejść do lokalu Łódź i wklepać hasło środki stylistyczne. Także gra byłaby fajna, ale przekombinowali i za dużo opcji dali.

(kisz + кoБи)

„Volga Oxenvint” na Porsche 800 Bruxenlux

Posted in Dziwoląctwo with tags on Październik 28, 2017 by tonguetonic

stara gra komputerowa Volga Oxenvint, strona tytułowa

Dowódca statku kosmicznego Vuro Yaurta wyrusza na poszukiwanie tajemniczej istoty. Skończyła się właśnie burza mgławicowa i gwiezdny pył wypełnia przestrzeń międzygalaktyczną. Główny kryształ kokpitu wyświetla co kilka minut tylko dwa wyrazy. Volga Oxenvint. W rodzinnym mieście kapitana Vuro krążyła legenda… Podobno jego dziadkowie widzieli jeszcze dziwną planetę, na której życiem nie sterowały maszyny. Słyszał o silnych, niespotykanych strukturach, budowanych jakby dzięki falom elektromagnetycznym, wyrastających bezpośrednio z powierzchni gruntu. Tam żyli ludzie podobni do nas… Vurowi krew uderza do głowy, coś mu się przypomina… To było w czasie katastrofy… Mała dziewczynka na łodzi podwodnej… Zabrali ją przedstawiciele innej rasy…

Volga Oxenvint, 16-etapowa gra przygodowo-logiczna obsługiwana przez komputer elektronowy Porsche 800 Bruxenlux, dostępna na szpulach mikrokodujących. Muzyka Lwa Bruxensztajniego oparta na dźwiękach fotosyntezy. W grafice Arno Luxemburga wykorzystano wielkoformatowe zdjęcia udostępnione przez radziecką agencję Interkosmos. Autoryzowany scenariusz na podstawie Trylogii Planetoid. Poznaj nowy wymiar, zobacz stary świat. Volga Oxenvint.

кoБи

Z Örmözem Dziorkönem przez świat

Posted in Dziwoląctwo with tags on Październik 13, 2017 by tonguetonic

wciśnij caps lock

Charakter ma po ojcu. Zakarbowała sobie trudne wyrazy, napór myśli minął. W szkole na alchemii uczyli ekstrahować tlenek glinu z pary wodnej. Krainy w bajkowym zakątku połączyły się w imperium, które przetrwało wieki. Na przekór ciemnym czasom ołówki z ołowiu wycofano, niedawno cena spadła do pięciu groszy. Wujek przywiezie wiorstę lasu z Syberii. Zgoda w rodzinie to podstawa jakiegokolwiek dobrobytu. Z naturą wszystko w porządku: jesteś wielki, tylko kiedy wciskasz caps locka coś się z tobą dzieje.

кoБи

Po zajściach w Mocknay’s. Reminiscencje.

Posted in Dziwoląctwo with tags on Październik 2, 2017 by tonguetonic

plastikowy konik

Podobno Julianowi urodziła się córeczka. Żeby było śmieszniej, przyszła na świat w lipcu, więc nadał jej imię Maja. Tymczasem ja przestałem spotykać ludzi kreujących dziwne sytuacje, przynajmniej tak mi się wydawało.

specyficzne jadło

Dziecko zaraz po obudzeniu ćwiczy rysowanie końskiej żuchwy. Julian twierdzi, że to przez jego obłąkańcze próby wynalezienia nowego gambitu. Z tego co widzę, ludzie tacy jak on nigdy nie wychodzą dobrze na grze w szachy.

okno w pomieszczeniu

Pamiętam zdarzenia jak przez mgłę. Pokój usłany klockami, laptop z funkcją nasłoneczniania, nawet jakieś pieniądze walały się po podłodze. Żona Juliana urządzała wystawne przyjęcia, głównie dla kotów. Kiedyś to wszystko dokładnie sobie przypomnę. Dzisiaj obchodzisz urodziny, nie wiem, po co to piszę.

кoБи

Örmöz Dziorkön powraca

Posted in Dziwoląctwo with tags on Wrzesień 15, 2017 by tonguetonic

Na Polonii 1 znowu śnieży.

Żaroodporne naczynie umie elegancko wypiec ogromne bąble z ciasta musztardowego, które pachnie bardzo wiosennie, a także słodko smakuje, prawie jak nagietkowy kokos kiedyś zostawiony na półce, zakurzony oparami miodu i cytryny kropkowanej z ogrodu Wieńczysława Białego Edka. Kto raz rozkoszował się takim flamastrem wonnym, ten nigdy nie ucierpi bąbla wskutek ugryzienia ciasta. Ciuciek bardzo ochoczo podjada Suavkä podczas ogólnego rozgardiaszu, i też wcale nie pogardzi kawałkiem szmaty urwanej z działkowego stracha na Żdziëëna stojącego jakby pośród mięty w kącie przy kompoście.

Jak wspaniale jest w zoo podczas wypiekania bąbelkowego ludzika, tak bardzo lubianego przez Aeniöszkę i Väänię, natomiast nie lubianego przez pozostałych członków ciućmokowej rodziny, mieszkającej przylegle do kwadratowego pudełka w środku świętującej urodziny zamku społeczności podmiejskich mieszkańców latarni morskich! W zasadzie trzeba użyć więcej czarnego pyłu i piasku rzecznego, aby właściwie określić ilość i jakość słodzonego cynamonowego ciasta bąblowego, firmowanego przez jajko i kurę. Ostatnio w czasie burzy z gradem samochód stanął oraz zepsuł wycieczkę, która próbowała z wielkim żalem uratować kotka, co pazurkami podrapał drzewo wyrosłe przy piekarni na drodze pierników zeschłych tak okrutnie, że przeszkadzają im psy wałęsające się z kawałkami przemielonych migdałów smażonych z bąbelkowym ciastem.

(praca zbiorowa)

Po zajściach w hotelu Mocknay’s. Kwarantanna.

Posted in Dziwoląctwo with tags , , on Wrzesień 8, 2017 by tonguetonic

Stary wieszak drewniany. Napis: Friedrich Arnold Bügenwalde

Minęły całe epoki od obsesji z Julianem. Inni łapacze snów, poniemieckie pomieszczenia, mała wioska na dzikim zachodzie Polski. Prosta garderoba, nienachalne rolnictwo, polowanie wzrokiem duchowym.

Sarna przy oknie. Wykorzystano materiały Sonji Hansel

Zwierzęta stopniowo oswajają się, przedwczoraj sarna podarowała mi nietypowy kamień. Niektóre elementy z drewna wymagają konserwacji. Myślę o napisaniu sensacyjnych pamiętników, pomogą mi wreszcie konsekwentnie gromadzone zdjęcia. Pierwsze próby kontaktu ze mną, z daleka i bliska.

кoБи

*** (Bernard żyje w wieżowcu…)

Posted in Dziwoląctwo with tags on Maj 28, 2016 by tonguetonic

bernard zyje w wiezowcuBernard żyje w wieżowcu pozbawionym prądu, windy. Zadzwonił wieczorem myśląc o naprawie elektryczności. Kobieta odburknęła mu niegrzecznie. Prognozy okazały się niezbyt zadowalające. Z tym całym galimatiasem nie da się nic zrobić. Podenerwowany rzucił słuchawkę i zemdlał, strącając przy tym świecznik. Sąsiedzi w pożarach małej komórki wyobrazili sobie poprawę. Bernard ocknął się, zobaczywszy figurę z wosku. Figura ta unosiła się, brązowiejąc i brązowiejąc, a przy tym opalizowała. Wieki temu była to historia nieodwzajemnionej, aczkolwiek niezbyt porywającej intrygi. Któż by przypuszczał, że matka Bernarda pojawi się właśnie dzisiaj, w dniu przesilenia? Czy nie mogła pojawić się, naprawiając wszystko, pojutrze? Ponieważ napięcie rosło, a nikt nie spodziewał się awarii tak wczesnym popołudniem, Bernard postanowił zamknąć Dorę, która niebezpiecznie zbliżyła się do krawędzi wieżowca siedemnastopiętrowego.

(praca zbiorowa)