Archive for the Obuwie służbowe Category

Dzieciństwo: teoria warstw wieloczasowych; niedoszłe Listy do Francji cz.XXI („płyty wujaszkowe”); przyczynek do krytyki pseudokultury anglosaskiej, a także kontynuacja dyskusji na temat czy Tonik został zamknięty, czy następnie otwarty, czy też proces jego zamykania cały czas trwa; kolejne insynuacje na temat PBO.

Posted in Obuwie służbowe with tags , , on Styczeń 30, 2019 by tonguetonic

the new adventures of oryo 33 ost

odnosnik

Cóż z tego, że Tim Hollins czy Nick Scarim skomponowali jedne z najlepszych utworów na ścieżce, skoro ich nazwiska brzmią niczym żywcem wyjęte z późnych archiwów Wojny Anarchistycznej? No i jak to teraz wygląda na płycie? – tymi słowami Lew Bruxensztajni rozpoczął jeden z największych skandali w swojej karierze. Ale po kolei.

Propozycja nie do odrzucenia?

W 1985 roku amerykańska korporacja medialna MTV Networks wykupiła od Wydawnictwa Muzeum Regionalnego w Szczecinku prawa do dysponowania postaciami oraz fabułą serii książeczek Nowe wspaniałe przygody w kosmosie, czyli załoga Oryo-33 w gotowości. Wyglądało to podobno tak, że przedstawiciel MTV wszedł do biura muzeum z tłumaczem oraz teczką dolarów [a także, według niektórych relacji, z lalką (??)] i wyszedł po dwóch godzinach z podpisaną umową. Dolary po odliczeniu skromnej premii dla autora przeznaczono na remont dachu muzeum, a nad dalszym losem praw autorskich nikt się specjalnie nie zastanawiał.

Teoria wieloczasu Janisława Strzępka

Największe zagęszczenie czasu występuje we wczesnym dzieciństwie, a w ciągu życia stopniowo się rozrzedza. Oto jak prezentują się tzw. warstwy wieloczasowe (dla człowieka żyjącego w naszych czasach):

– 1. rok życia: zagęszczenie 99-krotne (tzn. np. 1 dzień płynie tak, jak 99 dni)
– 2. rok życia: zagęszczenie 88-krotne
– 3. rok życia: zagęszczenie 77-krotne

I tak dalej, tak iż w 9. roku życia czas osiąga zagęszczenie 11-krotne, po czym zmiany następują jak podano:

– 10. rok życia: zagęszczenie 10-krotne
– 11. rok życia: zagęszczenie 9-krotne
– 12. rok życia: zagęszczenie 8-krotne
– 13. rok życia: zagęszczenie 7- krotne

I tak dalej, aż w 18. roku życia czas osiąga zagęszczenie 2-krotne, a w 19. (nota bene pierwszym roku po osiągnięciu dorosłości), czas płynie „normalnie” (jednokrotnie), czyli jest ani zagęszczony, ani rozproszony, z tym że proces rozrzedzania postępuje nadal. O ile więc wspominając dzieciństwo (szczególnie wczesne) mamy wrażenie, iż to jakaś gigantyczna epoka bez początku i bez końca, czas, w którym zmieściło się tyle rzeczy, że nie sposób ich wszystkich sobie później przypomnieć – o tyle po przekroczeniu punktu „zero” czy może „jeden” (tzn. 19. roku życia, kiedy to czas występuje w swojej naturalnej postaci, chociaż do zagadnienia natury czasu jeszcze wrócimy), zaczyna nam się coraz bardziej wydawać, że czas płynie coraz szybciej, że rok to już wcale nie tak długo, że właściwie niegdysiejszy rok to teraz jakby dwa lata, itp. Szybkość procesu rozrzedzania po przekroczeniu punktu „zerowego” w dużej mierze zależy od stanu umysłowego człowieka (podobnie zresztą jak przed jego przekroczeniem – podane są tutaj dane przybliżone), ale prawie zawsze w ciągu drugiej dekady życia rozrzedza się dwukrotnie (następuje to oczywiście stopniowo, z roku na rok), w ciągu trzeciej – trzykrotnie, czwartej – czterokrotnie, itd. W związku z tym, większość ludzi w dzisiejszych czasach umiera, kiedy czas osiąga u nich 7-,8- lub 9-krotne przyspieszenie (rozrzedzenie).

Tymczasem spójrzmy, co dzieje się dalej. W 11. dekadzie życia czas osiąga 11-krotne przyspieszenie – przy takim stanie rzeczy trudno już wytrzymać, toteż tak niewielu ludzi przekracza dziś 110 rok życia. Najprawdopodobniej dochodzi wtedy do tzw. „wybuchu warstwowego” – czas albo zaczyna płynąć tak szybko, że człowiek prawie od razu umiera (być może jest to przyspieszenie rzędu 99 razy lub większe), albo – jeśli jest na odpowiednim poziomie duchowym, czy też w odpowiednim stanie umysłowym – może z powrotem, przypuszczalnie w jednej chwili, a w każdym razie w niedługim przedziale czasowym, zagęścić czas z powrotem do stanu po narodzinach (99-krotnie). Bo taki stan czasu, jak się zdaje, jest właśnie naturalny, chociaż ludzie zatracili go tak samo, jak inne swoje przyrodzone dobrodziejstwa.

Amerykańska siepa

Oni to prostu machnęli pod Spidermana albo jakieś tam Hanna-Barbera i wyszła taka sieczka dla konia. Amerykanie nie potrafią nic normalnie zrobić, wszystko musi być jak dla dzieci z pierwszej klasy – tak sprawę po ukazaniu się 12-odcinkowego serialu animowanego The New Adventures Of Oryo-33 skomentował Wujek. Jak się spojrzy na okładkę albumu, to w ogóle nie przypomina postaci z książki i wersji radzieckiej. Yaurta wygląda jak Burt Reynolds, Czekov jak stereotypowe wyobrażenie mistrza z Shaolin, a Örmöza Dziorköna zerżnięto z E.T. Książka miała niesamowity klimacik, postaci i cała fabuła są absolutnie nieprzewidywalne, filozoficzny przekaz jest wyrazisty, ale wielopoziomowy. A serial to jest takie łubu-dubu z morałem dla dzieci.

Który to tam gadał, że piosenka, a potem Tangerine Dream i Tomita?!

Tak, piosenka Örmöz Dziorköna Idę na pole, na uschłą łąkę, jak również Trójkąt Bermudzki Isao Tomity oraz muzyka Tangerine Dream z lat w Virgin są wykorzystane… w radzieckim 16-odcinkowym serialu telewizyjnym (nie animowanym oczywiście!) z 1984 roku w reżyserii samego Andrieja Tarkowskiego. Stamtąd znamy też wizerunki bohaterów wykreowane przez wybitnych aktorów (m.in. Vuro Yaurta zagrany brawurowo przez Jana Sielawę), które w zbiorowej świadomości zrosły się z postaciami z książki.

Bruxen-Mixen-Amerykanixen

Najpierw MTV Networks zaproponowało nagranie całej ścieżki dźwiękowej samemu Bruxensztajniemu. Kompozytor był świeżo po południowoamerykańskim tournée i chociaż ciężko byłoby go zaliczyć do gwiazd z pierwszych stron gazet, to jego długie i ekscentryczne koncerty wzbudzały ciekawość i gromadziły komplety publiczności. Bruxensztajni początkowo się zgodził, później jednak jego wypowiedzi wprowadzały coraz większe zamieszanie. W końcu okazało się, że po skomponowaniu jednego utworu, który miał towarzyszyć napisom tytułowym serialu, twórca zaczął nawiązywać kontakty z muzykami związanymi z elektronicznym podziemiem zarówno europejskim, jak i amerykańskim. Coraz częściej wydawał się również sugerować, jakoby jego nastawienie do całego przedsięwzięcia było co najmniej chłodne.

A PBO, to normalnie… na pewno normalnie wpływa na wieloczas!

Pojawia się więc kolejna kwestia związana z PBO: czy specyfik ten wpływa na zagęszczenie/rozrzedzenie czasu, a jeśli – to jak? Pierwsze pytanie jest właściwie retoryczne – zbyt wielce wielki to oczywiście specyfik, aby na warstwy czasowe nie wpływał. Jeśli dodamy do tego jeszcze teorię „snu we śnie” (czyli że dzięki PBO wybudzamy się z kolejnych warstw snu; warto jednak nadmienić, że PBO może dawać skutek przeciwny, a więc zamiast wybudzenia można zapaść w kolejną warstwę snu [podobnie jak w filmie Incepcja] – co ciekawe, naprzemian budząc się i zasypiając można wcale nie oscylować wokół tej samej warstwy, a po prostu „chować się w boczne kieszonki”, czyli oprócz równoległych „warstw” snu [tzn. głębszych i płytszych] są jeszcze rozmieszczone prostopadle oraz po ukosie działy snów; w takim wypadku należy się zastanowić, czy aby zażywanie PBO nie prowadzi do kompletnego [czyli na amen] zagubienia się w tych warstwach i działach). Skoro wzmiankowaliśmy już Incepcję to warto przypomnieć, że tam im głębszy sen, tym czas zwalniał w tempie geometrycznym, tak iż na którymś z kolei poziomie osoba śpiąca w rzeczywistości przez godzinę mogła utknąć we śnie na kilkaset lat. W wypadku eksperymentów z PBO sprawa jest bardziej zawikłana, jako że warstwy snu nie są ze sobą połączone żadnymi regułami czasowymi. Można więc być w głębszym śnie na rozrzedzeniu czasowym, można w płytszym (czyli bliższym warstwie Rzeczywistości) na zagęszczeniu, i odwrotnie. Nie wiadomo też, czy im bliżej się jest Rzeczywistości warto czas zagęszczać, czy rozrzedzać; śmierć fizyczna na danym poziomie snu wcale nie oznacza bowiem jego końca (bo wtedy można by czas rozrzedzać), z kolei więcej czasu daje więcej możliwości na przebudzenie świadomości, co przemawiałoby korzystnie na rzecz zagęszczania czasu.

Szydło z worka

Kiedy MTV upomniało się u Bruxensztajniego o zamówiony materiał, okazało się że ten zamiast komponować, tygodniami oddawał się głupkowatym eksperymentom z PBO (według Klausa Schulze, który kilkakrotnie w tamtym czasie go odwiedził, między innymi próbował łączyć PBO z olejkami eterycznymi i mięsem z puszek, co miało według niego stworzyć inteligentne istoty wysoko rozwinięte duchowo). Poprosił więc nowych znajomych z elektronicznego podziemia o dwanaście pozostałych utworów, które zamówiła stacja. Tłumaczył to chęcią stworzenia wielkiego syntetycznego projektu łączącego dwa kontynenty. Utwory na płytę skomponowali między innymi Duńczyk Johannes Bjerregaard (którego Bruxensztajni nazwał swoim „rodakiem”) czy słynny Niemiec Chris Hülsbeck. Przedstawiciele MTV, chociaż sami nie wiedzieli co myśleć o fanaberiach Bruxensztajniego, zaakceptowali materiał i przez ponad rok w temacie panowała zupełna cisza.

Płyty wujaszkowe, czyli nie z każdej mąki będzie chleb

Wujaszek powoli kieruje pokrętło głośności w prawą stronę, twarz przybiera wyraz ekstazy. Przez kilka sekund słychać rodzący się mozolnie dźwięk. I tak jest przez czterdzieści minut! – oznajmia Wujek, i tymi słowami roboczo można by nazwać jedną z kategorii wujaszkowych płyt, której sztandarowym przedstawicielem jest En Attendant Cousteau Jeana-Michela Jarre’a. Kolejną kategorią mogłyby być po prostu absolutnie genialne lub bardzo monroe’owskie. Tutaj przypuszczalnie znalazłyby się chociażby Trójkąt Bermudzki Isao Tomity lub Within the Realm of a Dying Sun Dead Can Dance. Na końcu należałoby zgrupować płyty, które teoretycznie podpadają pod szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś innego, ale w praktyce sprawa jest bardziej złożona, a w tej właśnie grupie wujaszkowych płyt umieścić należy ścieżkę dźwiękową do The New Adventures Of Oryo-33.

Szał

Po ukazaniu się na antenie The New Adventures Of Oryo-33 w marcu 1987 roku, Lew Bruxensztajni przypuścił w mediach wściekły atak na MTV i resztę amerykańskich mediów oraz na kulturę angloamerykańską w ogóle. Rozprawiał między innymi o moralnym infantylizmie, nihilistycznych pseudoautorytetach, czy hipokryzyjnej cywilizacji wojny. Oskarżył MTV Networks o kradzież muzyki, chociaż w innym wywiadzie oznajmił, że skomponowany przez niego utwór celowo jest „lipny”, aby zmniejszyć widownię serialu, który jego zdaniem wypacza jedno z największych dzieł w historii filozoficznej fantastyki. Język angielski nie tylko jest wykastrowany, on jest po prostu durnowaty, i żadne treści prawdziwie filozoficzne nie są w stanie być w nim należycie przekazane. Spójrzcie na amerykańską elitę intelektualną. Chodzi w trampkach i z walkmanami na uszach. Oni nawet z Iliady potrafią zrobić Ulicę Sezamkową i szczycić się, że idą z duchem czasu – grzmiał w wywiadzie dla tygodnika Time. Pytany na temat przyczyny tak nagłego i agresywnego nastawienia wobec Stanów Zjednoczonych a także o to, co trzyma w dziwnej podłużnej skrzynce, którą zaczął ze sobą wszędzie nosić, wrzeszczał : Nie nagle, nie nagle! A dzięki połączeniu PBO z mięsem SPAM i kadzidlą udało mi się stworzyć prawdziwe Örmöz Dziorkön! To ono jest w skrzynce! A mojego brachola i tak ze szkoły wyrzucą! Po serii prasowych i telewizyjnych tyrad Bruxensztajni opuścił Stany Zjednoczone, by już nigdy do nich nie powrócić.

Jak to tam naprawdę z tym oglądaniem było

Wujek niby to narzekał na tę produkcję i negatywnym nastawieniem zaraził swoich siostrzeńców, którzy potem chodzili po mieszkaniu i powtarzali, że to „lipa”, „bachorówka” i „pierdzielstwo”. Zachowało się jednak nagranie na chromowej kasecie BASF (jeden z siostrzeńców wcisnął record, aby utrwalić atmosferkę podczas wizyty Wujka), gdzie słychać wypowiadane przez Wujaszka słowa:

To znaczy oryginalna wersja radziecka jest oczywiście lepsza, no gdzie tam MTV do Tarkowskiego, natomiast serial animowany również ma naprawdę czadowe momenciki. Tam część jest pod dzieci zrobiona, więc niektóre fragmenty można po prostu olać, ale w sumie jest to absolutnie monroe’owska rzecz. W ogóle Örmöz Dziorkön ma takie fajne czułki, a na nich takie ciapy.

Zdaje się, że po tej wypowiedzi Wujka siostrzeńcy również nagle zmienili zdanie i zaczęli serial oglądać, z początku przychodząc do dużego pokoju (gdzie stał telewizor) tylko na czołówkę, aby posłuchać muzyki Lwa Bruxensztajniego, która im się podobała, ale ponieważ wstyd było im się przyznać, to stojąc przed odbiornikiem mówili: ale lipa, ale bachorostwo, ale bezsens. Z tego powodu nie było im dane obejrzeć właściwej części serialu, jako iż rodzice, poirytowani ich głupim gadaniem, odsyłali ich do małego pokoju ze słowami: Jak wam się nie podoba, to po co oglądacie? Dopiero od 8-go odcinka udało się jakoś przyczaić i obejrzeć całość, i potem już poszło.

A propos tego utworu Bruxensztajniego z czołówki, otwierającego album ze ścieżką dźwiękową. Kiedy Wujek po zakupieniu albumu wszedł do domu, ledwo zdjął buty – do drzwi zapukali siostrzeńcy. Wujek w ich obecności wyjął album z folii, a następnie studiując tył okładki, rzekł: To znaczy ja sprawdzam czy tu jest jeden utwór, bo jeśli tego utworu nie ma, to można całą płytę od razu wyrzucić do kosza. I to właśnie jest trzecia kategoria wujaszkowych płyt. Na albumie utwór był, więc płyta zamiast do kosza trafiła na półkę, z tym że w gruncie rzeczy nie wiadomo, czy chodziło o Opening Titles Bruxensztajniego, czy jakiś inny kawałek. Siostrzeńcy zaś przegrali sobie album na kasetę FERRUM MAXI i mogli odtąd muzyki z czołówki słuchać bez mordy.

Dodatkowe informacje

Edward Kiszecki po pobiciu kolejnego rekordu w zażywaniu PBO przyjął jeszcze jedną tonikową formę – Emiliano Prostrada. Jest to najwyższy zwierzchnik włoskiej mafii (Capo Di Tutti Capi), który obecnie głównie zajmuje się pomszczeniem przegranej Fabiano Caruany w meczu o mistrzostwo świata w szachach w 2018 roku. Co prawda inne formy Edwarda Kiszeckiego (w tym on sam) sympatyzują z Magnusem Carlsenem, ba, Bruxensztajni pewnie i jego nazwałby swoim rodakiem, hehe. Tak czy owak pragniemy poinformować, że forma ta nie będzie więcej na Toniku używana.

Poza tym Wujek, kiedy go ktoś zapytał, dlaczego zmienił zdanie na temat amerykańskiej wersji serialu, odpowiedział szczerze: A, bo tyle tego PBO się najadłem, że już sam nie wiem właściwie, czy jestem Witoldem Gmaziowcem, Janem Sielawą, czy jeszcze innym czupiradłem wymyślonym przez tych od Tonika. A to wie pani, każda z tych postaci ma inne poglądy, a jeszcze każda z nich występuje na różnych warstwach snu i wieloczasu, i tam ich upodobania również mogą się różnić, więc robi się już mentlik totalny. 

Jakby tego było mało, istnieją poważne podejrzenia, a właściwie jest to niemal pewne, iż przedstawicielem MTV Networks, który w 1985 roku odwiedził Muzeum Regionalne w Szczecinku, był… Emiliano Prostrada. Chyba nas to nie dziwi, skoro wiadomo, jakie ilości PBO przechodziły w tamtych czasach przez organizm Lwa Bruxensztajniego. W takim razie… czy ta lalka w jego ręku… czy to było..?

Jeśli ktoś posiada w domu tabletki PBO, uprzejmie prosimy wyrzucić je do kosza na śmieci.

Utwory na płycie

01 Opening TitlesLew Bruxensztajni
02 Captain Yaurta Landing On Zerix In Pear-Shaped Vimana – Tim Follin
03 Arno Is Turning His Physical Body Into Can Of Lemonade Using Vacuum-Plasma Box – Martin Galway
04 Örmöz Dziorkön Emerges From Blue Arm’s Ashes – Fred Gray
05 Who Are You Mr Chekov – Jack Alien
06 Oryo’s Very First Flight And Samovar Celebration – Johannes Bjerregaard
07 Ectopinylon Found In Deformed Body From Zorgi – Nick Scarim
08 Whenever Oryo Is Traversing Extragalactic Nebula And Nothing Really Happens – Chris Hülsbeck
09 The New Adventure Begins, The Old Friendship Remains – Barry Leitch
10 Zerix Destroyed By Chekov’s Nuclear Strike – David Whittaker
11 All The Space Battles And Obvious Victories – Martin Walker
12 Volga – Jonathan Dunn
13 Closing Titles – Jeroen Tel

Także to nie ma co narzekać, nie ma co wydziwiać, nie ma co się memłać, tylko po prostu warto posłuchać tej płyty. O, tutaj w nagrodę za to, żeś przeczytał taki długi i w sumie bez sensu artykuł, masz jeszcze raz link do YouTube’a:

odnosnik

Zdrowia!

(kisz)

Reklamy

Znaczki zrodzone w przestrzeni…

Posted in Obuwie służbowe with tags , on Październik 30, 2018 by tonguetonic

znaczki radzieckieW epoce Breżniewa wydano w Związku Radzieckim serię znaczków upamiętniającą bohaterów Nowych wspaniałych przygód w kosmosie. Mogłoby się co prawda wydawać, że Ruskie zrobiły swoisty miszmasz, gdyż serię rozpoczyna dwudziestokopiejkowy znaczek z Arno Luxemburgiem, którego pośród załogi Oryo-33 być nie powinno. Zaciekli fani pamiętają zapewne, że Luxemburg na statku przyjął – po zażyciu końskiej dawki PBO – najwyższą ze swoich form, którym jest Atoryega III Świtnic. Podobno jednak Breżniew osobiście interweniował u projektantów serii argumentując, że osoba ta w książkowym świecie praktycznie się nie przyjęła, a sam Arno Luxemburg (który to, cholera już wie czy jest postacią rzeczywistą i współautorem książek, czy tylko ich bohaterem) postaci owej nie autoryzował. Arno Luxemburg skończył więc na znaczku w towarzystwie kamery filmowej Newa 2, co nawiązywać miało do stworzonej przez niego filmowej Trylogii Planetoid, ale oczywiście nie trzeba wspominać, iż Luxemburg był rzeczywistym konstruktorem tej kamery, tylko odsprzedał patent za sześć tysięcy rubli, bowiem potrzebował pieniędzy na…PBO. Nikt jednak nie wiedział, że w urządzeniu umieszczone zostały tajne klapki, po których odblokowaniu kamera zamieniała się (zależnie od ustawienia klapek) w czasoprzestrzenny wehikuł próżniowy, pistolet plazmowy lub laserowe piszczałki chromatyzujące niesłyszalne dźwięki sfer kosmicznych. I w takim charakterze używał ponoć swojego wynalazku Luxemburg podczas rozmaitych przygód załogi słynnego statku. Na kolejnym znaczku widnieje kapitan Vuro Yaurta na tle modelu Oryo-33 wykorzystanego w radzieckiej inscenizacji teatralnej z roku 1964 w reżyserii Erasta Garina. Dalej mamy główną sterniczkę statku, czyli Örmöz Dziorkön razem z obsługiwanym przez nią wypasionym kokpitem (jak pamiętamy, szczegółowy opis parametrów kokpitu stanowił żelazny element opowiadań; niektórzy ponoć tylko dla owych opisów opowiadania te czytali, innych niestety zmuszały one do wyrzucenia ksiązki przez okno). Na ostatnim, osiemdziesięciokopiejkowym znaczku znalazł się inżynier-szarlatan (a według niektórych również magik), chyba najbardziej niejednoznaczna postać pośród całej załogi, niejaki Pan Czekov. Obok widnieje wybuch nuklearny wywołany przez niego za pomocą kryształu na planecie Zerix (wydarzenie to czytelnicy pamiętają z pewnością z opowiadania Kryształ Pana Czekova z drugiego tomiku). Jak wiemy, Czekov tłumaczył później, że było to niezbędne aby zniszczyć agresywną technokratyczną cywilizację, lecz niektórzy wiedzą, że w rzeczywistości miał w tym zgoła inny cel…

Opowiadanie Kryształ Pana Czekova przypomniane zostanie wkrótce na stronach Tonika, aby ci, którzy go jeszcze nie czytali, nie musieli szukać po blibliotekach miejskich w najbardziej zapadłych mieścinach w Polsce. W swoim czasie opublikujemy również zagubione podczas korekty drukarskiej opowiadanie Szachrajstwa i przemiany, w którym to tak naprawdę wyjaśnia się, dlaczego Arno Luxemburg nie został Atoryegą III Świtnicem…Hura, załogo Oryo-33, ku nowej przygodzie!!!

(kisz)

J. J. Literacki. Przypisy, bibliografia. Errata.

Posted in Obuwie służbowe with tags on Październik 22, 2018 by tonguetonic

literacki errataTak to się kończy, panie Literkowski. Marzyły się felietony w gazetach, na początek oczywiście, a później Bóg wie co. Pięćdziesiąt cięgiem lat romantycznych przechadzek po parkach z papierosem w ręku i grywania w szachy z kandydatami do Nobla przy lampce koniaku. Ba, marzyło się nawet prawdziwe szaleństwo, które w końcu bywa oznaką geniuszu, wtedy do papierosów i koniaku doszłyby również tabletki. Ale to wie pan, panie Literatkow, dosięga jednostek wybranych i naznaczonych. Reszta kończy właśnie tak jak pan – w dziurze (nie wdawajmy się już w szczegóły co to za dziura i do czego służy), jako uzależniony od alkoholu pracownik młodzieżowego domu kultury, który nawet najbrzydszej z młodych uczestniczek koła nie zaimponuje paleniem papierosów „na dekadenta”. Bo i też poza pozą nie ma nic do powiedzenia, a co dopiero zaoferowania.
Tak, książka została wydana. Chociaż „wydana” to może zbyt szumne słowo jak na tysiąc egzemplarzy wyprodukowanych przez drukarnię tegoż samego domu kultury, z których to jakieś sześćset ciągle zalega w magazynie. Z tego wyskoku trzeba się było zresztą jeszcze tłumaczyć dyrektorowi. Jak to tam szło? Życie i papierosy albo Nowy Ulisses? Za podsumowanie poziomu intelektualnego tej pozycji niech świadczy tytuł jednego z rozdziałów: Chrząszcz szczy przy czczej szczotce, czyli nie czytajcie Brzechwy dzieciom. Rewolucja językowa i obyczajowa, jak nic. To może, skoro pan już taki radykalny panie Literowicz, samobójstwo? Bo nic innego z tanich chwytów już chyba nie zostało.

Rozwiązanie akcji. Epilog. w wersie 11. jest: jedźcie na południe, powinno być: jedźcie na północ. Na południu to wiadomo, jak jest. Zaraz się przypałęta jakiś Turek czy Arab, ewentualnie Hiszpan lub Włoch, i dziewczyna nie wiedzieć czemu traci dla niego głowę. On tam będzie ją później zdradzał, ona mu urodzi dziecko, on potem odejdzie i tyle, ale gdzie to by nie oszaleć dla takiego z czarnym łebkiem i czarnymi oczami. Przecież żyje się tylko raz a on pyłyn namiyntności.

Dziękuję, dowidzenia.

(kisz)

W przemożnej szkatule atmosferki (Idę na pole, na uschłą łąkę! Zbieram zboże i mielę na mąkę!)

Posted in Obuwie służbowe with tags on Styczeń 30, 2018 by tonguetonic

przemozna szkatula atmosferkiJeśli to ma być według ciebie atmosferka, to nie chcę wiedzieć, jak będzie wyglądać mendówa! – zawołała mama, przewracając naleśnik na patelni.

 

Ektoplazma opanowała Tonik Językowy

Obudził mnie śpiew ptaka oraz szczątki piosenki Grzegorza Turnaua Cioplet w Krysnie. Chciałem wyjść z mieszkania, bo Kobra z przeszłości powiedział mi, że w starym wagonie wypoczynkowym w Kołobrzegu właśnie wynaleziono licytowane kierki, przy czym cały czas padał ciepły deszcz. To jest właśnie ten moment, kiedy po przejściu pierwszego poziomu Ectoplasm B3 Atoryega wszystko się nagle zawiesza, a przy próbie ponownego wgrania wyskakują wszystkie możliwe errory. I nie wiesz, co myśleć: bo z jednej strony szkoda, że się zawiesiło (nawet reset nie pomaga, trzeba wyrywać wtyczkę z kontaktu) – ale z drugiej masz jednak tę satysfakcję i odczuwasz wdzięczność za to, że widziałeś co widziałeś. Niestety, po sobotnim wpisie Kobry na temat ektoplazmy zaczęły się dziać dziwne rzeczy, natomiast wspomnienie przynoszonych przez Wujka w czasie zimowych ferii pączków wywołało już zupełny obłęd (słyszano doniesienia o desperackim chodzeniu do supermarketów w nadziei na przywołanie drogich duszy wspomnień). Na rysunku powinna znaleźć się jeszcze plątanina kabli i Rick Dangerous uciekający przed kamienną kulą.

Nagroda Nobla 2018 przyznana

Nie wiemy, dlaczego Komitet Noblowski tak się pospieszył, a właściwie wiemy. Ponieważ Edward Kiszecki został słynnym medium materializacyjnym, uznano go za świętego Kościoła Powszechnego Ektoplazmy. W związku z tym wkrótce może nie być zdolny do pełnienia funkcji osoby publicznej; komitet przynał mu Nagrodę Nobla w następujących kategoriach: fizyki za odkrycie nowego pierwiastka, kisznu; chemii za zbadanie składu PBO; medycyny za uleczenie podagry u osiemdziesięcioletniego starca za pomocą starożytnych jabłek; literatury za wpis Pogawędki przy szachach; a także pokojową Nagrodę Nobla za założenie Wolnego Kraju Jabłkonii oraz rozprawienie się z banderowską juntą w zachodniej Ukrainie. Tym samym Edward Kiszecki stał się najwybitniejszą postacią wszechczasów.

Ektoplazma nie wybiera

Emisja ektoplazmy może nastąpić w każdym momencie u każdego, nie należy się łudzić, że są od tego jakieś wyjątki. Duchy robią zdjęcia ust podczas snu. To straszneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeelkuynv f[ioawemd,bm?>Cb;lzj8o457pbm$^Q#^$N . Oho…mówiłem, że to jest ten moment, zaczynają wyskakiwać takie właśnie dziadostwa. Być może nie zdążę opublikować tego posta. Znany jest też piesek o imieniu Piko, który opowiada smutną historię ze swojego życia: miał brata, ale on zmarł, bo nakarmiono go orzechami makadamii. Zjadł orzechy makadamii i umarł, bo psy nie powinny jeść tych orzechów. Zastanówcie się, co tak naprawdę oznacza ektoplazma. Chyba nie potrzeba geniusza, aby to rozszyfrować: Edward Kiszecki TO PLAZMA. Ujawniona została cała prawda o postaci i stanie skupienia jednego z głównych autorów witryny.

Pień radioaktywny

Prosimy nie wchodzić na stronę, gdyż poprzez ektoplazmę aktywuje ona pień radioaktywny narastający z lodówki w Stargardzie na całą północną półkulę. Nastąpiło już całkowite scięcie się gziki, pokrętła nie działają, zamrażarka w rozsypce (żarówka w moim pokoju wypala się…). Słyszysz motyw przewodni z gry Armageddon (on dobry był, pomagał im, choć nie miał sił…), ewentualnie smęt Kraina Japońskiej Wiśni albo Tango na głos, orkiestrę i jeszcze jeden głos wykonaniu Maryli Rodowicz (Było ciemno…). Wstajesz w środku nocy, bo nie możesz zasnąć, chcesz iść do rodziców, a z nich toczy się ektoplazma… Ratunku, ja nie chcę tajemnicy wygasłych wulkanów…!!! Adadi-adida, adadi-adida

Yedna Wyelka Kupa Gnoya

Autorzy zażywali PBO, a następnie przy pomocy ektoplazmy przybierali wybraną przez siebie formę. Naprzykład Jan Sielawa, aby zamienić się w Vuro Yaurtę, potrzebował zażyć 6g PBO. Zasadniczo im mniej wybitna postać „wyjściowa”, a bardziej wybitna postać docelowa, tym więcej potrzeba było PBO (wbrew sensacjom z poprzedniego wpisu, sprawa jest prosta: PBO jest substancją wywołującą emisję ektoplazmy). Podobno Edward Kiszecki, aby zamienić się w Lwa Bruxensztajniego, musiał jednorazowo zażyć aż 18(!!!) gramów PBO. Później dopiero okazało się, że PBO to właśnie Proszek Błogości Oświecenia, być może to właśnie była ta tabletka z ziemskich ziół, którą znalazła Anastazja na innej planecie i dała Władimirowi, aby szybciej myślał. Być może tak właśnie było, ale do tego czasu autorzy zdążyli napublikować już ponad czterysta całkowitych głupot na Toniku, więc lepiej to tak zostawić jak wcześniej.

Pole

Idę na pole, na uschłą łąkę! Zbieram zboże i mielę na mąkę! – tak zaczyna się przyśpiewka ułożona przez Örmöz Dziorköna podczas pierwszego lotu Oryo-33 (statek widać na rycinie powyżej). Jest to również piosenka rozpoczynająca każdy z 16 epizodów animowanego serialu Nowe wspaniałe przygody w kosmosie, czyli Załoga Oryo-33 w gotowości, zrealizowanego według serii książeczek. Kiedy piosenka się skończy, to potem przez cały czas (z małymi przerwami) leci na przemian muzyka Jarre’a albo Tangerine Dream z lat w Virgin, a do tego co trochę oczywiście Trójkąt Bermudzki Tomity, więc te wszystkie mendówy i smęty związane z nocnym sączeniem się ektoplazmy zostają rozwiane słoneczną energią głodówki. Dlatego pierwszy odcinek serialu (tak jak i pierwszy tomik, nie mylić z tonikiem, hehe) to jest czwarty odcinek W poszukiwaniu zachachmęconej atmosferki, gdzie atmosferka zostaje ostatecznie odnaleziona. Co prawda wtedy, chociaż już permanentnie w stanie atmosferki, załoga zaczyna szukać czego (a właściwie kogo) innego. Babcia (zmaterializowana w formie ektoplazmy przez samego świętego) skomentowała natomiast całą rzecz, czyli zamknięcie Tonika Językowego następująco: srali muchy, będzie wiosna, będzie trawa lepiej rosła, a potem jeszcze: służka, wyleź spod łóżka, przynieś panu kapcie, bo się panu srać chce. W ten sposób wszystkie babcine mądrości życiowe zostały uwiecznione na Toniku. Chociaż trzeba przypomnieć również: Jerzyk pamiętaj, bez Boga to ani do proga!

„Koła, symetria, złudzenia optyczne, widzenie rzeczy niewidocznych”

Kiszeckiego mamy z głowy, Yaurta z Dziorkönem odlecieli (Kiszecki, swoją drogą, przybrał tam swą finalną formę, Pana Czekova – 22 gramy PBO!), a Arno Luxemburg? Otóż gagatek ten, sprawca całego zamieszania z ektoplazmą (wiadomo, niemieckie nazwisko, chociaż niby Światłogrodzki), pod koniec Tonika patrzy się w półprzejrzystą kulę emitującą – i tu uwaga, nie ektoplazmę – swoisty rodzaj promieniowania. Tyle na ten moment możemy powiedzieć. A więcej nie będzie, więc proszę zakończyć temat. Zresztą, co kogo obchodzi Luxemburg, on przecież przez większość czasu i tak mało co publikował, tylko zakładał w kółko nowe blogi, a na Toniku a to kasował jakieś posty, a to przywracał, nie wspominając już o tym, co nawyprawiał w roku 2015, kiedy mu odbiło. Przecież przez niego Tonik praktycznie umarł. Ludzie… już naprawdę, tak ten blog został przez niego umęczony że nie wiem. A toście, tak w ogóle, nie zauważyli, że na wszystkich prawie rysunkach z serii geometria na wesoło również widoczna była ektoplazma? No dobra, zdradzę Wam, że na koniec Oryo-33 ląduje na quasi-księżycowym pustkowiu i zabiera tego nieszczęśnika gapiącego się w kulę, od tej pory jest on członkiem załogi. Podobno jeszcze zażywa jakąś niewyobrażalną ilość PBO i zamienia się w ostateczną formę Arno Luxemburga, którą jest…

„Wiązanie węzłów, torebki, czesanie włosów”

W kolejce na publikację ustawiła się cała kolekcja rekwizytów z dzieciństwa: wycinki z książek do środowiska (również nieodżałowana Poznaj Świat), komiksów, kadry z gier komputerowych. Tylko, pytam się, po co? Ulubionym motywem Edwarda Kiszeckiego była zawsze sekwencja kilku obrazków z zegarem, pokazane było codzienne życie, co dana osoba/osoby robią o której godzinie dnia. Wtedy widzisz, że życie to książka, że my tak sobie opowiadamy. Sidorowicz Heider kuku, Sidorowicz strzela z łuku. Wszyscy się spodziewali czegoś lepszego na zakończenie Tonika: mama, tata, Wujek, Kobra, zarówno tekstowo jak i graficznie. Spodziewano się że będzie to coś na zasadzie finałowej sceny z Poszukiwaczy zaginionej Arki (bo i też otwarcie Tonika było, trzeba przyznać, spektakularne, niczym Indiana Jones umykający przed kamienną kulą), tudzież zakończenia ostatniego odcinka serialu Alternatywy 4. Tutaj natomiast, teraz, w tym momencie znaczy, podczas zamykania Tonika, daje się słyszeć co prawda wołanie babci: dzieciaki nie patrzcie!, ale dla reszty widzów powstaje wrażenie popłuczyn (bardziej już to przypomina rozczarowanie pierwszym numerem Mega Marvela ze Spidermanem). Wujek skomentował to tak: szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś innego, a oni po prostu nie wiedzieli co wymyślić, więc taką siepę zrobili. Ale czego chcieliście, a poza tym co, film (3453 Dostoevsky) Wam nie wystarczy? Pamiętajcie jednak, że Tonik Językowy zakończył się na statku Oryo-33, na którym wszyscy mieszkańcy bloga przyjęli swoje najdoskonalsze formy. Ze znanych nam, są to kolejno: Vuro Yaurta, Pan Czekov, Örmöz Dziorkön i Atoryega III Świtnic.  W starożytnych kronikach można znaleźć informacje o innych mieszkańcach (dziadek i babcia ze Szczecinka, babcia ze Stargardu, rodzice, i inni). Głównym zadaniem załogi jest odnazlezienie, czy właściwie szukanie, Volgi Oxenvint, która jest materialnym wcieleniem Wszechuniwersalnej Kosmicznej Macierzy. Prawdopodobnie ma ona być uzupełnieniem odnalezionej atmosferki, bo jak wiemy atmosferka to Mała Sfera Ducha (mała kula czystego światła, czyli niesamowicie mocno skupione, skoncentrowane w punkt światło), esencja męskiej energii jang, podczas gdy materialne wcielenie Wszechuniwersalnej Kosmicznej Macierzy jest esencją żeńskiej energii jin (bo nie dość że to macierz, to jeszcze wcielona w materię, więc  tak jakby jin do sześcianu; te trzy materialne wymiary obecne w sześcianie [czyli materii] przejawiają się jako trzy formy tegoż wcielenia: Xenna Żelina Żyworowiej [„zwykła”, ziemska forma], Pani Szada [materialna forma galaktyczna], oraz Volga Oxenvint [najdoskonalsza forma materialnego wcielenia Wszechuniwersalnej Kosmicznej Macierzy, poszukiwana od tysięcy lat]; przeskok między formami oficjalnie dokonuje się również za pomocą PBO, chociaż jak to ktoś powiedział [chyba zresztą był to Vuro Yaurta]: to już jest po prostu boska inkarnacja, więc tam jest kompletnie bez różnicy czy ta osoba weźmie PBO czy aspirynę…takie wcielenie może zamienić się w kota albo puszkę lemoniady bez żadnego wysiłku, może równie dobrze niczego nie brać.).

Na polance u Anastazji

Jeśli ktoś chce, to na końcu czeka go niespodzianka. Tam widać nas wszystkich jak siedzimy sobie na polance u Anastazji. Jest bardzo przyjemna atmosfera, siedzimy sobie na polanie i cieszymy się słońcem. Później przychodzi też Joachim i trochę rozmawiamy, a trochę siedzimy w milczeniu na trawie. Pojawia się też na chwilę Trehlebow. I chociaż dużo ciekawych informacji się tam dowiadujemy, to nawet nie o to chodzi. Po prostu, człowiek czuje się, jakby się wreszcie obudził. To wszystko jest naprawdę bardzo proste, wystarczy zwyczajnie żyć.

(kisz)

3453 Dostoevsky

Posted in Obuwie służbowe with tags on Styczeń 18, 2018 by tonguetonic

3453 Dostoevsky

Edward Kiszecki żegna się z nami za pomocą swojego najnowszego filmu. Zdjęcia robiono w Kentucky, Buenos Aires oraz na Zabajkalu.

Kiszecki przeniósł na ekran laptopa ciężar greckiej tragedii, absurdalność obrazów Dalego i harmonię muzyki Mozarta. 

Jon Van Der Serlaen, Kino Na Świecie

Podchodziłem do tego filmu siedem razy, zanim w końcu przez niego przebrnąłem, a i to na kawach i aspirynie. Egzystencjalny wyrok ziejący na widza z ekranu jest zatrważający.

Jewgienij Wielimin, Экранные новости

Tak…nieprzypadkowo pojawia się tu Dostojewski…ja wiem…to wszystko jest przemyślane, prawda…głęboka myśl…zamysł reżyserski…to jest wizja, to jest przekaz…kino filozoficzne, kino psychologicznej głębi, prawda prawda…warto…

Janusz Wilhelm Pomarski, Co tam grają?

Buñuel się chowa, Lynch przyszedł umyć podłogę. Haneke duka coś blady jak ściana, Von Trier narobił w gacie. Fellini z Bergmanem poszli na wódkę, a Greenaway się powiesił; jedynie Tarkowski patrzy w lustro bez zdruzgotania, chociaż ma powód do zadumy(…) Nie było w historii kinematografii filmu większego, filmu głębszego, filmu prawdziwszego. 
Ernst Maria Schleppenstrimmer, Die Kultur

(kisz)

 

Fakty i mity na temat PBO/Cała prawda o PBO/Tajemnice PBO

Posted in Obuwie służbowe with tags on Grudzień 18, 2017 by tonguetonic

opakowanie pboPBO – niezwykła substancja czy niezwykła mieszanina zwykłych substancji? Trucizna czy lekarstwo? Środek wywołuący oświecenie czy obłęd? Kto, gdzie, i kiedy wyprodukował pierwsze PBO? Zapewne wielu czytelników Tonika Językowego zadaje sobie te pytania podczas bezsennych nocy. Dziś postaramy się na nie, w miarę możliwości, odpowiedzieć.

Historia

Za prototyp PBO uważa się Psich4 – preparat psychoaktywny sprzedawany w postaci proszku, produkowany w latach 70-tych w Europie Środkowej (więcej TUTAJ). W latach 90-tych Stowarzyszenie Kolumn Egipskich zainteresowało się wskrzeszeniem legendarnego specyfiku. Po serii eksperymentów prowadzonych przez wierchuszkę Stowarzyszenia, stworzono formułę udoskonalonego Psich4 i skompresowano ją w formie dwugramowej pastylki, której nadano nazwę Pyramidon Baver Ovumlarvachrysalis, w skrócie PBO. Do produkcji tego dziadostwa zaadaptowano upadające podówczas bydgoskie zakłady mięsne. W wyniku tej operacji w zakładach działy się podobno dantejskie sceny: pod wpływem preparatu ożywało martwe mięso, a część produktów mięsnych spajało się z ludzkimi ciałami tworząc potworne hybrydy. Najgorsze, że psychika tych ludzi również ulegała diametralnej zmianie, jak możemy się tylko domyślać – zmianie nienajweselszej. W 2012 roku do zakładów wkroczyli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego: produkcja PBO została natychmiastowo wstrzymana, zakłady zamknięte, kierownictwo aresztowane i po pospiesznym procesie osadzone w zakładach karnych, natomiast szeregowi pracownicy w większości trafili do zakładów psychiatrycznych lub tajnych państwowych laboratoriów. Zaledwie po pięciu latach, w roku 2017, Xenna Żelina Żyworowiej, Polka pochodzenia białorusko-ukraińskiego, pracownica Zakładów Chemicznych w Policach, zaczęła na własną rękę produkcję „nowego PBO”, które tym razem nazwane zostało Pierwnyj Bałamutnyj Otępienicz. Xenna Żyworowiej znana była z tego, iż deklarowała pochodzenie pozaziemskie (miała rzekomo przybyć na Ziemię z Gwiazdozbioru Oriona; kierownictwo zakładów kilkakrotnie wysyłało ją na badania psychiatryczne, które jednak niczego nie wykazały). Wiadomo też, iż była domorosłą kosmonautką: szacuje się, iż w latach 2003-2015 odbyła co najmniej kilkanaście nielegalnych lotów w przestrzeń kosmiczną, używając bez zezwolenia złomowanych państwowych rakiet. Po kilku miesiącach produkcji – ponoć jeszcze bardziej straszliwego – specyfiku, Xenna zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach, a do powstałych w celu produkcji badziewia Zakładów Farmaceutycznych w Ałtajsku wkroczyły siły zbrojne Jabłkonii z Edwardem Kiszeckim na czele i rozpędziły towarzystwo. Historia lubi się powtarzać…Czy doczekamy się kolejnego szaleńca, który stworzy kolejną wersję PBO? Oby nie…

PBO a Tonik Językowy

Istnieją teorie twierdzące, jakoby historia Tonika Językowego była w gruncie rzeczy historią zażywania PBO przez autorów bloga, a nawet jakoby cały Tonik w ogóle to było PBO. Znaczy oni naprawdę, autentycznie uważają, że Tonik Językowy fizycznie zbudowany jest z PBO. Że niby jak się wchodzi na Tonik Językowy to nie działa tak jak inne strony na zasadzie normalnego internetu, tylko wszystko jest z PBO zrobione. Debile, nie…

Skład

Swoje wyjątkowe działanie PBO zawdzięcza najprawdopodobniej dwóm substancjom, odkrytym przez Edwarda Kiszeckiego: tarotobinie i kisznowi. Pierwsza z nich to alkaloid pozyskiwany z występującej jedynie na wydmach (za blokiem babci) oraz w tzw. małpim gaju w Szczecinku rośliny o wdzięcznej nazwie Lśnianka Płowa (Luceata nebrida). Podobno dawniej uprawiała ją babcia na swojej działce, ale po przejęciu terenu przez kogoś innego jedynym źródłem pozostały dwa wyżej wymienione miejsca (wydmy, czyli piachy, również zostały w większości zabudowane, zostaje więc właściwie jedynie małpi gaj. Bo to jednak Büller i Ołocika zaczęli tzw. Wojnę Anarchistyczną, prawda prawda. Ale kto był w sumie bardziej znany, Ołocika czy Büller? Mnie się wydaje, że jednak Buller. Byli jeszcze Mish Chamrack i Abott Tishess, ale to już jednak mniej). Drugą substancją znajdującą się tylko i wyłącznie w PBO jest kiszn – radioaktywny pierwiastek o unikalnych właściwościach (więcej TUTAJ).

PBO zawiera w sumie około osiemdziesiąt substancji, więc być może to wyjątkowa kombinacja składników nadaje tej tabletce tak potężne działanie. Oto pełen skład tzw. nowego PBO z procentowym wyszczególnieniem:

Makulatura (substancja wypełniająca) 5%, tarotobina 4%, ekstrakt z dzikiego żeńszenia 3%, ekstrakt z witanii ospałej 3%, ekstrakt z pokrzywy 3%, ekstrakt z mniszka lekarskiego 3%, ekstrakt z dziurawca 3%, ekstrakt ze skrzypu 3%, ekstrakt z piołunu 3%, cukier (nośnik) 3%, sproszkowana ludzka szyszynka 2.5%, wysuszony mocz niedźwiedzi 2.5%, olej cedrowy 2%, olej kokosowy 2%, olejek pichtowy 2%, olejek herbaciany 2%, masło 2%, hemoglobina 2%, chlorofile 2%, butapren (substancja wiążąca) 2%, psylocybina 1.5%, meskalina 1.5%, dimetylotryptamina 1.5%, ibogaina 1.5%, pierzga 1%, pirydoksyna 1%, bufotenina 1%, harmalina 1%, harmina 1%, tetrahydrokannabinol 1%, salwinoryna A 1%, ketamina 1%, fencyklidyna 1%, skopolamina 1%, dekstrometorfan 1%, muscymol 1%, efedryna 1%, amfetamina 1%, kofeina 1%, nikotyna 1%, chinina 1%, tauryna 1%, metylokatynon 1%, metylofenidat 1%, modafinil 1%, fenelzyna 1%, prokaina 1%, kokaina 1%, heroina 1%, metamfetamina 1%, acetaminofen 1%, ibuprofen 1%, kwas acetylosalicylowy 1%, kwas askorbinowy 1%, penicylina 1%, nadtlenek wodoru 1%, soda oczyszczona 0.99%, biały proszek złota 0.99%, zielony proszek złota 0.99%, czerwony proszek złota 0.99%, wapno gaszone 0.5%, potaż żrący 0.5%, soda kaustyczna 0.5%, szkło wodne 0.5%, dimenhydrynat 0.5%, chloroform 0.5%, suchy lód 0.4%, sól gorzka 0.4%, sól himalajska 0.4%, kwas siarkowy 0.3%, kiszn 0.2%, cyjanek potasu 0.1%, tritlenek diarsenu 0.1%, muskaryna 0.1%, hioscyjamina 0.1%, falloidyna 0.1%, α-Amanityna 0.1%, digitoksyna 0.1%, rycyna 0.1%, dietyloamid kwasu D-lizergowego 0.01%, rtęć 0.01%, uran 0.01%, pluton 0.01%.

Nie radzę! Cóż, jedni uważają PBO za alchemiczny geniusz, inni komentują to tak, jak Witold Gmaziowiec, polski chemik naukowiec, wielokrotny kandydat do Nagrody Nobla:

– To po prostu wygląda tak, jakby się dzieciak dobrał do encyklopedii i chciał wymyśleć jakąś tam wielką super-substancję. Nawalone czego popadnie i to ma być już jakaś tam tabletka na wszystko. Po prostu głupota.

Działanie

Przeciwbólowe, hehe.

(kisz)

Na świecie powstało nowe państwo. Wydarzenie bez precedensu w nowożytnej historii.

Posted in Obuwie służbowe with tags on Listopad 23, 2017 by tonguetonic

dyktatorW związku z narastającym napięciem na arenie międzynarodowej, Edward Kiszecki postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Doszło do dziejowego ewenementu na skalę światową: z dnia na dzień powstało nowe państwo, chociaż jego twórca odżegnuje się od tego określenia. Jabłkonia, bo tak nazywa się nowo powstały kraj, ma powierzchnię 3698 km2. Lokalizacja kraju na razie utrzymywana jest w tajemnicy. Oto wypowiedź Edwarda Kiszeckiego, założyciela i pierwszego władcy Jabłkonii, dla ludzi na całym świecie (a nie tylko mediów) w sprawie utworzenia nowego kraju.

Jabłkonia jest wolnym krajem wolnych ludzi, nie ma tu żadnego państwa ani panowania. Tymczasowo przyjąłem tytuł władcy. Jakby ktoś nie pamiętał, słowo władać oznacza utrzymywać coś w ładzie. Nie ma to nic wspólnego z jakimś panowaniem nad innymi albo przywłaszczaniem sobie dóbr dla własnych celów. Tytuły są tymczasowe, zrzeknę się ich jak już się ogarniemy ze wszystkim. Póki co mamy kilkudziesięciu mieszkańców i najsilniejszą armię na świecie (ultranowoczesna broń psychotroniczna). Podstawą gospodarki jest uprawa starożytnych odmian jabłoni. Gdzie indziej takich nie znajdziesz, chyba że w głębokiej Rosji. Zresztą: uprawa…same rosną. Mężczyźni noszą u nas porządne brodziska, żeńszyny długie warkocze. Dzieci beztrosko biegają po lasach i polanach. Słowem: normalne życie, a nie jakieś wydziwianie, jak w większości innych krajów. Językami używanymi są wszystkie języki słowiańskie (w tym momencie głównie Polski, Białoruski i Rosyjski), a także sanskryt. Przyjmujemy od ręki każdego obywatela państw słowiańskich i bałtyckich, który ma porządek w głowie i zdrowe poglądy na życie. Obywatele innych krajów, którzy wyrażą chęć zamieszkania u nas, będą poddani trochę ściślejszemu sprawdzaniu.

Jeśli chodzi o plany na arenie międzynarodowej…Od razu po powstaniu nawiązalismy stosunki dyplomatyczne z Rosją i Białorusią, na odpowiedzi z innych krajów słowiańskich, w tym Polski, cały czas czekamy. Acha, stosunki dyplomatyczne nawiązały z nami również Chiny i Korea Północna, mamy już z nimi podpisany traktat o współpracy. Ta Rasa Smoków to bardzo konkretna jest, trzeba przyznać. Kim Dzong Un to w ogóle fajny chłopok, jeszcze młody więc ma czasami różne dziwne pomysły. Zresztą co się dziwić że się popisuje, jak każdy z zachodnich mądrych inaczej nienormalnego z niego robi?

Gdyby nasz kraj utworzył się ponad rok temu, pewnie zmuszeni bylibyśmy rozpocząć interwencję wojskową w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Jednakże w wyniku zwycięstwa Donalda Trumpa w zeszłorocznych wyborach, na razie jedynie nasz wywiad przeprowadzi inwigilację i likwidację amerykańskich środowisk masońskich. Gdzie to, żeby satanizm uprawiać, demonizm i okultyzm dzieciom do szkół wprowadzać? Trzeba rozpędzić to tałatajstwo, może wtedy Trump ruszy z robotą. Jeśli nie – wszystko jest możliwe. Interwencję zbrojną natomiast, i to na dniach, na pewno przeprowadzimy w Izraelu. Co się tam wyprawia, żeby spokoju nie było? Zanim Izrael powstał, to jakoś się to semictwo tam normalnie prowadziło. Gdzie to tak, ileż można. Przeciwko narodowi żydowskiemu nic nie mamy, ale głupkowatego syjonizmu dłużej tolerować nie będziemy. Jesteśmy otwarci na współpracę w tym temacie ze Stanami Zjednoczonymi, być może mieszkańców i infrastrukturę Izraela trzeba będzie fizycznie przenieść do Stanów Zjednoczonych właśnie. Zresztą wiadomo że takie plany już były. Państwa islamskie zaś prawdopodobnie tymczasowo trzeba będzie wziąć w lenno, dopóki się tam towarzystwo nie uspokoi. Gdzie to, żeby spokoju nie było?

No, i oczywiście Ukraina… to blisko, to najprawdopodobniej jutro się podjedzie do Kijowa i rozpędzi to banderowskie tałatajstwo. Rząd się obali, a postmajdanowy element wywrotowy damy do Chin i Korei Północnej na wytrzeźwienie, oni tam wiedzą jak z takimi postępować. Zachodnią Ukrainę podzieli się między Jabłkonię i Białoruś (jakby Polska i Rumunia były zainteresowane to proszę bardzo, ale to w Unii siedzi, to pewnie nie pozwolą). We wschodniej Ukrainie założy się Wolny Kraj Kozacki. To mówię, jutro najwyżej gdzieś tak po dwunastej się podjedzie i załatwi. Później gdzieś czy na jakieś bistro, czy na paszteciki się podjedzie.

W Organizacji Narodów Zjednoczonych złożyliśmy już wniosek o delegalizację Paktu Północnoatlantyckiego. Gdzie to tak, żeby takie popaprane dziadostwo przez prawie siedemdziesiąt lat wiecznie jakieś wojny wywoływało? Przecież ludzie na świecie chcą normalnie żyć, a nie w kółko wojny, bo trzeba zbyt na karabiny znaleźć. Tam już te największe mąciwody, z Wielką Brytanią i Francją włącznie, odszkodowania popłacą. Się zrobią z nich kraje Trzeciego Świata momentalnie, będą im z Somalii paczki wysyłać. Nie żebym im źle życzył, ale jakaś równowaga musi być. Zresztą, jak kosumpcjonizm u nich spadnie, to szybciej wrócą do normalnego, ludzkiego życia w zgodzie z przyrodą.

No i co tam jeszcze… acha, Chiny prosiły nas nawet o interwencję w Zimbabwe, bo to teraz na tapecie, a oni tam sporo interesów mają. Zasadniczo nie jesteśmy tym zainteresowani, to nie są nasze sprawy. No, co ja mogę powiedzieć, tam ten Czarny Naród, podobnie jak w Południowej Afryce, musi się ogarnąć, wrócić do korzeni, do przyrody. A oni udają Anglików i po angielsku koślawo gadają. Chodzą w tych garniturach, zrobili sobie armię i politykę na wzór zachodni, ale strasznie prymitywnie to wszystko im powychodziło… Trzeba tę kolonizację w końcu odrzucić i wrócić do swojego języka, do swojej kultury. A nie wielkie halo i tańce, bo Mugabe ustępuje, nowa era, akurat. Nowy cwaniak chyba. Demokracja… ludzie, jak to nawet u białego człowieka jest pośmiewisko, to teraz sobie wyobraź demokrację u czarnych.

Z przywódcami tzw. Unii Europejskiej (która nota bene również będzie zdelegalizowana) normalnie się pogadać nie da. Dzwoniłem do tego całego Macron, to wielka kurtuazja, srele morele, potem pierwsze co – pyta mnie o prawa mniejszości seksualnych w nowym kraju. To ja się pytam o co mu chodzi z tymi mniejszościami, czy mu chodzi może o ślimaki, bo to mniejsze takie i do tego obojnaki. Mówię, że u nas mają pełne prawa do życia bo ich nie żremy na potęgę jak w tej zakopconej Francji… rozłączył się. Ludzie, oni tam już całkiem powariowali. Ale oczywiście jesteśmy zainteresowani konstruktywną współpracą, szczególnie w sprawie wprowadzania naszych odmian jabłoni do krajów Unii, bo oni tam już praktycznie tylko modyfikowane jabłka jedzą.

Dobra, idę na pole i do lasu zobaczyć, jakaś nowa rodzina z Łotwy ma się osiedlać. Oficjalnym organem prasowym Jabłkonii jest Tonik Językowy, więc przywódców państw tudzież inne osoby zainteresowane współpracą prosimy o kontakt w komentarzach. Niech żyje Jabłkonia i jej piękny wolny naród!          (kisz)

Wari. Legendarny „półkownik” już w sieci!

Posted in Obuwie służbowe with tags on Listopad 5, 2017 by tonguetonic

wari

Sierpień 2014. Jan Sielawa i Edward Kiszecki eksplorują kulturę Czarnego Narodu, rozgrywając wielogodzinne partie wari (pierwotnym zamiarem było eksplorowanie kultury Rasy Smoków poprzez grę w go, ale po pierwszych próbach stwierdzono, iż trzeba by zbyt długich teoretycznych przygotowań). Wynikiem umysłowego znużenia obojga jest film Wari (tytuł, jak widać, wielce wyszukany). Warta podkreślenia jest jeszcze inna okoliczność – Edward Kiszecki nie zdaje sobie wtedy jeszcze sprawy z tego, że za trzy miesiące dozna kulturowego szoku odkrywając korzenie swojej własnej, słowiańskiej kultury. Poskutkuje to długą przerwą w publikacjach na Toniku Językowym, a nawet próbami uśmiercenia tożsamości autora jako zbyt dekadenckiej. Kiszecki jednak powrócił i zapowiada, że również na Toniku pojawi się więcej słowiańskich wartości, a nie same wymysły i głupoty.

Z tego właśnie powodu – odkrycia prawdziwego oblicza Słowiańszczyzny przez Edwarda Kiszeckiego (którego to odkrycia trzecia rocznica wypada właśnie za dwa dni) władze internetu zablokowały na ponad trzy lata publikację filmu Wari sugerując, iż Kiszecki stał się prawicowym ksenofobem, a sam film, nawiązujący tytułem do kultury czarnego człowieka, musi mieć z pewnością ukryte rasistowskie przesłanie. Nic bardziej błędnego – przebudzony Edward Kiszecki to istota bardziej przyjazna Człowiekowi w ogóle, opowiadająca się za zachowaniem tożsamości i kultury wszystkich narodów świata. A film? Cóż, dziś, po latach, rażą trochę dłużyzny o wątpliwej wartości estetycznej oraz słaba jakość dźwięku, a zakończenie może wydać się zbyt wydumane. Na uznanie zasługuje jednak wybitna kreacja aktorska Jana Sielawy a także fakt, iż Kiszecki już wtedy,  chociaż bardzo nieśmiało, próbował nosić brodę. Sława!             (kisz)

Luxemburg/Bruxensztajni: Pieśń Verdens Lysa ze „Złotych Wód Arktogeji”

Posted in Obuwie służbowe with tags on Listopad 2, 2017 by tonguetonic

Verdens Lys

Mniej więcej w połowie lat siedemdziesiątych XX w., Orło Światłogrodzki i Lew Bruxensztajni zaczęli wzajemnie oddziaływać na swoją twórczość na tyle silnie, że Bruxensztajni zabrał się za pisanie scenariuszy filmowych i ich realizację, a Światłogrodzki (jako Luxemburg) zajął się tworzeniem muzyki. Bruxensztajni, zachwycony Trylogią Planetoid, postanowił zrealizować Trylogię Słowiańską. W przeciągu niecałych dziesięciu lat powstały trzy filmy, których łączny czas trwania wynosi ponad 16 godzin. Były to: Złote Wody Arktogeji (1978), Nawi (1983), oraz Patriarcha (1987). Przy ich realizacji Bruxensztajni oczywiście ścisle współpracował ze Światłogrodzkim, często więc uznaje się je jako dzieła wspólne autorów. Wiadomo jednak, że Światłogrodzki w czasie ich powstawania był na tyle zafascynowany tworzeniem dźwięku, iż większy jest jego wkład w muzykę do tych filmów, aniżeli reżyserię. Dziś na Toniku Językowym prezentujemy Pieśń Verdens Lysa z musicalu science fiction jakim były Złote Wody Arktogeji. Napisana przez Arno Luxemburga, a zaaranżowana i wykonana przez Lwa Bruxensztajniego (w oryginale filmowym głosu do pieśni użyczył Bernard Ładysz).             (kisz)

Dzwoń, dzwoneczku!

Posted in Obuwie służbowe with tags on Październik 27, 2017 by tonguetonic

kiszecki czyta swiatlogrodzkiegoKupił wreszcie tę książkę, bo już od paru tygodni chodził i o niej gadał. Po drodze wściekł się na połowicę i rzucał chlebem (jak czubek), kiedy się okazało, iż domowe środki na zakup nie wystarczą. Insynuował, jakoby żeńszyna spowodowała zbyt duże zużycie internetu oglądaniem miernych seriali. Wojował z myślami, czy kupić teraz i zapłacić rachunek w innym terminie, czy kupić w innym terminie i zapłacić rachunek teraz. Po paru dniach jednak kupił, a zapłaci w innym terminie. Przecież jak ma tę książkę, to zacznie nowe życie. Program w głowie już układa się. Pierwsze co, trzeba jednak zadzwonić do brata i popisać się objawieniami w literach zawartymi. Dzwoni, gada głosem nakręconym, skończyły mu się środki – doładował i znowu dzwoni. Brat niby to podziela uniesienie, ale jakby nie na tyle, na ile jest zasługiwane i nie tak, jak było oczekiwane. Aby wrażenie niedosytu zamazać, trzeba jak najwięcej nawijać. Dobra, rozmowa skończona. Zrobić herbatę, zjeść chleba z wędliną (od jutra przecież nowe życie), wypić mocną herbatę z cukrem. Będzie siedział po nocy, plan na jutro ułoży: oczyszczanie, program ćwiczeń, harmonogram na pół roku, zdrowe zakupy. Jeszcze nagra się w szachy ile wlezie (od jutra życie będzie idealne, więc z szachami koniec, likwiduje konto), aż go sen zacznie morzyć. Rankiem obudzi go rozdrażnienie – nie wyspał się, a herbatą pobudzać się nijak, jako że pił ją późnym wieczorem (poza tym miał z kofeiny rezygnować); doszło też do niego, że trzeba zapłacić rachunek w innym terminie, a jeszcze wydał na doładowania. A jeśli ma przeprowadzić zakupy żywieniowe w organicznym sklepie, musi wydać jeszcze więcej – bez tego jak zrealizuje co do joty idealny program? Znowu więc na żeńszynę wjeżdża, robi się awantura…

Tak naprawdę, Światłogrodzki [w publikacji lubelskiego wydawnictwa Veda jako Światłogrocki – jest to kolejna wersja nazwiska, której używał ekstrawagancki autor; odkryto również pseudonim Arnulf Lichtengrott] nie pisał o żadnych zakupach – gdzieżby on tam, na Sachalinie, prawie sto lat temu, zdrowe zakupy robił? Do ścieżki ognia wystarczy las, słońce, własna uryna oraz siła ducha, aby ćwiczenia wykonywać. Lecz aby te proste rzeczy dostrzec, trzeba mieć oczy otwarte, duszę zestrojoną i umysł jasny – a gdzie tam to u niego, jak on w gruncie rzeczy, choć sam tego nieświadom, wszystkie te praktyki wykonuje czy tez wykonywać myśli jedynie po to, aby być wielkim gościem i mieć więcej sił na rozpustę z dziewczynami, które na niego patrzeć nie chcą?

Nie znęcajmy się jednak zbytnio nad Edwardem. Książka swoje zadanie spełni – będzie to jakiś tam kolejny punkt odniesienia, a wyrażenie „po światłogrodzku” przyjmie się w bratnich rozmowach. Życzmy mu dobrze, kiedyś na pewno mu ten idealny program wyjdzie (w sensie, nie że bokiem, tylko że mu się uda).              (kisz)