Archive for the Opowieści dawnej treści Category

Wimany

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Wrzesień 17, 2017 by tonguetonic

wimany w szczecinku

Nie wiedziałeś, że ten strumień jest czysty. Przybyli ze wschodnich, starożytnych tradycji, zamykając ciepło na południu. Skrzyżuj głowę naprzeciw torby. W wieku siedemnastym zrozumiesz: mutanty idą na Manhattan, gdzie ciało jest oświetlone przez jogę.

(kisz)

Reklamy

Synteza [średnie bycie piany].

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Wrzesień 17, 2017 by tonguetonic

a tych panstwa znacie…a kiedy on przyszedł, my tu robiliśmy wszystko. A nie resztę okrętów wojennych. Ogień na końcu księżyca i filmu, chłopak skulił się i rzucił. Wyjmij je z owoców i policzysz czas wojny, spędzisz mniej pokojów na bieżąco i dużo pracy. Być może Kieślowski jest jednym z najbardziej wpływowych. Nie znam niczego jak film! Kiedy wyśmiewacze stają się ignorantami, trafili do Oskara w oczy. Chcesz iść, to prawda…

Pierwsze miejsce – około 80 procent (jak opisano to na piśmie) w pamięci czegoś.

Po drugie miejsce – w wyszukiwaniu, szukaj maksymalnie od 0 do nawet 0,01% całkowitej kwoty drugiej połowy dysku (na przykład pierwszej i ostatniej, powierzchni i wszelkie inne sprawy w dowolnym momencie w temacie).

Około 20% stanu menedżera średniookresowego. To dużo frustracji, ponieważ chcę zaktualizować pomysł, że jeśli nie powiedziałem jednego z przedramion, jest to powód, dla którego można przeczytać artykuł o prawdziwym zamiarze.

Również powód jest nazywany – ale w kontekście wizji, rzeczywistości całego przedmiotu, nie muszą być tego świadomi.

To brak miłości do tego, kto myśli (coś, co wiesz).

(kisz)

 

Kim naprawdę był Lew Bruxensztajni?

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Wrzesień 13, 2017 by tonguetonic

bruxensztajni z krysztalem podpisArno Luxemburg doczekał się swojej słowiańskiej rehabilitacji – gdyby nie TEN ARTYKUŁ, to kto wie, może jego nazwisko zamieszczane byłoby na listach Żydów antypolskich i tym podobnych imprez, wszak Luksemburg konotacje ma nienajlepsze chociażby ze względu na Różę.

Czas napisać więcej o Lwie Bruxensztajnim – przede wszystkim więcej o jego pochodzeniu i korzeniach. Powierzchowny BIOGRAFICZNY WPIS sprzed sześciu lat wspomina jedynie o tym, iż urodził się między 1937 a 1939 rokiem w Guštanj (ob. Ravne na Koroškem na Słowenii). Dziś wiemy już znacznie więcej.

Dziadek Bruxensztajniego od strony ojca, Bjørn Brøxenstjøne, był norweskim emigrantem z Sarajewa, z zawodu kowalem. W 1918 roku żeni się on z córką rosyjskiego oficera białogwardzisty, Swietłaną Skalnają, którą ojciec wywiózł na Bałkany w obawie przed rewolucją (sam zginął w 1920 roku podczas wojny domowej w Rosji). W 1919 roku ze związku Bjørna i Swietłany przychodzi na świat ojciec Lwa – Borys Skalnyj. Bjørn postanawia nadać Borysowi nazwisko matki jako „bardziej swojsko brzmiące w Bośni”.

Borys Skalnyj jako młodzieniec rzuca edukację i najmuje się do pracy u gospodarza, rozważając w przyszłości zajęcie się rolnictwem. Jest rok 1937. W małej osadzie o nazwie Dobrije zakochuje się w młodej słoweńskiej chłopce, Brance Vovk. Jako że katolicka społeczność wioski krzywo spogląda na młodych zakochanych, ojciec Branki odprawia ich z błogosławieństwem w świat. W październiku 1939 roku, w pobliskim miasteczku Guštanj, rodzi się Lew Skalnyj. Jego ojciec we wspomnieniach podaje dwa powody wybrania tego imienia: uwielbienie dla twórczości Lwa Tołstoja oraz fragment Bhagavad-Gity: Pomiędzy pogromcami – jestem czasem; lwem jestem pomiędzy dzikimi zwierzętami, a wsród ptaków – Garudą.

Gdy Lew ma 15 lat, rodzice wyjeżdżają z nim do Marsylii. Tam giną oboje w niewyjaśnionych okolicznościach w roku 1960, podczas pieczenia ciast wróżebnych. Lew ma zaledwie 21 lat. Przez cztery lata Bóg wie, co się z nim dzieje. W 1964 roku Europa poznaje go jako Lwa Bruxensztajniego, pioniera muzyki elektronicznej. Dziwaczna forma nazwiska wynika najprawdopodobniej z tego, iż Lew wrócił do nazwiska dziada, ale chciał je na swój sposób „zesłowiańszczyć”, a przy tym nawiązać do nazwiska panieńskiego babki („stein” w języku norweskim oznacza skałę). Dwuznak „sz”, ciężki dla niego do wymówienia, umieścił żartobliwie w nazwisku z miłości do żony, którą była Polka Helena Szyszynkowska (pobrali się tuż przed śmiercią rodziców Lwa, w marcu 1960 roku).

Dziś wiemy na pewno, że Lew Bruxensztajni nie zmarł w roku 1970, a jedynie zmistyfikował własną śmierć. Przypuszcza się, iż przytłaczało go życie rodzinne. Odkryto bowiem jego nagrania z póznych lat 70-tych i wczesnych 80-tych, których dokonywał w Niemczech. Znana jest też jego współpraca z Orłem Swiatłogrodzkim (niewidziany przez nikogo, ale z jakichś powodów słynny film Nawi). Podobno ktoś widział go w jaskini w Himalajach w roku 1992.

Powyżej: fotografia z wkładki do niemieckiego albumu Bruxensztajniego Arya wydanego w 1977 roku. Muzyk trzyma na niej w ręku jeden z kryształów, z których budował swoje instrumenty.

(Nażyr zwany Ludowitem)

Listy do Francji, cz. XIX

Posted in Opowieści dawnej treści on Wrzesień 5, 2017 by tonguetonic

smażenie faworków (Andrzej Wiercieński, kolory: Kobra)

W kuchni skwierczy, smażą się mamine faworki tłustoczwartkowe. Przypomni ci się teraz ów listopadowy wieczór, gdy w tej samej izbie, o podobnym zmroku wosk topił się w garncu i ulała się na zimnej wodzie Skandynawia. Spójrz, śnieg za oknem starszy gdzieś o kwartał – i ty się postarzałeś, możeś już wiersze pisał? Kręcisz się z bratem wokół wyrobionego ciasta, chrusty zwijając on śpiewa, ciebie dziś jakoś dziwnie interesują gwiazdy. Kalendarz, ten co zawsze, odmierza dni jak lata i tak daleko jest przyszłość jak nowe stulecie; jej abstrakcję wyrażają skolioza i liceum – przybyłe z Bałkanów groźne zapożyczenia. W ciepłej przepaści ferii zimowych zostaniecie tu na wieczność we czwórkę, z księgozbiorem zeszytów do mazania, klasyką komiksu i legitymacją kolejową, która niby portal przenosi was co pewien czas na wschód. Ojciec oderwał się od ZDF-u i przyspacerował po złotą kokardkę. Mama sypie cukier puder na tatowe dłonie.

кoБи

Całun z Grodziska

Posted in Opowieści dawnej treści on Czerwiec 27, 2017 by tonguetonic

Calun z Grodziska

Czy z Puszczy wyszedł nocą, wąwozem ciemnym chadzał, przed miastem znikał w złoto, na łące się odradzał? Ze Wschodu, z Głębokiego, mu przyszło stopy stawiać; aż do Szczecinka nieba oglądać nie przestawał. Swaroga w gwiazdach widział, z Jaryłem w dzień się witał, jagody jadał wilcze i suche ziarno z żyta. Z Perunem gadał w błyskach, Dadźboga rozpoznawał, gdy o wschodzącym ranku śród ptasich dźwięczeń wstawał. Od Łady kwiaty niosły ożywcze wonie z rosą, od Żywii kłosy grały, gdy polem gonił boso. W Szczecinku w pół-żelazną kolejkę do Grodziska – tam stajennego szuka, co hrabiom konie iska. Gdy idzie tak ulicą, dziewczynę napotyka – ta mu chusteczkę daje, by z czoła poty wytarł. „Dziekuję Ci dziewczyno” – powiedział, i go nie ma. Żeńszyna w chustę patrzy, a widok ją oniemia: twarz jego tam odbita nieznaną jakąś wolą, a z tyłu cyrylicą pisane: Staryj Gorod.

(Nażyr zwany Ludowitem)

Dobre życie, wariant trzeci: kosmosada.

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Czerwiec 12, 2017 by tonguetonic

Osiedle Kosmonautów

Wirujemy w rytm dziecięcych gwiazd pląsów – my, mieszkańcy Osiedla Kosmonautów. Boso chadzamy do przyjaciół w gości. Rozebrano budynek zarządu spółdzielni inwalidów; z cegieł zbudowaliśmy drukarnię starych polskich książek. Strzelisty posąg głowy Gagarina, śmiałka, który pierwszy udał się śladami Przodków, czuwa nad nami w betonowym kasku. Mikrofon u ust tętni ciszą nieba! W przedszkolu pociechy hodują bohaterskie łajki, służące surową zimą za zaprzęg. Słońcem oblane warzywne ogrody sypie się nocą pyłem księżycowym, by korzenie rzodkwi głębią aksamitu lśniły. Mamy lokalny, Szachowy Dom Kultury „Orbita”, gdzie pod okiem eleganckich, lecz brodatych mędrców dorastają przyszli arcymistrzowie. Mamy tu wszystko w naszym wielkim parku: krawca, plac zabaw, biblioteki, Herbapol. Bloki błękitnoszare jak morze, automaty do mleka, automaty do mleka, automaty do mleka.

кoБи

Dzieża Goński w Zdrojach Babiczyckich

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Maj 16, 2017 by tonguetonic

Trzy dni przeleżał Dzieża w krzewach rokitnika, upuszczając co godzinę kilka mililitrów krwi za pomocą stosownie tresowanej myszy mandżurskiej. Jest to terapia Siewałowa odpędzająca jady gnilne z ustroju i czyszcząca duszę. Nagrzeszyłby on jakoś nadzwyczajnie podczas uczt ciężkostrawnych, urządzonych na początek maja w Piernikach? Usta ludzkie gadają, że z matką pokłócon. Chciano go już pod karabiny na Wsteczne wysłać, aby mu mundur powagę przypomniał. Zawinął się tedy Dzieża do pierwszego wagonu z bydłem i po długiej, nieprzystojnej jeździe tutaj się odnalazł. Z pannami niedotlenionymi obcuje po ławach, mąci im w głowie i obiecuje rychłe uzdrowienie. Myli się jednakowoż ten, kto go posądzić zechce o czcze bałamuctwo; oczytany to łeb we wprawach tajemnych. Serce zaś od lat paru dla jednej tylko pulsuje i tętni. Nazywa się Fiała Afanasjewna.

кoБи

Błogosławiona poligamia słowiańskiego Rodu

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Grudzień 8, 2016 by tonguetonic

aryjska-poligamia

Żeńczyn w długich spódnicach, mężczyzn z brodami bujnymi jak puszcza. I jeszcze poligamii nam się zachciewa. Ano, zachciewa się. Wszak Przodki nasze poligamiją stali, rodziny w siłę rosły. Jednożeństwo dopiero chrześcijany zaprowadziły, stąd nazwano toto: małżeństwem, takim ot, małym. A to je nie nasze, nienormalne to, niemoralne. Żon kilka to żaden islam, panie, to nasze dawne, zdrowe obyczaje. Czemuż to wielożeństwo służyć ma? Ano temuż.

I przymusu poligamii drzewiej nie bywało. Komu jedna żona pasowała, toć i dobrze. Mężczyźni jednakowoż z natury swej – poligamiczni. A żeńczyny – monogamiczne: harmonijnie się to, akuratnie składa. Pierwsza rzecz: najlepsze potomstwo za sprawą poligamii zachodzi. Żeńczyny mogą bowiem wybierać mężów najznakomitszych, nie bacząc, czy oni już poślubieni. No jakże to – ma dziewica nadobna i mądra z braku laku za łajdaka wyjść, bo szlachetni pozajmowani? Przeto najwartościowsi powinni najwięcej potomstwa spłodzić, białogłowy i dzieci ku Bogu prowadzić.

Drugi pewnik: moc męska przy wielu żonach pomnożona zostaje. Bowiem przy dwóch żonach podwójnym mężczyzną trzeba stać się, a przy trzech – potrójnym. Tedy silnych, potężnych mężów mamy, ziemie nasze, naród nasz bezpieczny. Natchnienia taki mężczyzna ma zawsze w nadmiarze, do czynów wielkich go przyzywającego. Wszak dla żeńczyn my wszystko czynim, w ich imię wszystkie starania nasze.

Znajdą się ku wielożeństwu trzecie argumenta: żeńczynie naonczas w radości i szczęściu żyć mogą. Krąg przyjaźni między nimi nierozerwalny się zawiązuje, jakiego gdzie indziej nie uświadczysz. Powinności domowe razem z uśmiechem upływają, w rozmowie. I służą swemu wybranemu żeńczyny, i życie rodzinne krzepkie – ej, wesołe jest! Nigdzie tam samotności ni marazmu ni ma, gdzie spojrzysz – żywot wre dokoła. I patrzą żony z miłością na lubego swego i dorodną dziatwę.

Żeńska moc to miłość najczystsza, to najsilniejsze, co istnieć może. Kiedy jej w bród – codzienność rwącym błogosławieństw potokiem. Kiedy ona, jak dziś, porcjowana, dawkowana, wydzielana, hamowana – marne pociechy w egzystencyi takiej.

Tego polskiemu, słowiańskiemu narodowi trzeba – powrotu do zwyczajów naszych. W których nie zazdrość, nie przywłaszczanie panuje, a jedność i doskonałość przyrodzona. Ze słowiańskim pozdrowieniem

кoБи

Ludzie, to teraz będą znowu to samo wszystko powtarzać, tylko brody pozapuszczali?!

Posted in Opowieści dawnej treści with tags , , , on Lipiec 12, 2016 by tonguetonic

Arno Luxemburg (Orło Światłogrodzki)Któż z nas nie pamięta Arno Luxemburga, tajemniczego twórcy z pogranicza kultur frankofońskiej i germańskiej? Dziś wspominamy tę legendarną postać, próbując zarazem dotrzeć do prawdy biograficznej.

Arno Luxemburg, urodzony jako Orło Światłogrodzki w Szczecinku w 1897 roku. Ku uciesze ojca i matki bardzo wcześnie nauczył się czytać i pisać, toteż spodziewano się po nim geniuszu literackiego. Mały Orło był nieśmiałym chłopcem, z przykrością wychodził na podwórko – wolał rysować wizerunki znanych kompozytorów zamknięty w swoim pokoju. Niestety, w czasie nauki w szkole podstawowej dziecko zbierało oceny zaledwie ponadprzeciętne. Rodzice zmuszali go do forsownego przyswajania matematyki i fizyki, którymi Orło nie pasjonował się. Poetyckie podejście do przedmiotów ścisłych znajdzie później szczególny wyraz w jego twórczości. W liceum dała o sobie znać skomplikowana osobowość młodzieńca – przysparzał wielu kłopotów wychowawczych. Wyobcowany dziewiętnastolatek kontynuuje edukację na wydziale germanistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, filologię kończy z trudem na nowo powstałym uniwersytecie w Poznaniu. Okoliczności wyjazdu Orła na Zachód pozostają niejasne; przypuszcza się, iż powodem ucieczki były groźby kierowane pod jego adresem ze strony ugrupowań masońskich. Rozpoczętą na ziemiach polskich działalność antysyjonistyczną kontynuował będzie Arno do końca swoich dni.

Genialny umysł Orła czuje się w Belgii jak delfin w akwarium. Jego na wskroś słowiańskie usposobienie nijak ma się do wybujałego modernizmu zachodnich elit artystycznych.

Wszystkie lata drugiej wojny światowej spędza Arno w podziemnym laboratorium, gdzie pomaga preparować ładunki wybuchowe dla ludowego ruchu oporu we Francji. W tym czasie rozwija się fantastycznonaukowa obsesja Arno, dzięki której w latach powojennych będzie mógł rozbłysnąć jego talent, znajdując całe swoje ujście w epokowej Trylogii Planetoid. Dzieło zaginęło niemal całkowicie pod koniec lat 70., jak dotąd udało się odzyskać jedynie kilka minut fragmentów pierwszej części. Nad całkowitą rekonstrukcją filmu pracuje wnuk wielkiego Polaka… Arno Luxemburg.

Ostatnie lata życia Arno to powrót do świata przyrody, m.in. słynny, krótkometrażowy obraz Kaczki.

Według oficjalnych źródeł Orło Światłogrodzki zmarł 14 sierpnia 1962 roku, po długiej chorobie (rak mózgu). Inne utrzymują, jakoby Arno przez całe życie cieszył się doskonałym zdrowiem i zmistyfikował własną śmierć, by zacząć nowy rozdział swojej egzystencji. Powiada się, iż w latach osiemdziesiątych wrócił do Polski i osiedlił się w stronach rodzinnych, na Pojezierzu Drawskim. Podobno do perfekcji opanował sztukę odmładzania się i długowieczności, co pozwala mu zręcznie lawirować w technokratycznej rzeczywistości. Niektórzy twierdzą, że obaj Arno Luxemburgowie (dziadek i wnuk) to jedna osoba.

Na zdjęciu: Orło Światłogrodzki (znany bardziej jako Arno Luxemburg) w Muzeum Wody w Bornem.

кoБи

Ociec w podróży drużbowej

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Maj 7, 2016 by tonguetonic

ojciec w podróży służbowej

Pojechał Tatko za granicę po multiwitaminę i napoje w puszkach, ze sobą zabrał miedziane fenigi i banknoty z nieznanymi głowami – to właściwie mordy takie, takie szwabskie mordy renesansowe. A po co mu one? Przecież w tych Niemcach to jest tak, że se w sumie wchodzisz do sklepu i se bierzesz co chcesz, i wychodzisz, i już to potem masz. Tatko nakupił różności, ale zostawił je w autokarze. To nie tylko rzeczy do picia były, bo i kalkulator porządny, i zegarki elektroniczne. No na szczęście torba się znalazła.

кoБи