Archive for the Opowieści dawnej treści Category

Helston (Kornwalia), pralnia zakładowa.

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Listopad 19, 2017 by tonguetonic

pralnia w helstonNiewidoczne opary detergentów/sterylna woń czyściwa/cząsteczki ozonu bombardują szyszynkę. Wypełnione sztucznością miejsce przyciągnęło cię znowu. Przyznaj się – ty, Kozak z Pomorza, deklarujący powrót do korzeni i lasów, pamiętasz jeszcze cichy inkubator. Tam, choć od maci odcięty, mogłeś planować podbój kosmosu, budować monstrualne mentalne stelaże dla półhodowlanych spodków. W podobne zapachy ubiera się tu piękny personel: Coral, Kensa, Demi. Imiona, które zostawiają w powietrzu odkryte kawałki ciała. Duszy oddać nie chcą, co najwyżej zabierają. A może po prostu robi się tu coraz bardziej bukareszteńsko, ze wspólnymi deklaracjami dobrej pracy, konsumpcyjnym ateizmem i nieomal państwowymi środkami czystości z hipermarketu? Imiona bywają zresztą bardziej pospolite, ale coś musi być w tym holistycznym powiązaniu wszystkiego, bowiem każda Lucy i każda Hannah zawsze są warte uwagi. Nie ma sensu zaprzeczać: bylejakości tłustość już cię oplotła. Jedyny ratunek dla ciebie to surowe zasady moralne, bizantyński śpiew.                    (kisz)

Reklamy

Zza mgły i świateł

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Listopad 13, 2017 by tonguetonic

wizjaByłem bardzo mały, leżeliśmy w kojcu i zobaczyłem. Twarz z długą brodą, to Trehlebow był. On już wtedy mi powiedział o Przodkach, mówił że do trzydziestego czwartego roku życia mogę sobie trochę folgować, ale później mam się za siebie wziąć, od listopada, więc się biorę. Ty wtedy zasypiałeś i dzwoniły jakieś zielone bąbelki. Trehlebow orzekł że to dobrze, że przebywasz w światach przyczynowych, wśród Przodków. Powiedział jeszcze, że w przyszłości odkryję jakiś nowy alkaloid, tarotobinę, i ogólnie żeby się nie przejmować bo wszystko dobrze się ułoży. I ja to wszystko przez całe życie chciałem innym powiedzieć, ale nikt mnie nie słuchał.                (kisz)

Yako taki takoyaki (Osaka).

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Listopad 4, 2017 by tonguetonic

yako taki takoyakiDobrze córciu, to byśmy byli. Co, to gdzie najpierw? Do lokalu, tak? Dobra, to pójdziemy do restauracji. O, tam jest taki szyld, po japońsku „takoyaki” stoi. No, to są takie smakołyki ichnie, będą ci córcia smakować. Trzymaj mnie za rączkę, córuś, bo tu pełno człowieka. Mnożą się te Japońce, bo to i pracowite, i zdrowo się odżywia. No chodź, chodź. O, już wchodzimy. Co? Fuj? Rybą śmierdzi? No czekaj, jak już weszliśmy to może usiądziemy. Halo! Przepraszam, można tu usiąść czy trzeba czekać na wskazanie stolika?! Przepraszam?! E, chyba nie słyszą. Dobra, to tu usiądziemy. To czekaj córcia, co byśmy wzięli…Znaczy, tutaj tylko takoyaki mają. Aha, bo to jest opiekana ośmiornica, a ty mięsa nie lubisz. Czekaj, no może wegetariańskie robią. Trzeba zapytać bo tu na tej karcie to mało co jest, a poza tym tych ich krzaczków to się nie rozczyta. Halo! Kelner!? Kiudzi! Kiudzi?! O, ktoś do nas idzie. Co on mówi, nie mam pojęcia…Może coś się pyta. Takoyaki niku naszi. Niku naszi! Da, da. Chyba nie rozumie. Nie wiem, czy on się denerwuje na nas czy co. Patrz, coś nam palcami pokazuje. Dobra, pokiwałem mu że tak. No, przynajmniej sobie poszedł.

Może coś nam zaraz przyniosą. Tak tak, później pójdziemy na jakieś lody bo tu chyba nie mają. No chyba że z ośmiornicy lody, hehe. Oo, coś chyba do nas idzie. Co on tu przynosi…Wiem córcia że nie będziesz tego jadła, wiem, ale dobra, niech już postawi na stole, a zaraz coś innego weźmiemy. Arigato go zaimaszita, spasiba. A, bo to nam podwójne porcje dali. Dobra, to ja jakoś to zjem. A dla ciebie może frytki zamówimy, tylko czy tu mają frytki. Kiudzi! Kiudzi! Nic się nie dzieje. Sutaffu! Kurcza, trzeba się wydzierać bo strasznie tu głośno. Sutaffu! O, znowu ten sam do nas idzie. To poproszę o frytki. Furaido poteto pażałsta. Da, no, długie takie, da. Chyba zrozumiał. Czekaj, już wraca. Co on do nas niesie? Co on nam całą ośmiornicę przywlókł? Co? Ikayaki? Hehe, o co mu chodzi, chce nam kajaki wcisnąć? Co? Aha, to kalmar, że robią też smażone kalmary. Nie nie, my tego nie bierzemy, dziękujemy. De wa arimasen, danke schon, zabrać. Paszła, paszła won. Kurcza, rękami coś zaczął wymachiwać. Poszedł. Dobra córcia, to ja wyjem środki, a tobie dam samo ciasto, może być? Co? Że mięsa dotykało? Ale to nie mięso, to ośmiornica…No dobra to czekaj, zjem parę i idziemy. No, nie takie złe te takoyaki. Czekaj córcia, teraz jakiś inny do nas idzie, chyba jakiś ważny. Byłby numer jakby nas wywalili. Na razie się uśmiecha. No nie, nic kompletnie nie rozumiem co mówi. Ty coś rozumiesz? Wy coś tam w szkole mieliście japońskiego? Tłumaczy coś i tłumaczy, kłania się, ale ni w ząb zroumieć nie idzie. Też poszedł, a zadowolony z siebie że hej. No nic, kończę tę ośmiornicę i idziemy na lody. Co?! Znowu coś niosą, zdurnieli do reszty?! To co teraz będzie, smażona małpa? No dobra kitajcu, nie kłaniaj się tylko powiedz coś przyniósł. Aaa, patrz, to jeszcze co innego jest, to je okonomiyaki. To takie, o, placki, a w środku nawalone co popadnie. Czekaj córcia, to chyba mięsa nie zawiera. Da, da, bedzitarian, da, spasiba. Patrz, zrozumieli w końcu że bedzitarian przyszedł. Co, może być? Dobre? No to fajnie. Może tu jeszcze na kolację wrócimy, to sobie te kajaki wezmę, hehe.

Ołaa, dobra, to byśmy mieli pojedzone…To idziemy. Uff, przynajmniej tu świeże powietrze na zewnątrz. Znaczy świeże to za dużo powiedziane, ale jest. Patrz córcia, jak się tak zrobi z oczami to wyglądamy jak Japończyki.               (kisz)

Udry, gdzieś w Krakowie.

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Październik 26, 2017 by tonguetonic

udry gdzies w krakowieZnowu chcieliśmy zataczać jogiczne kręgi. Znowu nie znaleźliśmy matematycznego wzoru na objętość ognia w naszym ciele – okazało się, że na razie zbyt wiele się go w nim nie pomieści; znowu nam się nie udało przyjąć postawy doskonałej sanskryckiej ligatury. Nasze sznurówki już krzyczą i płaczą, i chcą się poddać, dajcie nam znak, tak mówią. Gdzieś pod tym wszystkim w nas jest coś, co leży spokojnie i widzi, że Słońce wschodzi i zachodzi, i każe nam to coś podlewać kwiaty i oddychać, i przypomina, że jutro też będzie teraz. Dlatego zmienimy znowu buty i zaczniemy liczyć, wypatrywać aureoli świętego na rynku, choćby koło samsary miało się jeszcze sto razy błędnie obrócić. Czeka na nas wygodne łóżko, w którym mamy się zjednoczyć.           (kisz)

Listy do Francji, cz.XX: ciosy na Tekkena

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Październik 22, 2017 by tonguetonic

edward kiszecki jako usagi yojimboJeszcze przed paroma dniami ze łzami w oczach pękał ze śmiechu, naśladując sposób poruszania się Pawła Chućki – ten bowiem tyle czasu spędził w salonach gier na durnowatych street fighterach i innych mortal kombatach, że nie potrafił już praktycznie normalnie chodzić. Jednakoż po niedzieli Łukasz Kotłowicz („Kocioł”) wrócił do szkoły dziwnie odmieniony. Nie wykazywał żadnej chęci do przeprowadzenia analizy komedii wyemitowanej w sobotę wieczorem, a pierwsze co zaczął szwędać się po korytarzach z Chućkiem właśnie. W klasowej społeczności wzbudziło to niejakie zdumienie, Adam Makarowski („Malma”) jął się jawnie z Kocioła naigrawać – do niedawna bowiem towarzystwo Pawła Chućki uchodziło w naszej komitywie za rzecz poniżej poziomu. Mnie natomiast cała sprawa dziwnie zasmuciła; postanowiłem pomóc koledze w odzyskaniu normalnej tożsamości, utraconej w wyniku przyczyn niepoznanych a zapewne niezwykłych. Udawszy, że załatwiam sprawy biblioteczne, kręciłem się po szkolnych zaułkach, próbując podsłuchać treść prowadzonych przez dziwaczny duet rozmów. Niewiele udało mi się zasłyszeć, ale wydobyłem z szumu konwersacji rzecz jak mi się wydało najbardziej istotną, a zawierała się ona w trzech kretyńskich słowach: ciosy na Tekkena. A więc to jest to złoto gierkowców, ciosy. Postanowiłem – może nie za wszelką cenę, ale za cenę wysoką – ciosy owe zdobyć.

Wyruszyłem jeszcze tego samego popołudnia. Jako wehikułu użyłem niezawodnego komputera domowego, Commodore 64. Z początku myślałem o Inter Karate, ale pózniej lepsza wydała mi się gra Usagi Yojimbo. Ku memu zdziwieniu, w wirtualnym świecie spikselizowanej animacji przybrałem postać dorosłą. Wygląd mój w wieku dwudziestu lat naprzód – z brodą, zakolami i zmęczoną twarzą – przeraził mnie zrazu i zasępił, ale zdecydowałem szybko się ogarnąć i zrealizowac zamierzony cel.

Rozejrzałem się po okolicy – było nadzwyczaj przyjemnie, rzekłbyś: atmosferka. Polany, drzewa, gdzieniegdzie kręcący się chłopi, jakaś orientalna jadłodajnia…Zacząłem więc wypróbowywać wszystkie możliwe kombinacje ruchów dżojstikiem. Ni stąd ni zowąd, w mych rękach pojawił się miecz, co spowodowało nagłą przemianę zamiatającego drogę wieśniaka w atakującego ninja. Po kilku machnięciach mieczem została z niego unosząca się w powietrzu czaszka, a mnie ubył tylko jeden kwadracik energii. Poszedłem dalej – kolejny wieśniak. Atakować, myślę, czy nie atakować, a tak w ogóle, w jaki sposób zamierzam zdobyć ciosy na Tekkena, skoro jestem w Usagi Yojimbo na C64? Chyba jednak tego nie przemyślałem. Pokłoniłem się tylko wieśniakowi i postanowiłem przejść całą grę, aż do tego zachodzącego słońca. Do końca jednak nie dobrnąłem, ponieważ załatwila mnie banda ninja. Poczułem, jak moje wirtualne ciało, które otrzymałem na czas podróżny, rozpada się na dziesiątki pikseli i rozprasza w układach scalonych starodawnego urządzenia…

Następnego dnia w szkole, widząc, że znajomość Chućki z Kociołem nabiera znamion patologicznej przyjaźni, podszedłem do nich i zacząłem blefować, jakobym znał wszystkie ciosy na Tekkena, gdyż mój starszy kuzyn w to gra i ma je zapisane na karteczce. Chućko i Kocioł wybuchnęli tylko śmiechem (Kocioł, masując nadgarstek, o mało co się nie popłakał). Okazało się, że nie chodziło im o ciosy na Tekkena, ale o kody do Tekkena.

Na szczęście, pod koniec tygodnia Kocioł powrócił do normalnego stanu – Paweł Chućko począł się bowiem kolegować z Kamilem Bobkiem, jako że ten podbierał matce pieniądze z kasetki, po czym przynosił do szkoły i wydawał na czipsy i słodycze.          (kisz)

Mścice, obrzeża kombinatu paszowego.

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Październik 19, 2017 by tonguetonic

kombinat paszowyDyktator Ceausescu dopala zapasy tytoniu, pomarła już reszta półbogów drzewiejących czasów. Blade jęzory fabrycznych wyziewów zlizują z powietrza ostatki słowiańskiego dobrosąsiedztwa; w księgarniach i kioskach Ruchu ostatnie radzieckie pozycje. Stąpamy po trawach ni zielonych, ni żółtych, przyroda zawiesiła swe sądy. W rytm elektrostatycznych trzeszczeń podziwiamy rozległe przestrzenie rolniczych poligonów, tereny doskonałe na miejsce astralnych spotkań z wujaszkiem. Zakaz fotografowania.

(kisz)

Słońce na pokrętło

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Październik 10, 2017 by tonguetonic

piekarnik jasne drewnoJakieś inne życie. Magnetyczna źrenica rejestruje miękkość i ostrość, przywołując dźwięki wedyjskich zaklęć. Kopuła nieba zamyka się w zależności od fazy Jowisza: to pachnie ciastem, to świeżym mydłem. Jak długo jeszcze będziesz tak wyrozumiale spoglądać na te gasnące piaski porannych wieczorów, wiedzą tylko mędrcy żywiący się bylicą. Zapatrzony w płomień paproci, wypłyniesz w noc jako plazma, wilk, albo zwykła brudnica.              (kisz)

Żyjmy długo i zdrowo, część III

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Październik 7, 2017 by tonguetonic

Nabiał: mleko, śmietana, jaja, sery i masło

Przeczuwając zgubne następstwo łazienkowego ekscesu, zdecydował Marek czem prędzej organizm odżywić, nasycić go szlachetnym minerałem, wzmocnić węglowodanem surowym a gęstym przyregenerować płynem. Tu nasunęła się wpierw mięsna obyłnica dziadka Muszkatela. Nie bardzo istniała sposobność ku temu, by się do wnęki dziadkowej zakradać, przeto poprzestał Marek na zwykłych, lodówkowych towarach. Znamienitości w nich wprawdzie nie uświadczy, jako iż wszystkie sam, powodowany skandalicznym próżniactwem, nabył najniższym kosztem w miejscu niedopuszczalnym. Wydoił tedy trzy czwarte litra mleka, dwa jaja wbił do gęby, serów poszarpał, na koniec masła się nałykał, jakby złamanej gryki nie zjadł od dnia powicia. Babcia Małmazja udała, że zajścia nie dostrzega, w przeciwnym wypadku rozum nakazałby bowiem chłopaka zamknąć do zakładu izolacyjnego. Za pół godziny posiłki rodzinne zostaną podane, smaży się warzywnik i sosy warzone bulgocą na kuchence. Marek jednak postanowił rozmaite pokarmy konsumować cały dzień bez przerwy. Na obiad zaproszono ciotkę Stanuszinę, przez co żreć przy stole jak pasza wypadać nie będzie. Później dziadek Muszkatel ma zabrać go na działkę, więc mięśnie doznają wzmożonych wysiłków. Opętany szaleńczym bilansem kalorycznym, rzucił się młodzian na rozłożone w małym pokoju nasiona, na sadzonki i szczypiory rosnące wzdłuż ciepłego od słońca parapetu.    C.D.N.

кoБи

Zadanie ze środowiska. Część pierwsza: teoria roślin.

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Wrzesień 29, 2017 by tonguetonic

teoria wszystkiegoPatrzymy na światło, słuchamy dźwięku w eterze, wąchamy powietrze na zadymionych liściach. Gdzie postawiono rośliny i dlaczego? One przy oknie mogły przyjąć najlepszą asanę. Obserwuj rośliny w klasie: ich wygląd, tytuły, kwiaty i łodygi. Rośliny umilają nam życie. Jedz je codziennie rano i po południu przy użyciu miseczki do zębów. Tylko jedno nakrycie jest dobrze ułożone, jedna pokrywa dobrze ustawiona, jedna osłona dobrze umieszczona. Przynieś pastę do włosów, weź herbatę do szkoły. Uważaj, gdy używasz urządzeń elektrycznych. Dotykaj chłodu ciał stałych, smakuj cukrów ciecz senną. Twa odzież jest chroniona przez utratę ciepła.

(kisz)

 

Wimany

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Wrzesień 17, 2017 by tonguetonic

wimany w szczecinkuNie wiedziałeś, że ten strumień jest czysty. Przybyli ze wschodnich, starożytnych tradycji, zamykając ciepło na południu. Skrzyżuj głowę naprzeciw torby. W wieku siedemnastym zrozumiesz: mutanty idą na Manhattan, gdzie ciało jest oświetlone przez jogę.

(kisz)