Fakty i mity na temat PBO/Cała prawda o PBO/Tajemnice PBO

Posted in Obuwie służbowe with tags on Grudzień 18, 2017 by tonguetonic

opakowanie pboPBO – niezwykła substancja czy niezwykła mieszanina zwykłych substancji? Trucizna czy lekarstwo? Środek wywołuący oświecenie czy obłęd? Kto, gdzie, i kiedy wyprodukował pierwsze PBO? Zapewne wielu czytelników Tonika Językowego zadaje sobie te pytania podczas bezsennych nocy. Dziś postaramy się na nie, w miarę możliwości, odpowiedzieć.

Historia

Za prototyp PBO uważa się Psich4 – preparat psychoaktywny sprzedawany w postaci proszku, produkowany w latach 70-tych w Europie Środkowej (więcej TUTAJ). W latach 90-tych Stowarzyszenie Kolumn Egipskich zainteresowało się wskrzeszeniem legendarnego specyfiku. Po serii eksperymentów prowadzonych przez wierchuszkę Stowarzyszenia, stworzono formułę udoskonalonego Psich4 i skompresowano ją w formie dwugramowej pastylki, której nadano nazwę Pyramidon Baver Ovumlarvachrysalis, w skrócie PBO. Do produkcji tego dziadostwa zaadaptowano upadające podówczas bydgoskie zakłady mięsne. W wyniku tej operacji w zakładach działy się podobno dantejskie sceny: pod wpływem preparatu ożywało martwe mięso, a część produktów mięsnych spajało się z ludzkimi ciałami tworząc potworne hybrydy. Najgorsze, że psychika tych ludzi również ulegała diametralnej zmianie, jak możemy się tylko domyślać – zmianie nienajweselszej. W 2012 roku do zakładów wkroczyli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego: produkcja PBO została natychmiastowo wstrzymana, zakłady zamknięte, kierownictwo aresztowane i po pospiesznym procesie osadzone w zakładach karnych, natomiast szeregowi pracownicy w większości trafili do zakładów psychiatrycznych lub tajnych państwowych laboratoriów. Zaledwie po pięciu latach, w roku 2017, Xenna Żelina Żyworowiej, Polka pochodzenia białorusko-ukraińskiego, pracownica Zakładów Chemicznych w Policach, zaczęła na własną rękę produkcję „nowego PBO”, które tym razem nazwane zostało Pierwnyj Bałamutnyj Otępienicz. Xenna Żyworowiej znana była z tego, iż deklarowała pochodzenie pozaziemskie (miała rzekomo przybyć na Ziemię z Gwiazdozbioru Oriona; kierownictwo zakładów kilkakrotnie wysyłało ją na badania psychiatryczne, które jednak niczego nie wykazały). Wiadomo też, iż była domorosłą kosmonautką: szacuje się, iż w latach 2003-2015 odbyła co najmniej kilkanaście nielegalnych lotów w przestrzeń kosmiczną, używając bez zezwolenia złomowanych państwowych rakiet. Po kilku miesiącach produkcji – ponoć jeszcze bardziej straszliwego – specyfiku, Xenna zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach, a do powstałych w celu produkcji badziewia Zakładów Farmaceutycznych w Ałtajsku wkroczyły siły zbrojne Jabłkonii z Edwardem Kiszeckim na czele i rozpędziły towarzystwo. Historia lubi się powtarzać…Czy doczekamy się kolejnego szaleńca, który stworzy kolejną wersję PBO? Oby nie…

PBO a Tonik Językowy

Istnieją teorie twierdzące, jakoby historia Tonika Językowego była w gruncie rzeczy historią zażywania PBO przez autorów bloga, a nawet jakoby cały Tonik w ogóle to było PBO. Znaczy oni naprawdę, autentycznie uważają, że Tonik Językowy fizycznie zbudowany jest z PBO. Że niby jak się wchodzi na Tonik Językowy to nie działa tak jak inne strony na zasadzie normalnego internetu, tylko wszystko jest z PBO zrobione. Debile, nie…

Skład

Swoje wyjątkowe działanie PBO zawdzięcza najprawdopodobniej dwóm substancjom, odkrytym przez Edwarda Kiszeckiego: tarotobinie i kisznowi. Pierwsza z nich to alkaloid pozyskiwany z występującej jedynie na wydmach (za blokiem babci) oraz w tzw. małpim gaju w Szczecinku rośliny o wdzięcznej nazwie Lśnianka Płowa (Luceata nebrida). Podobno dawniej uprawiała ją babcia na swojej działce, ale po przejęciu terenu przez kogoś innego jedynym źródłem pozostały dwa wyżej wymienione miejsca (wydmy, czyli piachy, również zostały w większości zabudowane, zostaje więc właściwie jedynie małpi gaj. Bo to jednak Büller i Ołocika zaczęli tzw. Wojnę Anarchistyczną, prawda prawda. Ale kto był w sumie bardziej znany, Ołocika czy Büller? Mnie się wydaje, że jednak Buller. Byli jeszcze Mish Chamrack i Abott Tishess, ale to już jednak mniej). Drugą substancją znajdującą się tylko i wyłącznie w PBO jest kiszn – radioaktywny pierwiastek o unikalnych właściwościach (więcej TUTAJ).

PBO zawiera w sumie około osiemdziesiąt substancji, więc być może to wyjątkowa kombinacja składników nadaje tej tabletce tak potężne działanie. Oto pełen skład tzw. nowego PBO z procentowym wyszczególnieniem:

Makulatura (substancja wypełniająca) 5%, tarotobina 4%, ekstrakt z dzikiego żeńszenia 3%, ekstrakt z witanii ospałej 3%, ekstrakt z pokrzywy 3%, ekstrakt z mniszka lekarskiego 3%, ekstrakt z dziurawca 3%, ekstrakt ze skrzypu 3%, ekstrakt z piołunu 3%, cukier (nośnik) 3%, sproszkowana ludzka szyszynka 2.5%, wysuszony mocz niedźwiedzi 2.5%, olej cedrowy 2%, olej kokosowy 2%, olejek pichtowy 2%, olejek herbaciany 2%, masło 2%, hemoglobina 2%, chlorofile 2%, butapren (substancja wiążąca) 2%, psylocybina 1.5%, meskalina 1.5%, dimetylotryptamina 1.5%, ibogaina 1.5%, pierzga 1%, pirydoksyna 1%, bufotenina 1%, harmalina 1%, harmina 1%, tetrahydrokannabinol 1%, salwinoryna A 1%, ketamina 1%, fencyklidyna 1%, skopolamina 1%, dekstrometorfan 1%, muscymol 1%, efedryna 1%, amfetamina 1%, kofeina 1%, nikotyna 1%, chinina 1%, tauryna 1%, metylokatynon 1%, metylofenidat 1%, modafinil 1%, fenelzyna 1%, prokaina 1%, kokaina 1%, heroina 1%, metamfetamina 1%, acetaminofen 1%, ibuprofen 1%, kwas acetylosalicylowy 1%, kwas askorbinowy 1%, penicylina 1%, nadtlenek wodoru 1%, soda oczyszczona 0.99%, biały proszek złota 0.99%, zielony proszek złota 0.99%, czerwony proszek złota 0.99%, wapno gaszone 0.5%, potaż żrący 0.5%, soda kaustyczna 0.5%, szkło wodne 0.5%, dimenhydrynat 0.5%, chloroform 0.5%, suchy lód 0.4%, sól gorzka 0.4%, sól himalajska 0.4%, kwas siarkowy 0.3%, kiszn 0.2%, cyjanek potasu 0.1%, tritlenek diarsenu 0.1%, muskaryna 0.1%, hioscyjamina 0.1%, falloidyna 0.1%, α-Amanityna 0.1%, digitoksyna 0.1%, rycyna 0.1%, dietyloamid kwasu D-lizergowego 0.01%, rtęć 0.01%, uran 0.01%, pluton 0.01%.

Nie radzę! Cóż, jedni uważają PBO za alchemiczny geniusz, inni komentują to tak, jak Witold Gmaziowiec, polski chemik naukowiec, wielokrotny kandydat do Nagrody Nobla:

– To po prostu wygląda tak, jakby się dzieciak dobrał do encyklopedii i chciał wymyśleć jakąś tam wielką super-substancję. Nawalone czego popadnie i to ma być już jakaś tam tabletka na wszystko. Po prostu głupota.

Działanie

Przeciwbólowe, hehe.

(kisz)

Reklamy

Gerliin Gaikhaltai Gazar (konstelacja Oriona), u Pani Szady.

Posted in Dziwoląctwo with tags on Grudzień 11, 2017 by tonguetonic

Gerliin Gaikhaltai GazarNaprawdę, jest bardzo atmosferkowo. Wspominaliśmy tamten grudniowy wieczór, kiedy Żelina zapadła w sen zimowy. Dla niektórych z nas była jak matka, inni się w niej podkochiwali, ale nikt nie zniósłby obojętnie myśli, że nigdy już więcej nie poczuje zapachu wnoszonych przez nią do mieszkania cymcurynek (takie ciastko, z cytryną i rodzynkiem na środku, ale bardzo dobre, waniliowe). Poinformowaliśmy więc służbę zdrowia – przyjechali i uno momento czekać mu kazali wuja. Nie powiedzieli, czemu kazali czekać wuja, in uno momento mówili tylko. Wuja mówili, wuja mówili. Wielkie są wuja (wielkie są wuja!), wielkie są wuja osiągnięcia na polu techniki. Naprawdę wielkie osiągnięcia dokonał ten wuja. Co on zrobił, co on zrobił, co zrobił, co robił, co!?

Po prostu doczepią trochę dłuższe uszy i to ma być już że niby ktoś jest z kosmosu – temu podobne słowa wymawiał wujek komentując serial Star Trek. A tu się okazało, że w tym całym kosmosie to rzeczywiście tak wygląda. Pani Szada naprzykład (właśnie wyszła na moment do jakiegoś prodomeksynezonu) jest bardzo piękną kobietą, można ją uznać za niebiańsko atrakcyjną w czysto ziemskich kategoriach – jedynie właśnie uszy ma trochę spiczaste, poza tym niebieskawą skórę i dziwne włosy (tak jakby żywe kable). Kobra zaczyna snuć dywagacje, czy mieszkańcy Gerliin Gaikhaltai Gazar to są w takim razie Ariowie, czy nie. Wujek natomiast wcale nie narzeka, tylko podnosząc hantle wypowiada swoją słynną kwestię z zagubionego niegdyś przez sondę Voyager filmu Proza Niemieckojęzyczna: Gdzie to się tak nawalać…po ryjach, po plecach?

Także naprawdę, jest bardzo atmosferkowo: Pani Szada poczęstowała nas już ciasteczkami i tutejszą herbatą (to po prostu smakuje jak woda z mydłem, roześmiał się wujek kiedy już zostaliśmy na chwilę sami). Przyniosła nam też grudniowy Przegląd senników niezależnych i od razu znaleźliśmy kilka snów które nam się niedawno śniły – między innymi ten z książkami do jogi i Czarną Syberią w wykonaniu Grzegorza Turnaua. Pani Szada właśnie niedługo ma wrócić i będziemy robić dzymalongi (nie wiemy, co to jest). Aha, i cały czas leci tutaj taka muzyczka, ciężko to opisać, to jest taki powtarzalny motyw ale ciągle inaczej grany, można tego słuchać w nieskończoność.

Tak, herbata herbatą (podobno bardzo zdrowa dla ziemian, odmładza od razu o kilka lat!), ale ciasteczka bardzo smaczne, waniliowe, z cytryną i rodzynkiem pośrodku. Z cytryną i rodzynkiem pośrodku…Z cytryną i rodzynkiem…Czyli oni mają tutaj po prostu swoje cymcurynki, powiedział wujek, i od razu zrobiło się dziwnie. To niemożliwe, żeby oni mieli cymcurynki, one nawet w Polsce były tylko w dwóch miejscach: w podwawelskich w Krakowie i stargardzkim Jowiszu. Wujek zmęczonymi od hantli rękoma zaczyna otwierać szuflady, w końcu znajdujemy…dokumenty na jakimś dziwnym hologramie…Pani Szada, pochodzenie ziemskie, dawniej Xenna Żelina Żyworowiej…Coś zaczyna nam się przypominać jak przez mgłę…Przecież kiedy służba zdrowia przybyła na miejsce, stwierdzono zażycie podwójnej dawki PBO…wtedy jeszcze tego nie produkowali, Żelina musiała spreparować to sama…to stąd nazwa tej fabryki w Ałtajsku…wszystko było od początku zaplanowane…

Zaraz…to my skąd tu jesteśmy? Pamiętasz? Wspominaliśmy ten grudniowy wieczór, i nagle uno momento czekać mu kazali wuja. Nagle pojawiły się te słowa i wszystko zaczęło się obracać. My coś przedtem jedliśmy, tak…tam musiało być PBO…to my tu teraz zostaniemy, tak jak Żelina?

Przepraszam bardzo, ja mam takie pytanie: czy teraz nie będzie już normalnych postów, tylko PBO ciągle? Czy to teraz będzie na zasadzie, że niby jest normalny wpis, ale na końcu i tak się okazuje, że to PBO? Naprawdę, wie pan co, ja czytam Tonik od dziewięciu lat, zaraz jak powstał zacząłem, ale już takie głupoty wymyślają, że chyba przestanę całkiem kupować. No autentycznie nie ma już nawet co tam za bardzo ani poczytać, ani pooglądać.

(W sumie, nie jest to taka zła opcja: mamy z powrotem i cymcurynki i Żelinę, tylko z trochę innymi włosami. Tę muzyczkę, co leci, napisał oczywiście Lew Bruxensztajni. Żelina wróciła i wyjaśniła nam wszystko, trochę się na początku gniewaliśmy że się nic nie odzywała i ogólnie na całą sprawę z tym PBO, ale w końcu nas udobruchała i się pogodziliśmy, było trochę łez i trochę śmiechu, pograliśmy sobie w duraka, raz Pani Szada została durakiem, raz ja, a wujek z Kobrą mieli tyłki mokre).

A przepraszam, jak się do tego ma Volga Oxenvint. Przecież to były prawie te same postaci, a i historia jest jakby trochę podobna, prawda?

Tak, Pani Szada, czyli Xenna Żelina Żyworowiej, to również jest Volga Oxenvint, to jest jedna i ta sama osoba. To jest, wie pan, na tej samej zasadzie co Edward Kiszecki i Lew Bruxensztajni – wszystko zależy od tego, jaka dawka PBO została przyjęta.

Ale wie pan co, teraz to już jest pan naprawdę złośliwy. Specjalnie pan to powiedział, żeby było jeszcze więcej PBO, bo napisałem, że mi się nie podoba.

Tak tak, cały Tonik w ogóle jest pod pana robiony, żeby się pan denerwował. Jak się nie podoba to proszę nie czytać, nikogo to nie obchodzi.

(Później, kiedy będę zasypiać, Żelina [teraz jednak woli, aby nazywać ją Szada] szepnie mi do ucha, czy pamiętam, co tam było po wuja mówili. Zaczynam ruszać swoją półrozespaną łepetyną, i nagle do mnie dociera: wielkie są wuja (wielkie są wuja!), wielkie są wuja osiągnięcia na polu techniki…To jest Vuro Yaurta, oczywiście. A więc…więc to skonstruowany przez niego mikroskopijny statek, słynne niezbywalne urządzenie? Czy on o wszystkim wiedział? A więc to nie było PBO…?)

(kisz)

Wróciło PBO. Groza w Zakładach Farmaceutycznych im. Xenny Żyworowiej.

Posted in Dziwoląctwo with tags on Grudzień 2, 2017 by tonguetonic

fabryka PBOTaśmy ciągną się w nieskończoność. Kazali podpisać klauzulę o zgodzie na pracę w szkodliwych warunkach, jednocześnie zapewniając, że zagrożenia żadnego nie ma. Po paru nocach pracownicy przestali pojawiać się na zmianie; rodziny pytane przez telefon o stan zdrowia bliskich odpowiadały chaotycznie głosem tak roztrzęsionym, że kierownikowi pakowaczy odechciało się żyć. Później okazywało się że oni są, ale gdzieś indziej. Gdzieś indziej funkcjonują jakoś, na innych zasadach. Nowy Pyramidon (ochrzczony teraz po wschodniemu Pierwnyj), działa nie przez osiem, ale co najmniej osiemset godzin. Dodali do procesu nowe fazy, m.in. rozłamności rdzeniowo-moczanowej, parzenia owalnego i strzępienia, takiego tam popapraństwa sypią; podobno nawet szkło ołowiowe tam jest i coś wyciągnięte z mózgu. Dają ci niby na taśmę specjalne rękawiczki, ale to jest takie dziadostwo że przez wszystko przejdzie, wchłania się przez skórę. Szmatka na nos przecież też nic nie daje, z tego wychodzi taki brud, to później godzinami cieknie ze skóry, zmiękczone. Do tej pory produkowali tu polopirynę i aspartam – to też się wdychało, ale nie było takich rzeczy. Część personelu przeniesiono żywcem z egipskich zakładów mięsnych w Bydgoszczy. To już właściwie nie są ludzie, to jest coś, to jeszcze żyje. Oni przez kilkanaście lat produkowali stary pyramidon, a teraz będą robić nowy. Jeden młody człowiek myślał, że to będzie dobra zabawa, usunął wszystkie pudełka z taśmy, zażył. Na początku zaczął wrzeszczeć: Przestańcie, to tak nie może być! Tak nie może być! Potem wywlokło mu różne rzeczy ze środka na zewnątrz, ale on się już tylko uśmiechał. Najgorsze, że nie umarł, tylko mu tak zostało. Przebywa teraz pod opieką rządu, podejrzewamy że w jakichś podziemnych laboratoriach. Prosimy, uratujcie nas.              (kisz)

Glucynacje

Posted in Maszynopisy państwowe with tags on Grudzień 1, 2017 by tonguetonic

glucynacje

To jest jak gra w szachy na czas, który minął w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Miejsce, z którego nie można się wydostać: park odpoczynku (a myślał, że epokę siedzenia na ławkach ma dawno za sobą) i ten widok – trzy domki. Kiedy już zziębniesz, idź tylko przed siebie (pamiętasz, żeby się nie oglądać?), jest nieopodal instytut mechaniczno-górniczy, a w środku zebranie komitetu, świetlica, i konwencjonalny pokój. Dostaniesz zapiekane kanapki z serem i sosem musztardowym, choć nie przyniesie ich ten wspaniały dar od społeczności, a raczej ta. Jest zajęta żłopaniem gorącego napoju z piankami. Zapewne się tu urodziła, i być może tutaj wyjdzie za mąż. Jej zwykła, lecz przyjazna budowa ciała oznajmia ci, że będzie dobrą żoną. Nie w tym życiu ani następnym, ale w wieczności wszystko jest możliwe. To dobra ziemia, zakryta częściowo kamieniem i betonem, na których wyrosły hotele, nie prowadzące rezerwacji internetowych (wszystko na karteczki i słowną umowę). Mają spore trawniki, młodzież uprawia sporty, chociaż step i kryształowe jeziora kraju były również wykorzystywane do produkcji alkoholu. Na słońcu jest druga godzina, a na ziemi?          (kisz)

Na świecie powstało nowe państwo. Wydarzenie bez precedensu w nowożytnej historii.

Posted in Obuwie służbowe with tags on Listopad 23, 2017 by tonguetonic

dyktatorW związku z narastającym napięciem na arenie międzynarodowej, Edward Kiszecki postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Doszło do dziejowego ewenementu na skalę światową: z dnia na dzień powstało nowe państwo, chociaż jego twórca odżegnuje się od tego określenia. Jabłkonia, bo tak nazywa się nowo powstały kraj, ma powierzchnię 3698 km2. Lokalizacja kraju na razie utrzymywana jest w tajemnicy. Oto wypowiedź Edwarda Kiszeckiego, założyciela i pierwszego władcy Jabłkonii, dla ludzi na całym świecie (a nie tylko mediów) w sprawie utworzenia nowego kraju.

Jabłkonia jest wolnym krajem wolnych ludzi, nie ma tu żadnego państwa ani panowania. Tymczasowo przyjąłem tytuł władcy. Jakby ktoś nie pamiętał, słowo władać oznacza utrzymywać coś w ładzie. Nie ma to nic wspólnego z jakimś panowaniem nad innymi albo przywłaszczaniem sobie dóbr dla własnych celów. Tytuły są tymczasowe, zrzeknę się ich jak już się ogarniemy ze wszystkim. Póki co mamy kilkudziesięciu mieszkańców i najsilniejszą armię na świecie (ultranowoczesna broń psychotroniczna). Podstawą gospodarki jest uprawa starożytnych odmian jabłoni. Gdzie indziej takich nie znajdziesz, chyba że w głębokiej Rosji. Zresztą: uprawa…same rosną. Mężczyźni noszą u nas porządne brodziska, żeńszyny długie warkocze. Dzieci beztrosko biegają po lasach i polanach. Słowem: normalne życie, a nie jakieś wydziwianie, jak w większości innych krajów. Językami używanymi są wszystkie języki słowiańskie (w tym momencie głównie Polski, Białoruski i Rosyjski), a także sanskryt. Przyjmujemy od ręki każdego obywatela państw słowiańskich i bałtyckich, który ma porządek w głowie i zdrowe poglądy na życie. Obywatele innych krajów, którzy wyrażą chęć zamieszkania u nas, będą poddani trochę ściślejszemu sprawdzaniu.

Jeśli chodzi o plany na arenie międzynarodowej…Od razu po powstaniu nawiązalismy stosunki dyplomatyczne z Rosją i Białorusią, na odpowiedzi z innych krajów słowiańskich, w tym Polski, cały czas czekamy. Acha, stosunki dyplomatyczne nawiązały z nami również Chiny i Korea Północna, mamy już z nimi podpisany traktat o współpracy. Ta Rasa Smoków to bardzo konkretna jest, trzeba przyznać. Kim Dzong Un to w ogóle fajny chłopok, jeszcze młody więc ma czasami różne dziwne pomysły. Zresztą co się dziwić że się popisuje, jak każdy z zachodnich mądrych inaczej nienormalnego z niego robi?

Gdyby nasz kraj utworzył się ponad rok temu, pewnie zmuszeni bylibyśmy rozpocząć interwencję wojskową w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Jednakże w wyniku zwycięstwa Donalda Trumpa w zeszłorocznych wyborach, na razie jedynie nasz wywiad przeprowadzi inwigilację i likwidację amerykańskich środowisk masońskich. Gdzie to, żeby satanizm uprawiać, demonizm i okultyzm dzieciom do szkół wprowadzać? Trzeba rozpędzić to tałatajstwo, może wtedy Trump ruszy z robotą. Jeśli nie – wszystko jest możliwe. Interwencję zbrojną natomiast, i to na dniach, na pewno przeprowadzimy w Izraelu. Co się tam wyprawia, żeby spokoju nie było? Zanim Izrael powstał, to jakoś się to semictwo tam normalnie prowadziło. Gdzie to tak, ileż można. Przeciwko narodowi żydowskiemu nic nie mamy, ale głupkowatego syjonizmu dłużej tolerować nie będziemy. Jesteśmy otwarci na współpracę w tym temacie ze Stanami Zjednoczonymi, być może mieszkańców i infrastrukturę Izraela trzeba będzie fizycznie przenieść do Stanów Zjednoczonych właśnie. Zresztą wiadomo że takie plany już były. Państwa islamskie zaś prawdopodobnie tymczasowo trzeba będzie wziąć w lenno, dopóki się tam towarzystwo nie uspokoi. Gdzie to, żeby spokoju nie było?

No, i oczywiście Ukraina… to blisko, to najprawdopodobniej jutro się podjedzie do Kijowa i rozpędzi to banderowskie tałatajstwo. Rząd się obali, a postmajdanowy element wywrotowy damy do Chin i Korei Północnej na wytrzeźwienie, oni tam wiedzą jak z takimi postępować. Zachodnią Ukrainę podzieli się między Jabłkonię i Białoruś (jakby Polska i Rumunia były zainteresowane to proszę bardzo, ale to w Unii siedzi, to pewnie nie pozwolą). We wschodniej Ukrainie założy się Wolny Kraj Kozacki. To mówię, jutro najwyżej gdzieś tak po dwunastej się podjedzie i załatwi. Później gdzieś czy na jakieś bistro, czy na paszteciki się podjedzie.

W Organizacji Narodów Zjednoczonych złożyliśmy już wniosek o delegalizację Paktu Północnoatlantyckiego. Gdzie to tak, żeby takie popaprane dziadostwo przez prawie siedemdziesiąt lat wiecznie jakieś wojny wywoływało? Przecież ludzie na świecie chcą normalnie żyć, a nie w kółko wojny, bo trzeba zbyt na karabiny znaleźć. Tam już te największe mąciwody, z Wielką Brytanią i Francją włącznie, odszkodowania popłacą. Się zrobią z nich kraje Trzeciego Świata momentalnie, będą im z Somalii paczki wysyłać. Nie żebym im źle życzył, ale jakaś równowaga musi być. Zresztą, jak kosumpcjonizm u nich spadnie, to szybciej wrócą do normalnego, ludzkiego życia w zgodzie z przyrodą.

No i co tam jeszcze… acha, Chiny prosiły nas nawet o interwencję w Zimbabwe, bo to teraz na tapecie, a oni tam sporo interesów mają. Zasadniczo nie jesteśmy tym zainteresowani, to nie są nasze sprawy. No, co ja mogę powiedzieć, tam ten Czarny Naród, podobnie jak w Południowej Afryce, musi się ogarnąć, wrócić do korzeni, do przyrody. A oni udają Anglików i po angielsku koślawo gadają. Chodzą w tych garniturach, zrobili sobie armię i politykę na wzór zachodni, ale strasznie prymitywnie to wszystko im powychodziło… Trzeba tę kolonizację w końcu odrzucić i wrócić do swojego języka, do swojej kultury. A nie wielkie halo i tańce, bo Mugabe ustępuje, nowa era, akurat. Nowy cwaniak chyba. Demokracja… ludzie, jak to nawet u białego człowieka jest pośmiewisko, to teraz sobie wyobraź demokrację u czarnych.

Z przywódcami tzw. Unii Europejskiej (która nota bene również będzie zdelegalizowana) normalnie się pogadać nie da. Dzwoniłem do tego całego Macron, to wielka kurtuazja, srele morele, potem pierwsze co – pyta mnie o prawa mniejszości seksualnych w nowym kraju. To ja się pytam o co mu chodzi z tymi mniejszościami, czy mu chodzi może o ślimaki, bo to mniejsze takie i do tego obojnaki. Mówię, że u nas mają pełne prawa do życia bo ich nie żremy na potęgę jak w tej zakopconej Francji… rozłączył się. Ludzie, oni tam już całkiem powariowali. Ale oczywiście jesteśmy zainteresowani konstruktywną współpracą, szczególnie w sprawie wprowadzania naszych odmian jabłoni do krajów Unii, bo oni tam już praktycznie tylko modyfikowane jabłka jedzą.

Dobra, idę na pole i do lasu zobaczyć, jakaś nowa rodzina z Łotwy ma się osiedlać. Oficjalnym organem prasowym Jabłkonii jest Tonik Językowy, więc przywódców państw tudzież inne osoby zainteresowane współpracą prosimy o kontakt w komentarzach. Niech żyje Jabłkonia i jej piękny wolny naród!          (kisz)

Pogawędki przy szachach

Posted in Rozmaitości with tags , on Listopad 22, 2017 by tonguetonic

szachy w parku– Pana godność?
– Lewandowski. Robert Lewandowski.
– O, to ładnie się pan nazywa.
– A dlaczego?
– No tak jak piłkarz.
– To ładnie?
– No wie pan, kiedyś wszyscy nienawidzili nazwiska Lewandowski, teraz wszyscy kochają, także ja bym się cieszył.
– Co…dlaczego wszyscy nienawidzili?!
– A bo to, wie pan, żydowskie nazwisko, od Lewitów, potomków Lewiego.
– Jakie żydowskie, co pan? To od lawendy jest.
– To by było Lawendowski jak od lawendy.
– No, to się przecież przekręciło po latach, jak wiele innych nazwisk.
– Tak tak, kilku milionom ludzi się przekręciło, akurat.
– Panie, to w takim razie jak kilka milionów Polaków jest Żydami razem ze mną, to i ja mogę być.
– No nie od razu kilka milionów, proszę pana, może paręnaście tysięcy.
– Przecież sam pan powiedział, że kilka milionów.
– Nie kręć, Żydzie…Szach.

(kisz)

 

„Örmöz Dziorkön Bistro Challenge” na Porsche 780 Bruxenlux (wymagane rozszerzenie pamięci Delton)

Posted in Dziwoląctwo with tags on Listopad 21, 2017 by tonguetonic

The Large MilshakeTym razem nie Saturn, tylko Ukraina. W zakładce z napisem top secret jest wszystko: wyniki lotto, ekstraklasa, rozkład jazdy PKP, kurs funta i kurs dolara. Masz też zakładkę źródło (source) – tam z kolei jest sennik, horoskop, mapa Polski i tłumacz. Są dwa tryby, tryb prowadzącego i tryb klienta. Prowadzącemu zasadniczo najciężej jest dbać o higienę w lokalu, klientów dopada świerzb albo łuszczyca. Jak jest diagnoza że żółtaczka to wszystko się zawiesza i trzeba wgrywać od nowa. Grę sponsorowało między innymi Tesco, więc jest tam taka wiocha, że jak sprzedajesz u siebie świeżaki z Tesco to wszystko ci się praktycznie udaje, nawet Sanepid cię nie gania. Z kolei zupa z dyni ściąga na lokal same nieszczęścia – złe recenzje w Kwestia Smaku, zmianę czasu, podwyższenie średniej krajowej, a czasem tzw. nową erę – wtedy zmieniają się znaki zodiaku i wszystko się kićka. Podstawowe pytania jakie można zadać tekstowo to: gdzie jest burza, gdzie jestem, kiedy przelew. Zresztą na youtube jest gameplay więc sobie można zobaczyć. Z kolei jeśli grasz w trybie klienta, to cię pyta o każdy szczegół w grze. Na zasadzie jak chcesz do jakiegoś lokalu jechać, to musisz wklepywać jak dojadę. To ci w ogóle (autentycznie!) najpierw wyświetla umowę kupna sprzedaży samochodu, potem musisz sprawdzić pogodę, potem na pocztę ci przychodzą jakieś śmieszne gazety. Są też takie głupoty że możesz robić ćwiczenia oddechowe to ci wtedy lepiej idzie, albo naprzykład wstrzyknąć sobie botoks nie wiadomo po co. Można wysyłać życzenia ślubne, życzenia urodzinowe, występować w bajkach jako żabka lub biedronka. Tylko wtedy trzeba uważać na tzw. łapacz snów, bo się gra skończy. Acha, gdybyś chciał żeby się zrobiła „śnieżka” (czyli że przy sumie twoich dochodów netto podczas kupna towarów pokazuje się taki znaczek i możesz kupować bez ograniczeń), to trzeba wejść do lokalu Łódź i wklepać hasło środki stylistyczne. Także gra byłaby fajna, ale przekombinowali i za dużo opcji dali.

(kisz + кoБи)

Helston (Kornwalia), pralnia zakładowa.

Posted in Maszynopisy państwowe with tags on Listopad 19, 2017 by tonguetonic

pralnia w helstonNiewidoczne opary detergentów/sterylna woń czyściwa/cząsteczki ozonu bombardują szyszynkę. Wypełnione sztucznością miejsce przyciągnęło cię znowu. Przyznaj się – ty, Kozak z Pomorza, deklarujący powrót do korzeni i lasów, pamiętasz jeszcze cichy inkubator. Tam, choć od maci odcięty, mogłeś planować podbój kosmosu, budować monstrualne mentalne stelaże dla półhodowlanych spodków. W podobne zapachy ubiera się tu piękny personel: Coral, Kensa, Demi. Imiona, które zostawiają w powietrzu odkryte kawałki ciała. Duszy oddać nie chcą, co najwyżej zabierają. A może po prostu robi się tu coraz bardziej bukareszteńsko, ze wspólnymi deklaracjami dobrej pracy, konsumpcyjnym ateizmem i nieomal państwowymi środkami czystości z hipermarketu? Imiona bywają zresztą bardziej pospolite, ale coś musi być w tym holistycznym powiązaniu wszystkiego, bowiem każda Lucy i każda Hannah zawsze są warte uwagi. Nie ma sensu zaprzeczać: bylejakości tłustość już cię oplotła. Jedyny ratunek dla ciebie to surowe zasady moralne, bizantyński śpiew.                    (kisz)

Jak narysować Pikachu

Posted in Rozmaitości with tags on Listopad 16, 2017 by tonguetonic

jak narysowac pikachu i jak rozpoznac raka

Jak się rysuje Pikachu? No normalnie się rysuje, a jak? No najpierw głowa, potem tułów, potem ręce, nogi…Na końcu robisz szczegóły i tyle. To co ty, masz dziesięć czy tam jedenaście lat i Pikachu nie potrafisz narysować? Przecież to małe dzieci rysują, to ty nie potrafisz? To musisz od razu po internecie szukać? No wiesz co…To czego was tam w tej szkole uczą? Posyłają rodzice do tych szkół nie wiadomo po co, siedź dzieciaku w kieracie codziennie po osiem godzin, a on potem jak inwalida nie potrafi narysować normalnie. To po co do tych szkół ganiasz? Żeby potem po wielce dobrej szkole iść na wielce dobre studia? A potem co, wielce dobra praca, tak? Najlepiej w banku lub korporacji dobrze się rozwijającej, a jak już doktor (co to ludzi chemią zabija) albo prawnik (co to degeneratów broni), to już Pana Boga za nogi, tak? A potem co? Dobry dom starców i dobry cmentarz. No pogratulować życiorysu i pomyślunku, naprawdę, szczyt możliwości dla człowieka. Już mówię że nic tylko lać i patrzeć czy równo puchnie. Dziesięć metrów przede mną.

Co? Że do serii ma być jak rozpoznać psychopatę? Nie, nie psychopatę, jak rozpoznać raka, tak? Acha…to w sumie nie jest taka prosta sprawa, wiesz. Bo naprzykład są dwie osoby. I jedna lubi pizzę taką tylko żeby była gorąca, podgrzana dobrze, a druga chce żebyś jej wypiekł na węgiel prawie, rozumiesz, kiełbasa żeby była taka już podsuszona i brzegi mocno zbrązowiałe czy niemalże prawie czarne. I podobnie te osoby będą mieć z jajecznicą: jedna będzie chciała taką luźną, że rozumiesz białko ledwo ścięte a żółtko prawie pływa, a druga chce żeby to wysmażyć na sucho, że już na patelni przypalone powoli zostaje. I wiesz, teraz otwierasz jedną książkę to ci napiszą że ta co lubi mało wypieczone to jest zdrowa, bo bliżej surowego jest, a ponadto ma w sobie dużo energii ognia (posiada silną wolę, dużo przebywa na słońcu, itp.) i już nie potrzebuje tego ognia z jedzenia ciągnąć. A otwierasz drugą książkę i tam tak stoi: jeśli osoba spożywa dobrze wypieczone, wysmażone pokarmy oznacza to, iż posiada w ciele dużą ilość ognistej energii i jest z nią oswojona, toteż może sobie pozwolić na spożywanie pokarmów o wysokiej zawartości ognia. Taka osoba raczej nie będzie chorować. Natomiast osoby słabe, wątłe, chorowite, nie będą chciały spożywać dań ‚ognistych’, gdyż ich system energetyczny po prostu by tego nie wytrzymał; będą jeść wodnistą, niedogotowaną strawę, niewymagającą przegryzania i łagodną dla przełyku, a im dalej w życie, tym bardziej będzie ich ciągnąć do rozmaitych papek.

A doktor? Doktor to ci w ogóle nic nie powie, tylko tak cię będzie ganiać: tu pani pójdzie, tam się pani prześwietli, potem pani przyjdzie, potem pani to, potem tamto. Tu „nie wiemy jaka jest przyczyna”, tu „prawdopodobnie są jakieś zmiany”, tam „prawdopodobnie jest to złośliwe”. I tak ganiaj od jednego do drugiego z przerażeniem i nadzieją w oczach, a na końcu cię mądry do kostnicy odeśle. A co mu tam, przecież nauka leczy parę procent przypadków, to się w statystyce zmieści. On tam ma pięćdziesięciu paru innych pacjentów co na wielką łaskę czekają. No, ale jak ktoś się nie wyleczy z raka pijąc wodę utlenioną to będzie wielka afera: ciemnogród, szarlatan, ludzie przez niego umierają.

To nie ma co (jak mawiał Kantor)!                                             (kisz)

Zza mgły i świateł

Posted in Atmosferka with tags on Listopad 13, 2017 by tonguetonic

wizjaByłem bardzo mały, leżeliśmy w kojcu i zobaczyłem. Twarz z długą brodą, to Trehlebow był. On już wtedy mi powiedział o Przodkach, mówił że do trzydziestego czwartego roku życia mogę sobie trochę folgować, ale później mam się za siebie wziąć, od listopada, więc się biorę. Ty wtedy zasypiałeś i dzwoniły jakieś zielone bąbelki. Trehlebow orzekł że to dobrze, że przebywasz w światach przyczynowych, wśród Przodków. Powiedział jeszcze, że w przyszłości odkryję jakiś nowy alkaloid, tarotobinę, i ogólnie żeby się nie przejmować bo wszystko dobrze się ułoży. I ja to wszystko przez całe życie chciałem innym powiedzieć, ale nikt mnie nie słuchał.                (kisz)