Archiwum dla archetypy

Dobre życie, wariant trzeci: kosmosada.

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Czerwiec 12, 2017 by tonguetonic

Osiedle Kosmonautów

Wirujemy w rytm dziecięcych gwiazd pląsów – my, mieszkańcy Osiedla Kosmonautów. Boso chadzamy do przyjaciół w gości. Rozebrano budynek zarządu spółdzielni inwalidów; z cegieł zbudowaliśmy drukarnię starych polskich książek. Strzelisty posąg głowy Gagarina, śmiałka, który pierwszy udał się śladami Przodków, czuwa nad nami w betonowym kasku. Mikrofon u ust tętni ciszą nieba! W przedszkolu pociechy hodują bohaterskie łajki, służące surową zimą za zaprzęg. Słońcem oblane warzywne ogrody sypie się nocą pyłem księżycowym, by korzenie rzodkwi głębią aksamitu lśniły. Mamy lokalny, Szachowy Dom Kultury „Orbita”, gdzie pod okiem eleganckich, lecz brodatych mędrców dorastają przyszli arcymistrzowie. Mamy tu wszystko w naszym wielkim parku: krawca, plac zabaw, biblioteki, Herbapol. Bloki błękitnoszare jak morze, automaty do mleka, automaty do mleka, automaty do mleka.

кoБи

Reklamy

Zmącenie dobrego życia w NRD przez insekty

Posted in Opowieści dawnej treści with tags , , on Czerwiec 7, 2010 by tonguetonic

Sowieckie bo tak mówili, że przylazły przez Polskę z laboratoriów w Charkowie. Zarastają pod skórą chowając tułów w tkankę mięśniową. Większość zaatakowanych myśli, że szkło się dostało albo w szpitalu coś zaszyli. Po niefachowym wyjęciu paskudztwo niestety zaszywa się w domowych kątach, jest prawie niemożliwe do złapania czy zadeptania. Specktermann poważnie martwi się faktem, że dostał izów sowieckich. Jeden na łokciu, drugi na pięcie. To gorsze niż kurzajki. Budowa ziarnista, w organizmie rozprzestrzenia się momentalnie. A wszystko tak pięknie było: nowa narzeczona, praca w bibiotece, kwity na mieszkanie, paragony na chleb, talony na trabanta. Tego popołudnia na kawę przyjdzie koleżanka narzeczonej, przyniesie ze sobą jego ulubione klawisze. Niestety, atmosferka pozostanie całkowicie zmącona.          (kisz)

Dobre życie, wariant drugi: fratomique.

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Maj 12, 2010 by tonguetonic

Francja, początek lat 80-tych, jakieś większe miasto, dajmy na to Lyon albo Bordeaux. Wiaterek sobie wieje rozumiesz, ty pozujesz dla wysyłkowych sklepów z ciuchami, a ja jestem fizykiem jądrowym. Pracuję w instytucie, codziennie w normowanym czasie pracy spotykamy się na kawie w centrum miasta, do którego wozimy się Citorenem BX. Parkujemy na takim piętrowym parkingu, i to wszystko razem wygląda jak platforma stacji orbitalnej ze Szprycjana i Fantazjo w kosmosie. Wiaterek sobie wieje, Jean Michelle Jarre wydał właśnie Zoolooka, i popołudniami słuchamy tego w kółko na przemian z Dalidą. W salonie mamy tapetę z funkcją gęstości prawdopodobieństwa napotkania elektronu atomu wodoru dla pierwszych liczb kwantowych. Rozbierając cię z pachnących wysyłkowymi perfumami wysyłkowych ciuchów opowiadam ci o reaktorach, żyjemy sobie w takim kosmiczno-mikroskopowym światku à la było sobie życie.          (kisz)

Dobre życie, wariant pierwszy: mazolilium.

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Kwiecień 13, 2010 by tonguetonic

W jakimś średnim mieście w Polsce, powiedzmy na Mazowszu, ty jesteś pielęgniarką, dobrą pielęgniarką, a ja jestem podrzędnym literatem. Ty jesteś katoliczką, więc mamy wszystkie sakramenty i chodzimy w niedzielę i kościelne święta do kościoła. Nad naszym łóżkiem wiszą ryngrafy z wizerunkiem Matki Boskiej, które dostaliśmy na okazję chrztu. Ty jesteś dobrą katoliczką i dobrą pielęgniarką, pracujesz w państwowym szpitalu. Pacjenci cię kochają. Dzięki tobie czują się lepiej, gdyż dzięki samej twojej obecności ich stan zdrowia ulega poprawie. Jesteś wspaniałą i bardzo dobrą osobą, chociaż nie zdajesz sobie z tego sprawy. Ja mógłbym nie być katolikiem, ale dla ciebie mogę nim być, więc nim jestem. Ty masz na mnie dobry wpływ, dzięki tobie staję się lepszym człowiekiem. W naszym mieście funkcjonują duże zakłady, dzięki którym ludzie mają pracę: Zakłady Urządzeń Odpylających i Wentylacyjnych „Rawent”, fabryka urządzeń odlewniczych „Fumos”, zakłady transformatorów radiowych „Zatra”. Ja jestem podrzędnym literatem i okresowo miewam rubryki w lokalnych gazetach, piszę broszurki dla dzieci na użytek pobliskiego przedszkola. Ty jesienią nosisz płaszcze. Znasz język francuski i wieczorami czytujesz francuskie książki. Przyrządzasz dobre obiady na podstawie przepisów z książek Ireny Gumowskiej. Ja wtedy patrzę na twoje dobre dłonie.          (kisz)