Archiwum dla geometria na wesoło

Wydmy, ale nie piachy, Fokus 17.

Posted in Rozmaitości with tags on Czerwiec 29, 2018 by tonguetonic

wydmyMarcepanowy kulebiak, kokosowy okoń! – krzyknąłeś, zabrakło sensownych wyrażeń na opisanie takiego odkrycia. Rozpraszając migotliwe emanacje, rozbita sfera przyciągała niczym kosmiczne łożysko opuszczone na ziemię. Ojciec przybiegł po dziewięciu sekundach i również zgłupiał: Synu, znalazłeś połamańca, twoje dziecko będzie mańkutem! Byliby tak dyszeli jeszcze dłużej z wytrzeszczonymi oczyma, gdy nagle rozległ się niski, radiowy męski głos. Zbliż się do elewatora, zobrazuj punkt odniesienia. Uświadomili sobie, że wykonują przecież ćwiczenie z nagrań przyniesionych od wujka. Jak to łatwo zasnąć przy tych dudnieniach różnicowych, synu – rzekł ojciec, i ruszył w stronę tajemniczej konstrukcji. Tobie się wtedy przypomniało: trzeba wziąć kryształ, bez niego można się zgubić i mieć problemy z powrotem. A co, jeśli zaczną się wiry w niebie, jeśli zacznie cię wciągać do góry!? Spojrzałeś na roztaczające się wokół morze traw, w oddali poruszały się jakieś postaci. Poszedłeś za ojcem bez kryształu.             (kisz)

Reklamy

Gerliin Gaikhaltai Gazar (konstelacja Oriona), u Pani Szady.

Posted in Dziwoląctwo with tags on Grudzień 11, 2017 by tonguetonic

Gerliin Gaikhaltai GazarNaprawdę, jest bardzo atmosferkowo. Wspominaliśmy tamten grudniowy wieczór, kiedy Żelina zapadła w sen zimowy. Dla niektórych z nas była jak matka, inni się w niej podkochiwali, ale nikt nie zniósłby obojętnie myśli, że nigdy już więcej nie poczuje zapachu wnoszonych przez nią do mieszkania cymcurynek (takie ciastko, z cytryną i rodzynkiem na środku, ale bardzo dobre, waniliowe). Poinformowaliśmy więc służbę zdrowia – przyjechali i uno momento czekać mu kazali wuja. Nie powiedzieli, czemu kazali czekać wuja, in uno momento mówili tylko. Wuja mówili, wuja mówili. Wielkie są wuja (wielkie są wuja!), wielkie są wuja osiągnięcia na polu techniki. Naprawdę wielkie osiągnięcia dokonał ten wuja. Co on zrobił, co on zrobił, co zrobił, co robił, co!?

Po prostu doczepią trochę dłuższe uszy i to ma być już że niby ktoś jest z kosmosu – temu podobne słowa wymawiał wujek komentując serial Star Trek. A tu się okazało, że w tym całym kosmosie to rzeczywiście tak wygląda. Pani Szada naprzykład (właśnie wyszła na moment do jakiegoś prodomeksynezonu) jest bardzo piękną kobietą, można ją uznać za niebiańsko atrakcyjną w czysto ziemskich kategoriach – jedynie właśnie uszy ma trochę spiczaste, poza tym niebieskawą skórę i dziwne włosy (tak jakby żywe kable). Kobra zaczyna snuć dywagacje, czy mieszkańcy Gerliin Gaikhaltai Gazar to są w takim razie Ariowie, czy nie. Wujek natomiast wcale nie narzeka, tylko podnosząc hantle wypowiada swoją słynną kwestię z zagubionego niegdyś przez sondę Voyager filmu Proza Niemieckojęzyczna: Gdzie to się tak nawalać…po ryjach, po plecach?

Także naprawdę, jest bardzo atmosferkowo: Pani Szada poczęstowała nas już ciasteczkami i tutejszą herbatą (to po prostu smakuje jak woda z mydłem, roześmiał się wujek kiedy już zostaliśmy na chwilę sami). Przyniosła nam też grudniowy Przegląd senników niezależnych i od razu znaleźliśmy kilka snów które nam się niedawno śniły – między innymi ten z książkami do jogi i Czarną Syberią w wykonaniu Grzegorza Turnaua. Pani Szada właśnie niedługo ma wrócić i będziemy robić dzymalongi (nie wiemy, co to jest). Aha, i cały czas leci tutaj taka muzyczka, ciężko to opisać, to jest taki powtarzalny motyw ale ciągle inaczej grany, można tego słuchać w nieskończoność.

Tak, herbata herbatą (podobno bardzo zdrowa dla ziemian, odmładza od razu o kilka lat!), ale ciasteczka bardzo smaczne, waniliowe, z cytryną i rodzynkiem pośrodku. Z cytryną i rodzynkiem pośrodku…Z cytryną i rodzynkiem…Czyli oni mają tutaj po prostu swoje cymcurynki, powiedział wujek, i od razu zrobiło się dziwnie. To niemożliwe, żeby oni mieli cymcurynki, one nawet w Polsce były tylko w dwóch miejscach: w podwawelskich w Krakowie i stargardzkim Jowiszu. Wujek zmęczonymi od hantli rękoma zaczyna otwierać szuflady, w końcu znajdujemy…dokumenty na jakimś dziwnym hologramie…Pani Szada, pochodzenie ziemskie, dawniej Xenna Żelina Żyworowiej…Coś zaczyna nam się przypominać jak przez mgłę…Przecież kiedy służba zdrowia przybyła na miejsce, stwierdzono zażycie podwójnej dawki PBO…wtedy jeszcze tego nie produkowali, Żelina musiała spreparować to sama…to stąd nazwa tej fabryki w Ałtajsku…wszystko było od początku zaplanowane…

Zaraz…to my skąd tu jesteśmy? Pamiętasz? Wspominaliśmy ten grudniowy wieczór, i nagle uno momento czekać mu kazali wuja. Nagle pojawiły się te słowa i wszystko zaczęło się obracać. My coś przedtem jedliśmy, tak…tam musiało być PBO…to my tu teraz zostaniemy, tak jak Żelina?

Przepraszam bardzo, ja mam takie pytanie: czy teraz nie będzie już normalnych postów, tylko PBO ciągle? Czy to teraz będzie na zasadzie, że niby jest normalny wpis, ale na końcu i tak się okazuje, że to PBO? Naprawdę, wie pan co, ja czytam Tonik od dziewięciu lat, zaraz jak powstał zacząłem, ale już takie głupoty wymyślają, że chyba przestanę całkiem kupować. No autentycznie nie ma już nawet co tam za bardzo ani poczytać, ani pooglądać.

(W sumie, nie jest to taka zła opcja: mamy z powrotem i cymcurynki i Żelinę, tylko z trochę innymi włosami. Tę muzyczkę, co leci, napisał oczywiście Lew Bruxensztajni. Żelina wróciła i wyjaśniła nam wszystko, trochę się na początku gniewaliśmy że się nic nie odzywała i ogólnie na całą sprawę z tym PBO, ale w końcu nas udobruchała i się pogodziliśmy, było trochę łez i trochę śmiechu, pograliśmy sobie w duraka, raz Pani Szada została durakiem, raz ja, a wujek z Kobrą mieli tyłki mokre).

A przepraszam, jak się do tego ma Volga Oxenvint. Przecież to były prawie te same postaci, a i historia jest jakby trochę podobna, prawda?

Tak, Pani Szada, czyli Xenna Żelina Żyworowiej, to również jest Volga Oxenvint, to jest jedna i ta sama osoba. To jest, wie pan, na tej samej zasadzie co Edward Kiszecki i Lew Bruxensztajni – wszystko zależy od tego, jaka dawka PBO została przyjęta.

Ale wie pan co, teraz to już jest pan naprawdę złośliwy. Specjalnie pan to powiedział, żeby było jeszcze więcej PBO, bo napisałem, że mi się nie podoba.

Tak tak, cały Tonik w ogóle jest pod pana robiony, żeby się pan denerwował. Jak się nie podoba to proszę nie czytać, nikogo to nie obchodzi.

(Później, kiedy będę zasypiać, Żelina [teraz jednak woli, aby nazywać ją Szada] szepnie mi do ucha, czy pamiętam, co tam było po wuja mówili. Zaczynam ruszać swoją półrozespaną łepetyną, i nagle do mnie dociera: wielkie są wuja (wielkie są wuja!), wielkie są wuja osiągnięcia na polu techniki…To jest Vuro Yaurta, oczywiście. A więc…więc to skonstruowany przez niego mikroskopijny statek, słynne niezbywalne urządzenie? Czy on o wszystkim wiedział? A więc to nie było PBO…?)

(kisz)

Helston (Kornwalia), pralnia zakładowa.

Posted in Maszynopisy państwowe with tags on Listopad 19, 2017 by tonguetonic

pralnia w helstonNiewidoczne opary detergentów/sterylna woń czyściwa/cząsteczki ozonu bombardują szyszynkę. Wypełnione sztucznością miejsce przyciągnęło cię znowu. Przyznaj się – ty, Kozak z Pomorza, deklarujący powrót do korzeni i lasów, pamiętasz jeszcze cichy inkubator. Tam, choć od maci odcięty, mogłeś planować podbój kosmosu, budować monstrualne mentalne stelaże dla półhodowlanych spodków. W podobne zapachy ubiera się tu piękny personel: Coral, Kensa, Demi. Imiona, które zostawiają w powietrzu odkryte kawałki ciała. Duszy oddać nie chcą, co najwyżej zabierają. A może po prostu robi się tu coraz bardziej bukareszteńsko, ze wspólnymi deklaracjami dobrej pracy, konsumpcyjnym ateizmem i nieomal państwowymi środkami czystości z hipermarketu? Imiona bywają zresztą bardziej pospolite, ale coś musi być w tym holistycznym powiązaniu wszystkiego, bowiem każda Lucy i każda Hannah zawsze są warte uwagi. Nie ma sensu zaprzeczać: bylejakości tłustość już cię oplotła. Jedyny ratunek dla ciebie to surowe zasady moralne, bizantyński śpiew.                    (kisz)

Yako taki takoyaki (Osaka).

Posted in Rozmaitości with tags on Listopad 4, 2017 by tonguetonic

yako taki takoyakiDobrze córciu, to byśmy byli. Co, to gdzie najpierw? Do lokalu, tak? Dobra, to pójdziemy do restauracji. O, tam jest taki szyld, po japońsku „takoyaki” stoi. No, to są takie smakołyki ichnie, będą ci córcia smakować. Trzymaj mnie za rączkę, córuś, bo tu pełno człowieka. Mnożą się te Japońce, bo to i pracowite, i zdrowo się odżywia. No chodź, chodź. O, już wchodzimy. Co? Fuj? Rybą śmierdzi? No czekaj, jak już weszliśmy to może usiądziemy. Halo! Przepraszam, można tu usiąść czy trzeba czekać na wskazanie stolika?! Przepraszam?! E, chyba nie słyszą. Dobra, to tu usiądziemy. To czekaj córcia, co byśmy wzięli…Znaczy, tutaj tylko takoyaki mają. Aha, bo to jest opiekana ośmiornica, a ty mięsa nie lubisz. Czekaj, no może wegetariańskie robią. Trzeba zapytać bo tu na tej karcie to mało co jest, a poza tym tych ich krzaczków to się nie rozczyta. Halo! Kelner!? Kiudzi! Kiudzi?! O, ktoś do nas idzie. Co on mówi, nie mam pojęcia…Może coś się pyta. Takoyaki niku naszi. Niku naszi! Da, da. Chyba nie rozumie. Nie wiem, czy on się denerwuje na nas czy co. Patrz, coś nam palcami pokazuje. Dobra, pokiwałem mu że tak. No, przynajmniej sobie poszedł.

Może coś nam zaraz przyniosą. Tak tak, później pójdziemy na jakieś lody bo tu chyba nie mają. No chyba że z ośmiornicy lody, hehe. Oo, coś chyba do nas idzie. Co on tu przynosi…Wiem córcia że nie będziesz tego jadła, wiem, ale dobra, niech już postawi na stole, a zaraz coś innego weźmiemy. Arigato go zaimaszita, spasiba. A, bo to nam podwójne porcje dali. Dobra, to ja jakoś to zjem. A dla ciebie może frytki zamówimy, tylko czy tu mają frytki. Kiudzi! Kiudzi! Nic się nie dzieje. Sutaffu! Kurcza, trzeba się wydzierać bo strasznie tu głośno. Sutaffu! O, znowu ten sam do nas idzie. To poproszę o frytki. Furaido poteto pażałsta. Da, no, długie takie, da. Chyba zrozumiał. Czekaj, już wraca. Co on do nas niesie? Co on nam całą ośmiornicę przywlókł? Co? Ikayaki? Hehe, o co mu chodzi, chce nam kajaki wcisnąć? Co? Aha, to kalmar, że robią też smażone kalmary. Nie nie, my tego nie bierzemy, dziękujemy. De wa arimasen, danke schon, zabrać. Paszła, paszła won. Kurcza, rękami coś zaczął wymachiwać. Poszedł. Dobra córcia, to ja wyjem środki, a tobie dam samo ciasto, może być? Co? Że mięsa dotykało? Ale to nie mięso, to ośmiornica…No dobra to czekaj, zjem parę i idziemy. No, nie takie złe te takoyaki. Czekaj córcia, teraz jakiś inny do nas idzie, chyba jakiś ważny. Byłby numer jakby nas wywalili. Na razie się uśmiecha. No nie, nic kompletnie nie rozumiem co mówi. Ty coś rozumiesz? Wy coś tam w szkole mieliście japońskiego? Tłumaczy coś i tłumaczy, kłania się, ale ni w ząb zroumieć nie idzie. Też poszedł, a zadowolony z siebie że hej. No nic, kończę tę ośmiornicę i idziemy na lody. Co?! Znowu coś niosą, zdurnieli do reszty?! To co teraz będzie, smażona małpa? No dobra kitajcu, nie kłaniaj się tylko powiedz coś przyniósł. Aaa, patrz, to jeszcze co innego jest, to je okonomiyaki. To takie, o, placki, a w środku nawalone co popadnie. Czekaj córcia, to chyba mięsa nie zawiera. Da, da, bedzitarian, da, spasiba. Patrz, zrozumieli w końcu że bedzitarian przyszedł. Co, może być? Dobre? No to fajnie. Może tu jeszcze na kolację wrócimy, to sobie te kajaki wezmę, hehe.

Ołaa, dobra, to byśmy mieli pojedzone…To idziemy. Uff, przynajmniej tu świeże powietrze na zewnątrz. Znaczy świeże to za dużo powiedziane, ale jest. Patrz córcia, jak się tak zrobi z oczami to wyglądamy jak Japończyki.               (kisz)

Udry, gdzieś w Krakowie.

Posted in Maszynopisy państwowe with tags on Październik 26, 2017 by tonguetonic

udry gdzies w krakowieZnowu chcieliśmy zataczać jogiczne kręgi. Znowu nie znaleźliśmy matematycznego wzoru na objętość ognia w naszym ciele – okazało się, że na razie zbyt wiele się go w nim nie pomieści; znowu nam się nie udało przyjąć postawy doskonałej sanskryckiej ligatury. Nasze sznurówki już krzyczą i płaczą, i chcą się poddać, dajcie nam znak, tak mówią. Gdzieś pod tym wszystkim w nas jest coś, co leży spokojnie i widzi, że Słońce wschodzi i zachodzi, i każe nam to coś podlewać kwiaty i oddychać, i przypomina, że jutro też będzie teraz. Dlatego zmienimy znowu buty i zaczniemy liczyć, wypatrywać aureoli świętego na rynku, choćby koło samsary miało się jeszcze sto razy błędnie obrócić. Czeka na nas wygodne łóżko, w którym mamy się zjednoczyć.           (kisz)

Mścice, obrzeża kombinatu paszowego.

Posted in Maszynopisy państwowe with tags on Październik 19, 2017 by tonguetonic

kombinat paszowyDyktator Ceausescu dopala zapasy tytoniu, pomarła już reszta półbogów drzewiejących czasów. Blade jęzory fabrycznych wyziewów zlizują z powietrza ostatki słowiańskiego dobrosąsiedztwa; w księgarniach i kioskach Ruchu ostatnie radzieckie pozycje. Stąpamy po trawach ni zielonych, ni żółtych, przyroda zawiesiła swe sądy. W rytm elektrostatycznych trzeszczeń podziwiamy rozległe przestrzenie rolniczych poligonów, tereny doskonałe na miejsce astralnych spotkań z wujaszkiem. Zakaz fotografowania.

(kisz)