Archiwum dla mnogo krasawic

Błogosławiona poligamia słowiańskiego Rodu

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Grudzień 8, 2016 by tonguetonic

aryjska-poligamia

Żeńczyn w długich spódnicach, mężczyzn z brodami bujnymi jak puszcza. I jeszcze poligamii nam się zachciewa. Ano, zachciewa się. Wszak Przodki nasze poligamiją stali, rodziny w siłę rosły. Jednożeństwo dopiero chrześcijany zaprowadziły, stąd nazwano toto: małżeństwem, takim ot, małym. A to je nie nasze, nienormalne to, niemoralne. Żon kilka to żaden islam, panie, to nasze dawne, zdrowe obyczaje. Czemuż to wielożeństwo służyć ma? Ano temuż.

I przymusu poligamii drzewiej nie bywało. Komu jedna żona pasowała, toć i dobrze. Mężczyźni jednakowoż z natury swej – poligamiczni. A żeńczyny – monogamiczne: harmonijnie się to, akuratnie składa. Pierwsza rzecz: najlepsze potomstwo za sprawą poligamii zachodzi. Żeńczyny mogą bowiem wybierać mężów najznakomitszych, nie bacząc, czy oni już poślubieni. No jakże to – ma dziewica nadobna i mądra z braku laku za łajdaka wyjść, bo szlachetni pozajmowani? Przeto najwartościowsi powinni najwięcej potomstwa spłodzić, białogłowy i dzieci ku Bogu prowadzić.

Drugi pewnik: moc męska przy wielu żonach pomnożona zostaje. Bowiem przy dwóch żonach podwójnym mężczyzną trzeba stać się, a przy trzech – potrójnym. Tedy silnych, potężnych mężów mamy, ziemie nasze, naród nasz bezpieczny. Natchnienia taki mężczyzna ma zawsze w nadmiarze, do czynów wielkich go przyzywającego. Wszak dla żeńczyn my wszystko czynim, w ich imię wszystkie starania nasze.

Znajdą się ku wielożeństwu trzecie argumenta: żeńczynie naonczas w radości i szczęściu żyć mogą. Krąg przyjaźni między nimi nierozerwalny się zawiązuje, jakiego gdzie indziej nie uświadczysz. Powinności domowe razem z uśmiechem upływają, w rozmowie. I służą swemu wybranemu żeńczyny, i życie rodzinne krzepkie – ej, wesołe jest! Nigdzie tam samotności ni marazmu ni ma, gdzie spojrzysz – żywot wre dokoła. I patrzą żony z miłością na lubego swego i dorodną dziatwę.

Żeńska moc to miłość najczystsza, to najsilniejsze, co istnieć może. Kiedy jej w bród – codzienność rwącym błogosławieństw potokiem. Kiedy ona, jak dziś, porcjowana, dawkowana, wydzielana, hamowana – marne pociechy w egzystencyi takiej.

Tego polskiemu, słowiańskiemu narodowi trzeba – powrotu do zwyczajów naszych. W których nie zazdrość, nie przywłaszczanie panuje, a jedność i doskonałość przyrodzona. Ze słowiańskim pozdrowieniem

кoБи