Archiwum dla szkolny kocioł

Listy do Francji, cz.XX: ciosy na Tekkena

Posted in Atmosferka with tags on Październik 22, 2017 by tonguetonic

edward kiszecki jako usagi yojimboJeszcze przed paroma dniami ze łzami w oczach pękał ze śmiechu, naśladując sposób poruszania się Pawła Chućki – ten bowiem tyle czasu spędził w salonach gier na durnowatych street fighterach i innych mortal kombatach, że nie potrafił już praktycznie normalnie chodzić. Jednakoż po niedzieli Łukasz Kotłowicz („Kocioł”) wrócił do szkoły dziwnie odmieniony. Nie wykazywał żadnej chęci do przeprowadzenia analizy komedii wyemitowanej w sobotę wieczorem, a pierwsze co zaczął szwędać się po korytarzach z Chućkiem właśnie. W klasowej społeczności wzbudziło to niejakie zdumienie, Adam Makarowski („Malma”) jął się jawnie z Kocioła naigrawać – do niedawna bowiem towarzystwo Pawła Chućki uchodziło w naszej komitywie za rzecz poniżej poziomu. Mnie natomiast cała sprawa dziwnie zasmuciła; postanowiłem pomóc koledze w odzyskaniu normalnej tożsamości, utraconej w wyniku przyczyn niepoznanych a zapewne niezwykłych. Udawszy, że załatwiam sprawy biblioteczne, kręciłem się po szkolnych zaułkach, próbując podsłuchać treść prowadzonych przez dziwaczny duet rozmów. Niewiele udało mi się zasłyszeć, ale wydobyłem z szumu konwersacji rzecz jak mi się wydało najbardziej istotną, a zawierała się ona w trzech kretyńskich słowach: ciosy na Tekkena. A więc to jest to złoto gierkowców, ciosy. Postanowiłem – może nie za wszelką cenę, ale za cenę wysoką – ciosy owe zdobyć.

Wyruszyłem jeszcze tego samego popołudnia. Jako wehikułu użyłem niezawodnego komputera domowego, Commodore 64. Z początku myślałem o Inter Karate, ale pózniej lepsza wydała mi się gra Usagi Yojimbo. Ku memu zdziwieniu, w wirtualnym świecie spikselizowanej animacji przybrałem postać dorosłą. Wygląd mój w wieku dwudziestu lat naprzód – z brodą, zakolami i zmęczoną twarzą – przeraził mnie zrazu i zasępił, ale zdecydowałem szybko się ogarnąć i zrealizowac zamierzony cel.

Rozejrzałem się po okolicy – było nadzwyczaj przyjemnie, rzekłbyś: atmosferka. Polany, drzewa, gdzieniegdzie kręcący się chłopi, jakaś orientalna jadłodajnia…Zacząłem więc wypróbowywać wszystkie możliwe kombinacje ruchów dżojstikiem. Ni stąd ni zowąd, w mych rękach pojawił się miecz, co spowodowało nagłą przemianę zamiatającego drogę wieśniaka w atakującego ninja. Po kilku machnięciach mieczem została z niego unosząca się w powietrzu czaszka, a mnie ubył tylko jeden kwadracik energii. Poszedłem dalej – kolejny wieśniak. Atakować, myślę, czy nie atakować, a tak w ogóle, w jaki sposób zamierzam zdobyć ciosy na Tekkena, skoro jestem w Usagi Yojimbo na C64? Chyba jednak tego nie przemyślałem. Pokłoniłem się tylko wieśniakowi i postanowiłem przejść całą grę, aż do tego zachodzącego słońca. Do końca jednak nie dobrnąłem, ponieważ załatwila mnie banda ninja. Poczułem, jak moje wirtualne ciało, które otrzymałem na czas podróżny, rozpada się na dziesiątki pikseli i rozprasza w układach scalonych starodawnego urządzenia…

Następnego dnia w szkole, widząc, że znajomość Chućki z Kociołem nabiera znamion patologicznej przyjaźni, podszedłem do nich i zacząłem blefować, jakobym znał wszystkie ciosy na Tekkena, gdyż mój starszy kuzyn w to gra i ma je zapisane na karteczce. Chućko i Kocioł wybuchnęli tylko śmiechem (Kocioł, masując nadgarstek, o mało co się nie popłakał). Okazało się, że nie chodziło im o ciosy na Tekkena, ale o kody do Tekkena.

Na szczęście, pod koniec tygodnia Kocioł powrócił do normalnego stanu – Paweł Chućko począł się bowiem kolegować z Kamilem Bobkiem, jako że ten podbierał matce pieniądze z kasetki, po czym przynosił do szkoły i wydawał na czipsy i słodycze.          (kisz)

Reklamy