Fantastyczne popłuczyny: W Pierścieniu Zeykenów IV

Posted in Zupełnie jak by to powiedzieć serio tagi on Luty 8, 2010 by tonguetonic

Przy arterii wegetowały dorodne piołuny, które Triespo obsesyjnie pozbawiał kwiatostanów, by upajać się zostającym na dłoniach cierpkim zapachem. Dziecko zdawało się nic nie ważyć. – Mogę z nim nawet chodzić po linie – pomyślał i zaczął pogwizdywać melodię którejś z oklepanych arii operetkowych. A Kawwiv co kilka sekund obracał głowę w inną stronę, przyglądając się nienapotkanym dotąd roślinom, dziwnym stworom o kulistych nogach oraz – nieznanym także Triespu – popielatym ptakom z masywnymi dziobami. Te zmaterializowane modlitwy ochronne Voezlyi towarzyszyły im przez całą drogę, póki nie zniknęli we wnętrzu ogromnego namiotu.

коБи

Kiszecki’s Trashy Fantasy part six

Posted in Jeden Wielki Szum tagi on Luty 7, 2010 by tonguetonic

Kochani Czytelnicy, w KTF totalny przełom! Do śmieciowego świata przybywają bowiem Cielskie Trojaki – zupełnie nowi bohaterowie, których jednak trudno nazwać pozytywnymi. Ich poszczególne imiona to: Diablik, Przytłok oraz Rozwielitkun. Są to mutanci posiadający zdeformowane ciała oraz niewyobrażalnie poteżną masę, pomimo zwykłych ludzkich rozmiarów.  Ponieważ są bohaterami nastawionymi na sianie chaosu i zniszczenia, po przybyciu do śmieciowego świata od razu wszystko i wszystkich rozpierdolili – nie ma już nawet superczłowieka mutanta z niebieską ręką, gdyż jego trup wala się w kawałkach po kanale, gdzie Cielskie Trojaki go wykończyły. Ludzie, witajcie w odmienionej, hiperpostapokaliptycznej fantasy Kiszeckiego!!!          (kisz)

Z tatą przez ulicę Buczka

Posted in Zabrali mi moje teksty tagi on Luty 5, 2010 by tonguetonic

Z dużych stały jeszcze sam Jowisz i bank PKO, lecz nie tu

W Millenium depcze się po drobnej, granatowo-białej szachownicy, SDH zamiast granatu ma czerwień i kratki są grubsze, gdzieniegdzie szare lub nie gładkie, tylko pocięte  na skos równoległymi wrębami. Drzwi wszędzie metalowe i ciężkie, także w księgarni, do środka której wcale nie zaglądamy – patrzymy na wystawę, zwłaszcza na serię biografii sławnych ludzi z Państwowego Instytutu Wydawniczego. Teraz doszli na przykład Casanova i Cesarz Fryderyk II. Zawsze istnieje też duża szansa, że odwiedzimy wujka i babcię, bo to blisko, albo trafimy chociaż do tego sklepu na starówce, gdzie mama kupiła mi miecz, a Matiemu klarnet. Mati również dostał później miecz, gdyż okazał się on o wiele bardziej użyteczny od klarnetu, więc chyba zostałem pokrzywdzony – odtąd mogliśmy się jednak pojedynkować i o klarnet, i o inne zabawki.

коБи

Byczu jedzie do ciepełka

Posted in Zupełnie jak by to powiedzieć serio tagi on Luty 3, 2010 by tonguetonic

Z prywatnej Wyższej Szkoły Zarządzania Menedżerami za oceny nigdy nikogo nie wyrzucano, jednak Byczu musiał odejść w wyniku palenia marihuany na korytarzu, na którym w tej samej chwili przebywali wykładowcy oraz pracownicy ochrony. Dlaczego Byczu zdobył się na tak nieodpowiedzialny krok – do końca nie wiadomo, pewnym wytłumaczeniem może być jednak fakt, iż palona na korytarzu lufka nie była pierwszą, ani nawet drugą lub trzecią lufką wypaloną owego dnia. W każdym razie, po zakończeniu edukacji wyższej oraz dwóch nieudanych próbach podbica serca potencjalnie idealnych partnerek, Byczu wygrzebał któregoś ranka z szuflady koszulkę ze znamiennym napisem back to roots. Od razu rozpoznał, iż jest to znak od siły wyższej, której istnienie przeczuwał od dawna. Wyłudziwszy od rodziców spore pieniądze, mające rzekomo służyć za czesne na kolejną szkołę, zakupił bilet do Peru, gdzie miał zamiar odnaleźć potomków ugrupowania mafijnego, które przed wojną zgładziło jego pradziadka oraz zagrabiło opiewające ponoć na bajońskie sumy papiery wartościowe. Tuż przed wylotem wydziergał za pomocą rozgrzanego gwoździa na swojej glacy: pomszczę rodzinę i odzyskam majątek. Po kilkunastu godzinach Byczu stoi już na peruwiańskim wybrzeżu, z odnawiającą się raną pooparzeniową na głowie wydaje się być zainteresowany wyłącznie nabyciem dobrej koki.       (kisz)

Piekły diabołskie

Posted in Dziwoląctwo tagi on Luty 3, 2010 by tonguetonic

Bołczyska natrli w niemu kołnakole,

dależe żwej te wywte hłys padole.

Uczkaj’t, zalkaj’t, niemiewy ręcete,

dopoki s waszy rabyli kichetę.

коБи

Konkursu sronkursu z bohomazem odsłony pierwszej emocjonujące rozwiązanie!!!

Posted in Jeden Wielki Szum tagi on Luty 2, 2010 by tonguetonic

Dziękuję serdecznie wszystkim którzy wzięli udział w konkursie sronkursie, jakkolwiek frekwencja trochę mnie rozczarowała. Spodziewałem się stosu komentarzy pod wpisem ale trudno jakos to przełknę (cóż, nawet znajomy mi prawie dyplomowany filmoznawca nie raczył wziąć udziału – dobrze, będziemy mieli słowo). Wracając do tematu głównego, z przyjemnością oświadczam iz ŻADEN Z UCZESTNIKOW KONKURSU NIE PODAŁ PRAWIDŁOWEJ ODPOWIEDZI, w związku z czym zwycięzcą odsłony pierwszej zostaje organizator, czyli Edward Kiszecki.  Uczestnikom, a uścislijmy iż było ich trzech, należą się jednak pewne gratulacje za inwencję, szczególnie p. Pałączce, który jak powszechnie wiadomo obsesję na punkcie Penelopy posiada. Kobi oczywiscie nie wysilił się i poszedł w American Beauty – co z tego iż to najlepszy film wszechczasów, skoro Menę Suvari trudno nawet uznać za znaną hollywoodzką aktorkę. Odpowiedź Wydymańca, chociaż interesująca, wynikła prawdopodobnie z jego fascynacji erotycznych, natomiast ja sam, jako barbarzyńca a zarazem przykładny katolik, Nagiego instynktu w życiu na oczy nie widziałem. No nic, jak to się mówi: uaaa dobra to byśmy mieli omówione, a teraz czas na rozwiązanie!!!

Bohomaz pierwszy to schematyczne przedstawienie Umy Thurman w rzeźnickiej scenie Kill Billa, ze słynną kropelką krwi na czole!

Tonikowcy i tonikowczynie, ostrzcie swoje umysły i wzrok, za czas niedługi odsłona druga i kolejna szansa na pochwałę od Edwarda Kiszeckiego!!!          (kisz)

Listy do Francji, cz. XIV

Posted in Zabrali mi moje teksty on Styczeń 30, 2010 by tonguetonic

W całym mieszkaniu tata rozłożył się z piecykiem gazowym, opary kwasu solnego przenikały powietrze. Snuliśmy się jak widma od małego pokoju do kuchni, pojadając: ja ziemniaki ze śmietaną, Mati mięso wołowe i wiśnie z kompotu, podanego dziś do obiadu ze względu na mini święto – moje niby imieniny. Permanentne dopełnianie żołądków wynikało z uczucia skrajnego przygnębienia, wywołanego z kolei czekającym nas dnia następnego egzaminem na kartę rowerową. Tym razem mieliśmy wprawdzie ze sobą zabrać wigry i gila (poprzednio zdawaliśmy na góralach, które dla naszych nóg stanowiły rodzaj bicykli), obawy uzasadniała jednak częstotliwość, z jaką używaliśmy owych wehikułów. Jakiś czas temu robiliśmy z wujkiem Jerzykiem badania – mi wyszło, że ja zdam, ale wujkowi wyszło, że Mati nie zda, a Matiemu wyszło, że obaj nie zdamy i że akcje giełdowe wujka pójdą w górę. I chociaż – obliczona na podstawie doświadczeń z kartami – skuteczność wahadlarska naszej trójki wynosiła zaledwie dwadzieścia procent, adrenalina rosła z godziny na godzinę. Wieczorem Legia przegrała w 1/16 pucharu UEFA z Besiktasem Stambuł i było nam już wszystko jedno.

коБи

Konkurs Sronkurs z bohomazem! Odsłona pierwsza.

Posted in Jeden Wielki Szum tagi on Styczeń 30, 2010 by tonguetonic

Drodzy Czytelnicy, Wysoka Izbo, Wysoki Sadzie! Edward Kiszecki oglasza supermegawypasiony konkurs. Dzisiaj pierwsza odslona, czyli mowiac zwyczajnie pierwsza czesc konkursu, ktory sklada sie z odslon dwunastu czyli dwunastu czesci. W kazdej czesci do wygrania sa uznanie i prestiz Edwarda Kiszeckiego, poparty niebanalnymi wyrazami szacunku i uznania dla bystrego umyslu, a w calosci konkursu nagroda jest supermegawyjebanawkosmos wirtualna hiperniespodzianka oraz nagroda rzeczowa jesli zwyciezca zgodzi sie podac organizatorowi swoj adres, ryzykujac tym samym napasci i wlamania ze strony organizatora! Ale przejdzmy juz do pierwszej czesci konkursu gdyz czuje, Drodzy Czytelnicy Wysoka Izbo Kochani Rodzice naszych pociech, ze napiecie wzroslo niesamowicie. Oto pierwsze zadanie konkursowe:

Jaka znana hollywoodzka aktorke w niemniej znanej pozie i okolicznosciach przedstawia w uproszczeniu ponizsza grafika:

Prosze nie kierowac sie kolorami! Uwaga! Dla utrudnienia zadania Edward Kiszecki w tym oraz dalszych postach konkursowych rezygnuje z mozolnego przeklejania polskich literek do tekstu – a robi to dla Was nawiasem mowiac, Drodzy Czytelnicy Zgromadzeni w Panu Wysoki Sadzie, przy okazji kazdego innego tekstu zamieszczanego na blogu gdyz komputer zagraniczny i polskich znakow nie posiada!

Odpowiedzi prosimy zamieszczac w komentarzach pod wpisem – rozwiazanie pierwszej czesci konkursu w najblizszy wtorek, 2 lutego! Kto pierwszy ten lepszy, odpowiedzi typu ja tez tak myslalem a nie czytalem innych odpowiedzi w ogole nie beda brane pod uwage, a moga byc nawet skierowane do sadu (chodzi o wymiar sprawiedliwosci a nie ogrodek z drzewkami).           (kisz)

Implikujący tęsknotę pop…

Posted in Nadrzędna zrzęda tagi on Styczeń 28, 2010 by tonguetonic

… kończy się niskoproduktywnym siedzeniem po nocy. Rozpoczęcie dnia od barokowych allegr° harmonizuje umysł i stwarza możliwość napisania paru zdań pracy magisterskiej.

___

° Nie mylić ze Zbigniewem Wodeckim.

коБи

Ostatni dzień zbiorów

Posted in Zupełnie jak by to powiedzieć serio tagi on Styczeń 28, 2010 by tonguetonic

Była to działka truskawek, to znaczy właściwie trudno było ją nazwać typową działką w sensie ogródka działkowego, nie istniała tam bowiem żadna wydzielona przestrzeń o typowo rekreacyjnym charakterze – niezliczonym i niezmierzonym rządkom truskawek towarzyszyła jedynie mała altanka. Łuszczyk i Malicki zdecydowali jednak, że w ostatni dzień zbiorów urządzić należy jakiś rodzaj świętowania dla całej grupy, jakąś namiastkę uroczystości dla wszystkich, którzy razem przez półtorej miesiąca mozolnej pracy prowadzili wymiany zdań przechodzące nierzadko i w konwersacje, a przy odpowiednim doborze personalnym nawet dysputy. Do dziś nie wiem, jak rzeczone świętowanie miało w wyobraźni Łuszczyka i jego kolegi prawidłowo przebiegać (faktem jest iż już trzy dni wcześniej coś szumnie zapowiadali), zdam jedynie sprawę z wydarzeń jakie zaszły. Otóż o godzinie trzynastej, w największy skwar, na boczne rządki wtargnął baran z małym jagnięciem. Po krótkiej chwili podbiegł do niego Łuszczyk i zaczął bić intruza zardzewiałą chochlą. Jakkolwiek zwierzę wierzgało okrutnie, Łuszczyk, człek solidnej budowy, doprowadził je do stanu całościowego okrwawienia. Ponieważ mimo bezruchu zwierzęcia Łuszczyk kontynuował katowanie, Malicki krzyknął do niego iż po co leje skoro widać że baran nie żyje. Jagnię w tym czasie zdążyło zbiec z działki; Łuszczyk i Malicki społem zataszczyli zabite zwierzę na środkowe rządki i przystąpili do oprawiania. Dodać należy iż w tym momencie reszta grupy przebudziła się z osłupienia i rzucać poczęła w stronę dwójki okrzyki że chłopaki że co wy robicie. Malicki w odpowiedzi cisnął w grupę okrwawioną chochlą. Jakaś dziewczyna oberwała w głowę, ktoś zaczął też wymiotować zemdlony niosącym się smrodem łoju i krwi. Grupa opuściła działkę w ciągu niecałych dwóch minut, z tego co mi wiadomo nikt z grupy nie spotkał się nigdy więcej z Łuszczykiem ani Malickim. Zapamiętano ich jako miłych, dobrze ułożonych młodych mężczyzn, studentów renomowanych uczelni, miłośników malarstwa i muzyki klasycznej.       (kisz)