Nowe kierunki w myśli środkowoeuropejskiej

Posted in Mejnsztrym tagi on Styczeń 22, 2012 by tonguetonic

To Hawaje pewnie jakieś w tej telewizji, albo Jamajka pewnie. Nie usłyszałam, czy Jamajka czy te Hawaje. Na Jamajkę to bym się przejechała, bo Hawaje za gorąco, zresztą gdzie ja tam będę jeździć. Tutaj mam życie, po co mi tam jeździć. Ja znowu taka od razu do jeżdżenia, akurat. Gdzie, mówię, pochorowałabym się od razu. Tutaj tak, o, nad morze u nas, to się mogę przejechać, ale gdzie Hawaje. A i u nas jak się pojedzie to kilka dni i już się chce wracać, co tam tak znowu robić nad tym morzem. Oj mówię, wszędzie dobrze pojechać, ale i w domu trzeba trochę posiedzieć. Dobra, gdzieś miałam ten przepis żeby bez cukru zrobić. Toć dobrze, trochę cukru nie zaszkodzi. To już tam ona niech sobie robi po swojemu, ja po swojemu robię. Wielka mi też różnica z cukrem czy bez cukru. I takie się zje i takie, kto to tam pozna czy cukier czy nie cukier.  Zaraz, i tego maszkarponu trza dodać zanim zapomnę, mówi że lepsze z maszkarponem. Tak, kiedyś to się wszystko z cukrem jadło i nikomu się krzywda nie działa, dzieciom kanapki się z cukrem do szkoły dawało. Nikt nic nie mówił, gdzie by tam ktoś co powiedział. Jak człowiek i do pracy musiał, i kanapki zrobić to kto się tam przejmował, robiło się z tym co było. Siedemnasta zaraz, to będzie Teleekspres. Niech sobie te Hawaje lecą, co tam znowu takiego w tym Teleekspresie. Jeszcze się naoglądam, Wiadomości, Panoramę…wszędzie to samo pokazują, na co mnie tam znowu tyle tego oglądać. Daj spokój, pochorowałby się człowiek jakby miał oglądać to wszystko. Na Hawaje to Doroty syn na akcję ratunkową pojechał. A nie, to Haiti było. Haiti, Hawaje, co za różnica. Wszędzie się można przejechać, toć i na Haiti by człowiek pojechał jak by było trzeba.          (kisz)

A k’wódołg, a czinczel?

Posted in Zabrali mi moje teksty tagi on Styczeń 21, 2012 by tonguetonic

Przedmioty pomagające osiagnąć stan inercji podaktywnej czaszkowej:

Lampa radioaktywna RC2600. Do nabycia w 1001 drobiazgów na Armii Czerwonej.

Zegar bioprzeciwny Atomex. Reguluje funkcje marzeń pozasennych.

Kalendarz zdarzeń hipotetycznych Rohmanna. Dla zdyscyplinowanych.

Bolszoja Knigaja Krupnych Tomiszczów. Do zaglądnięcia między pierogami a budyniem.

Stan inercji podaktywnej osiąga się przeciętnie w drugim tygodniu siedzenia w domu (niewskazane są jakiekolwiek wysiłki w celu podjęcia pracy, nauki, itp.)           (kisz)

Szpital pod wezwaniem Świętego Andronika

Posted in Mejnsztrym tagi on Styczeń 20, 2012 by tonguetonic

Sekundy krwawiły zapachem rdzawej stali. Janczawa jakby ocknął się z wieczystego snu, a więc to wszystko kłamstwo, wyszarpnęło mu się z głosu. Gowefa odwróciła twarz, jej betonowe wnętrze zaczęło się sypać do butów, a więc wszystko się wydało. Oanna stała z tyłu, nie mówiła, myśląc. Oanno, ty, czy ty słyszysz, Janczawa ciął powietrze jąknięciem. Więc ty też, więc jak to możliwe, Oanna nie mówiła, Janczawa się zapędzał. Gowefy lewa dłoń gmerała pośród paprochów w kieszeni, coś tam się kleiło, jakiś cukierek włożony bez papierka albo coś. A więc ja nie wiedziałem, napięcie spadało, Gowefa zaprzestała poczucia winy, wyszłam za kompletnego kretyna, myśląc. Oanna zachciała powiedzieć, lecz nie mówiła, nie myśląc, oświecenie albo cukierek bez papierka.          (kisz)

„Bryły platońskie, kryształy, drożdże, mydło”

Posted in Mejnsztrym tagi on Styczeń 10, 2012 by tonguetonic

Mężczyźni maglowali temat gospodarki światowej: Indie nie dorównują w ekspansywności Chinom, a te nie osiągną jakości produkcji Japonii; gros szefów korporacji to natomiast przekonwertowani ultrasi. Gdy usłyszałem: „nazewniczy” (w kontekście urojeń jednego z przywódców państw atomowych), przypomniał mi się ósmy rozdział książki Hugona Steinhausa, gdzie autor m.in. opisuje właściwości kubooktaedru, który powstaje przez obcięcie ośmiościanu foremnego sześcianem połowiącym jego krawędzie i odpowiada strukturze argentytu. On, to znaczy Steinhaus (nie: Steinhausen), wynalazł taki specjalny wihajster, dlatego potrafił wyjątkowo sprawnie rozwiązywać zagadki o niesłychanym stopniu trudności. Być może, za kilkaset lat podobne urządzenia będą zdolne napędzać rakiety kosmiczne. Tu nastąpiło jak gdyby coś w rodzaju de ja vu, gdyż Wujek także użył słowa „kosmiczne”. Przez kilkanaście sekund istniałem w nieruchomym obrazie, pomodliłem się więc w intencji uzdrowienia Mamy z niedobrych paznokci, co przyniosło natychmiastowy efekt. Skoro czasoprzestrzeń unormowała się, postanowiłem indagować Tatę o równie czarodziejską ładowarkę, bo w aparacie zaczęło migać.

коБи

Jak nikt inny potrafił ukazać piękno codzienności

Posted in Mejnsztrym tagi on Styczeń 8, 2012 by tonguetonic

Dziegcieje. Co? Że zdziegcia się, mówię. Że…żegna się pacierz z przylepką do trawy, to miałeś na myśli? Nie, zdziegcia się. Ciemnieje, się znaczy? Nie ciemność, stężenie. Stężenie wilgoci? Czy ja o wilgoci, czy słuchasz w ogóle? To czemu stężenie? Bo tak to się mierzy. Co mierzy? Zdziegcienie. Zdziegcienie to z Lema? A Lema czytałeś? Nie, przeglądałem trochę. Co konkretnie przeglądałeś? No, tytułu to ci nie powiem. To czemu o Lema, jak nie czytałeś? Tak mi się jakoś, tego, zamarzyło. Cicho?! Co, co się stało? Sczeznęło. Zdziegciało, rzec chiałeś? Sczeznęło mówię przecież, nie zdziegciało. Sczezło się mówi, chyba? Możliwe, możliwe że to z Lema, sczezło. Lema nie czytałem, więc się nie wypowiadam. No, coś tam jednak przeglądałeś? Co prawda to prawda, całkiem ciemny nie jestem, w temacie. W Milionerach byś pewnie sobie poradził. Chyba tak, to jakoś było coś takiego, z takim fantastycznym tytułem, nie coś normalnie tak istniejącego, coś bardziej takie fantastyczne było w tym tytule.          (kisz)

PsychoDeLiung2012

Posted in Jeden Wielki Szum tagi on Styczeń 6, 2012 by tonguetonic

O wielkim afrykańskim świerszczu, który lubi zjadać ludzkie włosy. O małym afrykańskim świerszczu, który lubi zjadać ludzkie włosy. O Trzech Królach, przynoszących w darach Szałwię, Konopie i Łysiczkę. O czołowym amerykańskym piśmie muzycznym, które, aby dodać sobie oryginalności, pastwi się nad jednym z najpopularniejszych zespołów rockowych w historii (tym co miał wąsatego wokalistę), gnojąc go we wszelkich możliwych rankingach. O indonezyjskich kryptydach i kryptonezyjskich Indianach. O gigantach sztuki i sztucznych gigabajtach. O Luxensteinach i Liechtemburgach. O tajkosrautach i astrokosmosach. O miłości i śmierci, nienawiści i życiu. O wysokim i niskim. O niczym. O wszystkim.

Taki właśnie będzie Tonik w 2012 roku!          (kisz)

Święta święta i po świętach

Posted in Jeden Wielki Szum tagi on Grudzień 28, 2011 by tonguetonic

27 grudnia 1969 r.

12.00 Po przeczytaniu dwóch rozdziałów rozprawy Ondes Martenot as a Source of Diffused Light Lazarskyego, zająłem się niańczeniem dziecka. Miałem swiadomość wzrostu maków na pobliskich hektarach, należących do miłości mojego życia z poprzedniego życia.

13.45 Upiłem dwa łyki kawy i zasnąłem na fotelu. Sen trwał 13 minut i 24 sekundy. Zobaczyłem w nim model instrumentu klawiszowego, w którym dźwięk powstaje poprzez uderzanie sfer skoncentrowanego światła o ścianę antyfotonową. Projekt natychmiast przeniosłem na papier, brakuje mi jednak jednego elementu. Nazwałem ten element roboczo diodą nieistniejącą, a cały instrument sferofotofonem.

16.07 Nasz stół wydaje pojedyncze dźwięki o częstotliwości 2-4 Hz. Wedle moich obserwacji, dźwięk pojawia się zawsze na około trzy godziny przed przyjazdem pociągu na stację kolejową, oddaloną od naszego domu o 168 metrów. Po skonstruowaniu falofonu mam nadzieję zarejestrować te dźwięki w powiększeniu, co być może pozwoli mi na odczytanie zawartej w nich informacji.

19.34 Dwadzieścia osiem minut temu usłyszalem w radiu po raz pierwszy Silver Apples of the Moon Subotnicka. Jestem skrajnie przygnębiony. Płakałem przez siedem i pół minuty. Próbowałem kilkakrotnie dodzwonić się do Scelsiego, jak na razie bezskutecznie. Zażyłem cztery tabletki Valium.

22.12 Udało mi się porozmawiać z Giacinto i czuję się trochę lepiej. Rozmawialiśmy dwadzieścia dwie minuty, głównie o kobietach i fizyce. Od dawna miałem wątpliwości co do Subotnicka, teraz planuję napisać rozprawę przeciwko niemu. Mam już roboczy tytuł: Everything In Its Right Place.

(Z pamiętnika L.B.)

(kisz)

Pawilon Ó

Posted in Nadrzędna zrzęda tagi on Grudzień 23, 2011 by tonguetonic

Pawilon Ó (inne nazwiska: Aspiryna B, Walenty Składkowski), przechowuje próżnię typu zawisł. Za Antonim Siekaczem: próżnia typu zawisł, czyli tzw. próżnia próżna, powstaje wówczas, gdy następuje czasowe – najczęściej b. krótkie – i całkowite zaprzestanie trwania. Nie ma podówczas ani rzeczywistości, ani postrzegania (Próżnia i jej rodzaje. Przewodnik wyczerpujący, s.771). Pawilon Ó urodził się w Ameryce Południowej, skąd po pięciu latach edukacji przedszkolnej trafił na planetę Dronirnino w Kmirnem. Obdarty ze skóry wraz z innymi pawilonami przez Nakraję Stokrocia podczas pochodu planetarnego (wg niektórych źródeł, skóra już wczesniej była częściowo naddarta). Atrybuty: brak.          (kisz)

Diablung Kozłoski

Posted in Nadrzędna zrzęda tagi on Grudzień 22, 2011 by tonguetonic

W czasie wykluwania się planety Usteka przechowywany przez matkę w Protokałdunach, zasiedlił wraz ze stadem obumarłe fizykalnie obszary (głównie Gardleńce), w postaci polowej pozostając równocześnie aktywny w warstwach II-V (sabotaż myślokształtów przejasnych). Według Kalendarza Urynowego (niem. Harnkalender): poczęty jako Kozłowski Aleksander, przepoczwarzył się w diablunga z czynów nieprzystojnych. Niedopuszczony do udziału w planetarnym pochodzie, wemknął się cichaczem do rzędu XXIII, przebrany za dziecko z głową konia. Przed dojściem do Mięsnej Kuli został jednak zdemaskowany przez Ź44ską i wygnany z powrotem do Gardleńców. Atrybuty: listek i trzy paciorki (używane do odmawiania Odejdź Zgiń Przepadnij).           (kisz)

Nakraja Stokroć

Posted in Nadrzędna zrzęda tagi on Grudzień 21, 2011 by tonguetonic

Zamieszk. w Delémont (Szwajcaria), vide Vademecum Wółczysków: Poprzedza kredę solnym efektem, nakraja stokroć zalążki wcielenia (s.128 w wydaniu Fałencjuszy). Lokacja polowa: planeta Usteka w Kmirnem, III warstwa czwórbarwna (transparencja 72,128 migotań w skali Janusza Januwy). Uczestniczył w pochodzie planetarnym w XVII rzędzie, między dziećmi i zwierzętami. Wznosił do góry kostropate dłonie i obdzierał ze skóry tzw. pawilony. Atrybuty: cyrkiel i kanapka („burger” niewiadomego pochodzenia, prawdopodobnie wegetariański).          (kisz)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.