Zwiastun rzeczy wielkich: „Patriarcha”

Posted in Obuwie służbowe with tags on Luty 20, 2017 by tonguetonic

patriarcha

Szanowni Czytelnicy! Twórcy bloga Tonik Językowy mają zaszczyt przedstawić superprodukcję Nażyra Ludowita z udziałem doborowej obsady rodzinnej. Ośmioletnia dziewczynka czyniąca cuda, jasnowłosa krasawica zagrzewająca męża do boju, dziki pustelnik wykarmiony wilczym mlekiem, świst strzał i szabli, olśniewające efekty wizualne – wszystko to, oplecione wspaniałą oprawą muzyczną, znajdziecie w najnowszym zwiastunie godnym następcy Edwarda Kiszeckiego. Oglądajcie, Mili Czytelnicy, a obrazy i dźwięki niechaj budzą w Was słowiańskiego ducha. Ha!

Kobra

Listy do Francji, cz. XVIII: Biblioteka Kaduceusza [zachowane fragmenty, bowiem ta część listów zostala najpierw przypadkowo nadpalona, a pózniej zamokła]

Posted in Dziwoląctwo on Styczeń 27, 2017 by tonguetonic

biblioteka-kaduceusza

[…]leżał na tapczanie i ręka mu się – niby sama – unosiła. Taki wstęp do lewitacji; na biurku karteczka „witarki nie maja na mnie żadnego wpływu”[…]

[początek nieczytelny]…Mishra był pierwszy[…] i najpotężniejszy[??]. Bragdon drugi, Laja Joga w ogóle nie wpadła w nasze ręce, a szkoda – po tytule można spodziewać się zestawu mantr, mudr, jantr, cudów; zabiegów z czakrami itp; Krishnamurti również się nie napatoczył (w każdym razie nie ten), a [wracał/Wrocław?], bo efekt „serii” dodałby jeszcze wrażenia lekturze, która w przypadku Krishnamurtiego zawsze trzyma poziom – jak to by powiedział Wujek: można w ciemno brać.

Światłogrodzkiego Ścieżka ognia w przyrodzie[…] jakiś ocalały egzemplarz, proszę natychmiast dzwonić do [imiona nieczytelne], cena jaką są w stanie zapłacić za tę knigę przekracza ceny działek na Księżycu. […] powodów panie w Miejskiej Bibliotece publicznej w Szczecinku nie udostępniają do wypożyczeń. A oto, co stało o książce…[?]:

Książka[…] to niezwykłe połączenie dziennika, eseju, oraz opisu ćwiczen energetycznych i mentalnych. Szczególną uwagę przywiązuje Światłogrodzki do treningu ciała ognistego, opracował on w tym celu unikalne techiki[…] powstała podczas 100-dniowego pobytu autora na wyspie Sachalin. Tam Światłogrodzki w pełni rozwinął i usystematyzował swoją filozofię i praktykę [ruskiej(?) jogi, którą nazywał „ścieżką ognia jogina(?) przyrody”], […] z dala od [dalej nieczytelne].

(Nażyr zwany Ludowitem)

Błogosławiona poligamia słowiańskiego Rodu

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Grudzień 8, 2016 by tonguetonic

aryjska-poligamia

Żeńczyn w długich spódnicach, mężczyzn z brodami bujnymi jak puszcza. I jeszcze poligamii nam się zachciewa. Ano, zachciewa się. Wszak Przodki nasze poligamiją stali, rodziny w siłę rosły. Jednożeństwo dopiero chrześcijany zaprowadziły, stąd nazwano toto: małżeństwem, takim ot, małym. A to je nie nasze, nienormalne to, niemoralne. Żon kilka to żaden islam, panie, to nasze dawne, zdrowe obyczaje. Czemuż to wielożeństwo służyć ma? Ano temuż.

I przymusu poligamii drzewiej nie bywało. Komu jedna żona pasowała, toć i dobrze. Mężczyźni jednakowoż z natury swej – poligamiczni. A żeńczyny – monogamiczne: harmonijnie się to, akuratnie składa. Pierwsza rzecz: najlepsze potomstwo za sprawą poligamii zachodzi. Żeńczyny mogą bowiem wybierać mężów najznakomitszych, nie bacząc, czy oni już poślubieni. No jakże to – ma dziewica nadobna i mądra z braku laku za łajdaka wyjść, bo szlachetni pozajmowani? Przeto najwartościowsi powinni najwięcej potomstwa spłodzić, białogłowy i dzieci ku Bogu prowadzić.

Drugi pewnik: moc męska przy wielu żonach pomnożona zostaje. Bowiem przy dwóch żonach podwójnym mężczyzną trzeba stać się, a przy trzech – potrójnym. Tedy silnych, potężnych mężów mamy, ziemie nasze, naród nasz bezpieczny. Natchnienia taki mężczyzna ma zawsze w nadmiarze, do czynów wielkich go przyzywającego. Wszak dla żeńczyn my wszystko czynim, w ich imię wszystkie starania nasze.

Znajdą się ku wielożeństwu trzecie argumenta: żeńczynie naonczas w radości i szczęściu żyć mogą. Krąg przyjaźni między nimi nierozerwalny się zawiązuje, jakiego gdzie indziej nie uświadczysz. Powinności domowe razem z uśmiechem upływają, w rozmowie. I służą swemu wybranemu żeńczyny, i życie rodzinne krzepkie – ej, wesołe jest! Nigdzie tam samotności ni marazmu ni ma, gdzie spojrzysz – żywot wre dokoła. I patrzą żony z miłością na lubego swego i dorodną dziatwę.

Żeńska moc to miłość najczystsza, to najsilniejsze, co istnieć może. Kiedy jej w bród – codzienność rwącym błogosławieństw potokiem. Kiedy ona, jak dziś, porcjowana, dawkowana, wydzielana, hamowana – marne pociechy w egzystencyi takiej.

Tego polskiemu, słowiańskiemu narodowi trzeba – powrotu do zwyczajów naszych. W których nie zazdrość, nie przywłaszczanie panuje, a jedność i doskonałość przyrodzona. Ze słowiańskim pozdrowieniem

Kobra

Ludzie, to teraz będą znowu to samo wszystko powtarzać, tylko brody pozapuszczali?!

Posted in Opowieści dawnej treści with tags , , , on Lipiec 12, 2016 by tonguetonic

Arno Luxemburg (Orło Światłogrodzki)Któż z nas nie pamięta Arno Luxemburga, tajemniczego twórcy z pogranicza kultur frankofońskiej i germańskiej? Dziś wspominamy tę legendarną postać, próbując zarazem dotrzeć do prawdy biograficznej.

Arno Luxemburg, urodzony jako Orło Światłogrodzki w Szczecinku w 1897 roku. Ku uciesze ojca i matki bardzo wcześnie nauczył się czytać i pisać, toteż spodziewano się po nim geniuszu literackiego. Mały Orło był nieśmiałym chłopcem, z przykrością wychodził na podwórko – wolał rysować wizerunki znanych kompozytorów zamknięty w swoim pokoju. Niestety, w czasie nauki w szkole podstawowej dziecko zbierało oceny zaledwie ponadprzeciętne. Rodzice zmuszali go do forsownego przyswajania matematyki i fizyki, którymi Orło nie pasjonował się. Poetyckie podejście do przedmiotów ścisłych znajdzie później szczególny wyraz w jego twórczości. W liceum dała o sobie znać skomplikowana osobowość młodzieńca – przysparzał wielu kłopotów wychowawczych. Wyobcowany dziewiętnastolatek kontynuuje edukację na wydziale germanistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, filologię kończy z trudem na nowo powstałym uniwersytecie w Poznaniu. Okoliczności wyjazdu Orła na Zachód pozostają niejasne; przypuszcza się, iż powodem ucieczki były groźby kierowane pod jego adresem ze strony ugrupowań masońskich. Rozpoczętą na ziemiach polskich działalność antysyjonistyczną kontynuował będzie Arno do końca swoich dni.

Genialny umysł Orła czuje się w Belgii jak delfin w akwarium. Jego na wskroś słowiańskie usposobienie nijak ma się do wybujałego modernizmu zachodnich elit artystycznych.

Wszystkie lata drugiej wojny światowej spędza Arno w podziemnym laboratorium, gdzie pomaga preparować ładunki wybuchowe dla ludowego ruchu oporu we Francji. W tym czasie rozwija się fantastycznonaukowa obsesja Arno, dzięki której w latach powojennych będzie mógł rozbłysnąć jego talent, znajdując całe swoje ujście w epokowej Trylogii Planetoid. Dzieło zaginęło niemal całkowicie pod koniec lat 70., jak dotąd udało się odzyskać jedynie kilka minut fragmentów pierwszej części. Nad całkowitą rekonstrukcją filmu pracuje wnuk wielkiego Polaka… Arno Luxemburg.

Ostatnie lata życia Arno to powrót do świata przyrody, m.in. słynny, krótkometrażowy obraz Kaczki.

Według oficjalnych źródeł Orło Światłogrodzki zmarł 14 sierpnia 1962 roku, po długiej chorobie (rak mózgu). Inne utrzymują, jakoby Arno przez całe życie cieszył się doskonałym zdrowiem i zmistyfikował własną śmierć, by zacząć nowy rozdział swojej egzystencji. Powiada się, iż w latach osiemdziesiątych wrócił do Polski i osiedlił się w stronach rodzinnych, na Pojezierzu Drawskim. Podobno do perfekcji opanował sztukę odmładzania się i długowieczności, co pozwala mu zręcznie lawirować w technokratycznej rzeczywistości. Niektórzy twierdzą, że obaj Arno Luxemburgowie (dziadek i wnuk) to jedna osoba.

Na zdjęciu: Orło Światłogrodzki (znany bardziej jako Arno Luxemburg) w Muzeum Wody w Bornem.

Kobra

*** (Bernard żyje w wieżowcu…)

Posted in Dziwoląctwo with tags on Maj 28, 2016 by tonguetonic

bernard zyje w wiezowcuBernard żyje w wieżowcu pozbawionym prądu, windy. Zadzwonił wieczorem myśląc o naprawie elektryczności. Kobieta odburknęła mu niegrzecznie. Prognozy okazały się niezbyt zadowalające. Z tym całym galimatiasem nie da się nic zrobić. Podenerwowany rzucił słuchawkę i zemdlał, strącając przy tym świecznik. Sąsiedzi w pożarach małej komórki wyobrazili sobie poprawę. Bernard ocknął się, zobaczywszy figurę z wosku. Figura ta unosiła się, brązowiejąc i brązowiejąc, a przy tym opalizowała. Wieki temu była to historia nieodwzajemnionej, aczkolwiek niezbyt porywającej intrygi. Któż by przypuszczał, że matka Bernarda pojawi się właśnie dzisiaj, w dniu przesilenia? Czy nie mogła pojawić się, naprawiając wszystko, pojutrze? Ponieważ napięcie rosło, a nikt nie spodziewał się awarii tak wczesnym popołudniem, Bernard postanowił zamknąć Dorę, która niebezpiecznie zbliżyła się do krawędzi wieżowca siedemnastopiętrowego.

(praca zbiorowa)

Parzywoda

Posted in Letnia garmażerka with tags on Maj 27, 2016 by tonguetonic

parzy woda

Parzy woda, parzucha, ucha-ha! Ucha, bucha wodziucha, ucha-ha, łaaa… Parzybucha, wodzicha, ha ha. Uuuła! Wodzi parucha po ręce, za ucha. Babucha kompoty nalała i chucha. Chuchro wezbrało we brzucha, mucha w garncu plucha. W pocie paruje. Aha, zuchu nie słucha, niucha wrzątucha. Ducha i ducha.

Kobra

Ociec w podróży drużbowej

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Maj 7, 2016 by tonguetonic

ojciec w podróży służbowej

Pojechał Tatko za granicę po multiwitaminę i napoje w puszkach, ze sobą zabrał miedziane fenigi i banknoty z nieznanymi głowami – to właściwie mordy takie, takie szwabskie mordy renesansowe. A po co mu one? Przecież w tych Niemcach to jest tak, że se w sumie wchodzisz do sklepu i se bierzesz co chcesz, i wychodzisz, i już to potem masz. Tatko nakupił różności, ale zostawił je w autokarze. To nie tylko rzeczy do picia były, bo i kalkulator porządny, i zegarki elektroniczne. No na szczęście torba się znalazła.

Kobra

Listy do Francji, cz. XVII: Ziemie Odzyskane

Posted in Polityka panie with tags , , , , , on Wrzesień 22, 2015 by tonguetonic

znaczki na czterdziestolecie Ziem OdzyskanychCałkowicie przemilczana minęła 70. rocznica Konferencji Poczdamskiej – spotkania, które przyniosło ostateczne decyzje w sprawie kształtu naszego państwa po II wojnie światowej. Wdrożone po przemianach ustrojowych prozachodnie – medialne i oświatowe – pranie mózgów od ćwierć wieku służy utwierdzeniu nas w przekonaniu, że dokonała się wówczas polska katastrofa i zostaliśmy ponownie zniewoleni – prawdziwa wolność natomiast przyszła niejako dopiero czterdzieści pięć lat później. Powojenną Polskę krytykuje się i ośmiesza pod każdym względem. Wraz z atakami na posunięcia władz tamtej Polski lekceważy się również wartość zrębu postanowień poczdamskich – oddania w nasze ręce Ziem Odzyskanych. Obok jednoznacznie negatywnego obrazu Armii Czerwonej, jaki nam się przedstawia, obserwujemy proces łagodzenia roli Niemców, czy wręcz próby wzbudzenia wobec nich podziwu i sympatii.

Ustanowienie linii granicznej na Nysie Łużyckiej i ze Szczecinem przeforsował dla Polski Józef Stalin – wobec sprzeciwu mocarstw anglosaskich. Wspierał on żądania Polski reprezentowanej w Poczdamie przecież nie tylko przez komunistów, lecz również przez Stanisława Grabskiego i Stanisława Mikołajczyka. Zasługi Józefa Stalina dla naszego kraju zwykło się dziś albo pomijać, albo znieważać, traktując Ziemie Odzyskane jako „stalinowski prezent”, którego należy się brzydzić. Bez względu na nasze odczucia, powstała w 1945 roku Polska stała się podmiotem prawa międzynarodowego. Relatywna ocena tych osiągnięć politycznych podważa fundamenty naszego obecnego państwa, będącego ich prostą kontynuacją. Teza, jakoby Polska wyłącznie przegrała II wojnę światową, jest obiektywnie błędna i szkodliwa. W istocie wróciły do nas zajęte od stuleci przez ludność germańską, rdzennie słowiańskie ziemie. Zatrzymany został trwający od czasów chrześcijańskich marsz Niemców na wschód – ich wielowiekowe osadnictwo na tych terenach legło w gruzach w wyniku przegranej wojny. Polska nie wywalczyła oczywiście wszystkiego, ale też nie wyszła z II wojny światowej z niczym. Marzenia Mickiewicza, międzywojenne zapowiedzi polityków endeckich, projekty niemal wszystkich sił politycznych w czasie okupacji: wszystko to, pozostające u progu wojny w sferze, wydawać by się mogło, nieziszczalnych pragnień – spełniło się. Zlikwidowano pruskie gniazdo niemczyzny – zarzewie i przyczynę wielu wojen i upadku Rzeczypospolitej. Polska uzyskała najlepsze z możliwych granice z Niemcami, stała się państwem morskim. Zawdzięczamy to w ogromnej mierze zwycięstwom Armii Radzieckiej i politycznemu talentowi Józefa Stalina – ich roli nie da się sprowadzić do rzekomego wytworu radzieckiej propagandy. Tymczasem polski rynek książki historycznej został zarzucony tytułami pisanymi z punktu widzenia III Rzeszy – polscy czytelnicy oswajani są nie tylko z historią jednostek wojskowych i z wojennym życiem żołnierza niemieckiego, ale i z jego bohaterstwem. Umiejętnie podsyca się współczucie dla Niemców, przeciwstawiając zgwałcone Niemki przerysowanym „dzikim hordom ze Wschodu”.

Szerzące się od lat zjawisko jawnego wykpiwania Ziem Odzyskanych jako niesmacznego, PRL-owskiego terminu wyraża się w poprzedzaniu go skrótem „tzw.” lub braniu w cudzysłów. Do takiego traktowania tego pojęcia najbardziej przyczyniły się wpływowe dzienniki – Gazeta Wyborcza i Rzeczpospolita, a także Tygodnik Powszechny. Ziemie Odzyskane były w latach 1945-1948 nazwą oficjalną, zatem – zgodnie z dotychczasowymi zwyczajami historiografii polskiej – nie powinniśmy się od niej dystansować. Kwestionując zasadność wyrażenia Ziemie Odzyskane, poddajemy w wątpliwość przynależność tych obszarów do narodu polskiego.

Żyjemy w Polsce poczdamskiej. Innej nie ma i w dającej się ogarnąć przyszłości – nie będzie. Zamiast negowania Jej źródeł, naigrywania się z Niej, należy Ją cenić i pracować nad Jej zachowaniem. Zamiast celebracji mitów historycznych i klęsk, najczęściej będących wynikiem irracjonalnych pomysłów politycznych, przywróćmy pamięć o żołnierzu polskim, który złożył ogromną daninę krwi walcząc na ziemiach, które od 70 lat stanowią integralną część państwa polskiego. Przywróćmy pamięć o ludziach, którzy je zasiedlili i zagospodarowali. Polska zbudowana po 1989 roku o tych żołnierzach i tych ludziach nie pamięta, zamazując część prawdy o samej sobie.

Na podstawie artykułu Adama Śmiecha

Kobra

Odrzuty z dezynwoltury

Posted in Letnia garmażerka with tags on Listopad 22, 2014 by tonguetonic

cloe2048Prototyp Cloe 2048 [ryc. 1] opracowany został przez zastępcę głównego inżyniera (nazwisko nieznane) w Fabryce Dezynwoltury Arno Luxemburga. Niestety, nie spodobało się wielkiemu panu kierownikowi – Luxemburg uznał ją za „wizualnie nieatrakcyjną”. Cloe przegrała m.in. z emaliowanym półautomatem SAWA, do którego, jak mówiono, Luxemburg miał szczególną słabość (podobno dbał, aby była dobrze „naoliwiona”!).

Cloe miała być wyposażona w:

* – lampowy pochłaniacz grawitacji
** – hermeneutyczne naczynie do przechowywania promieniowań
*** – fałd antyteoretyczny
**** – miernik poziomu abstrakcji
***** – dzban fenomenologiczny (do absorbcji zjawisk czarnych) [ryc.2]

Zastępca inżyniera sporządził też wstępne projekty czysto mechanicznej transformacji Cloe w konia [ryc.3] oraz dowolną postać opartą na budowie ssaka (tzw. kopiał mammalny [ryc. 4]).          (kisz)

Czomgolskie karty Dzigi-Dzigi

Posted in Opowieści dawnej treści with tags , , , on Listopad 11, 2014 by tonguetonic

01 dzigi dzigi

Dzigi-Dzigi. Najsilniejsza i najbardziej złowieszcza karta w zestawie. Dzigi-Dzigi posiada wygląd małej, niewinnej dziewczynki, lecz w rzeczywistości jest niszczycielką wszelkiego dobra, światła i życia, reprezentowanych przez białą owieczkę.

Grzechotka, zatrute owoce, czarna magia, wczesna zima, gady.

Symbol: księżyc i waga.

Małe jagnię Dzigi miała,
wełna prawie jak śnieg biała,
lecz się bajka tak skończyła:
Dzigi jagnię poświęciła.

W mitologii angielskiej Dzigi-Dzigi występuje jako Mary, znana z wierszyka Mary had a little lamb.

02 cyzmag ebroje

Cyzmag Ebroje. Młoda wiejska dziewczyna, bezpośrednia antagonistka Dzigi-Dzigi. Jest jednak kartą znacznie słabszą. W tradycyjnym pojmowaniu czomgolskim, Ebroje nie włada wystarczającą mocą i mądrością, aby przeciwstawić się diabelskiemu dziecku.

Pastorał z kokardą, glukoza, naiwna modlitwa, wiosna, zwierzęta leśne.

Symbol: zaćmienie Słońca.

Ebroje owiec szuka,
spotkała ją nauka:
owieczek nie ostawiaj,
zła Dzigi je podkrada.

Mitologia angielska przyswoiła tę postać jako Little Bo Peep.

03 gudziuk

Gudziuk. Karta relatywnie silna, jednak niedookreślona względem kierunku. Doświadczeni gracze wiedzą, jak ukierunkować ten charakter odpowiednio w stronę światła lub zniszczenia, zależnie od ich decyzji. Gudziuk to również staroczomgolski chan, znany z podań.

Pieniądze, mąka, kierowanie energii, późna zima, ptaki.

Symbol: złoty satelita.

Zaśpiewaj o miedziaku,
w kieszeni żyta moc;
sześć i dwadzieścia ptaków
piekł Gudziuk w placku w noc.

W angielskiej mitologii funkcjonuje przyśpiewka Sing a Song of Sixpence, oparta na postaci Gudziuka.

04 quagya maragyaQuagya Maragya. Tak zwana „stara panna”, jest postacią raczej złą, lecz słabą. Czasami zdarza się, że wykwalifikowany gracz potrafi zmienić biegun dla tej karty. Zazwyczaj jednak nawet Dzigi-Dzigi „nie przepada” za jej sąsiedztwem – uznaje się ją za figurę niezaradną i nierzadko niweczącą dobrze opracowany plan.

Dom, porcelana, złorzeczenie (klątwy), jesień, ssaki domowe.

Symbol: przepołowiony Mars.

W kredens Quagya weszła,
by nakarmić pieska.
Kość mu chciała znaleźć,
lecz się nie udało.

Old Mother Hubbard to odpowiedniczka Quagya Maragya w angielskiej mitologii.

05 tjotirlitti y szwienar

Tjotirlitti Y Szwienar. Karta bardzo mocna, pozytywna, chociaż względnie łatwa do wyeliminowania. Należy nią „ugrać ile wlezie”, dopóki znajduje się w grze. Niektórzy mistrzowie kart czomgolskich twierdzą, że nie idzie dobrze w parze z kartą Gudziuk. W tardycyjnej symbolice, Tjotirlitti jest przedstawicielem „zwykłego”, przeciętnego lecz dobrodusznego człowieka, który ostatecznie ginie z powodu ignorancji (wybór zabijania zamiast życia światłem).

Chański flet (kimaranga), surowe mięso, mantra, lato w pełni, ssaki ubojne.

Symbol: Ziemia.

Tjotirlitti syn piszczałka,
prosię ukradł raz.
Prosię zeżarł; później pałką
bito go, aż zmarł.

W mitologii angielskiej znany jest jako Tom, Tom, the Piper’s Son.

06 worodziwa

Worodziwa. Karta diabelska i dość silna. Reprezentuje takie wartości jak: iluzja, przekupstwo, spekulacja, chęć zysku. Zazwyczaj gracz, któremu uda się połączyć tę kartę z kartą Dzigi-Dzigi, ma zapewnioną dużą przewagę, przynajmniej w pierwszej części rozgrywki. Tylko w wyjątkowych wypadkach bardzo doświadczeni mistrzowie zdolni są obrócić tę kartę przeciwko „diabelskiej dziewczynce”. Worodziwa nie staje się przez to postacią wspierającą światło, ale zło niejako rujnuje samo siebie.

Końska głowa (czasem maska – pierwowzór Lajkonika??), grzyby, działanie, późne lato, mięczaki.

Symbol: meteoryt lub czarna dziura.

Worodziwa, niby-koń,
do Vungmaca* zmierza.
Chleba, ciastek, jabłek ton
pięć kupić zamierza.

*Vungmaca – stolica Czomgolii

Na motywach charakteru Worodziwy angielska mitologia wytworzyła pieśń Ride a cock horse to Banbury Cross.

07 ermez dzierkem

Ermez Dzierkem. Tzw. „ubrana nagość”, trzecia z „dobrych” kart. Niezbyt mocna, lecz bardzo stabilna. Umiejętny gracz powinien wykorzystać ją do długoterminowego zasilania sił światła. Symbolizuje ekspansję, ewolucję, tworzenie.

Łóżko, nasiona, medytacja, wczesne lato, owady.

Symbol: gwiazda.

Ermez Dzierkem, Ermez Dzierkem,
nie bój karalucha.
Siedź na stołku,
zjedz rosołku,
boś ty łakomczucha.

Little Miss Muffett to odpowiedniczka Ermez Dzierkem w mitologii angielskiej.

W każdej partii grający w karty czomgolskie decydują o losach świata. Jeśli i ty chcesz wesprzeć którąś ze stron – Światło lub Ciemność, w zależności od upodobań – możesz wybrać się na wiecznie trwające rozgrywki do Czomgolii (czomg. Chamgustani). Podobno leży ona gdzieś między Mongolią a Kazachstanem. Według innych źródeł, Czomgolia to okresowa wyspa na Jeziorze Bajkał.         (kisz)