Wimany

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Wrzesień 17, 2017 by tonguetonic

wimany w szczecinku

Nie wiedziałeś, że ten strumień jest czysty. Przybyli ze wschodnich, starożytnych tradycji, zamykając ciepło na południu. Skrzyżuj głowę naprzeciw torby. W wieku siedemnastym zrozumiesz: mutanty idą na Manhattan, gdzie ciało jest oświetlone przez jogę.

(kisz)

Reklamy

Synteza [średnie bycie piany].

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Wrzesień 17, 2017 by tonguetonic

a tych panstwa znacie…a kiedy on przyszedł, my tu robiliśmy wszystko. A nie resztę okrętów wojennych. Ogień na końcu księżyca i filmu, chłopak skulił się i rzucił. Wyjmij je z owoców i policzysz czas wojny, spędzisz mniej pokojów na bieżąco i dużo pracy. Być może Kieślowski jest jednym z najbardziej wpływowych. Nie znam niczego jak film! Kiedy wyśmiewacze stają się ignorantami, trafili do Oskara w oczy. Chcesz iść, to prawda…

Pierwsze miejsce – około 80 procent (jak opisano to na piśmie) w pamięci czegoś.

Po drugie miejsce – w wyszukiwaniu, szukaj maksymalnie od 0 do nawet 0,01% całkowitej kwoty drugiej połowy dysku (na przykład pierwszej i ostatniej, powierzchni i wszelkie inne sprawy w dowolnym momencie w temacie).

Około 20% stanu menedżera średniookresowego. To dużo frustracji, ponieważ chcę zaktualizować pomysł, że jeśli nie powiedziałem jednego z przedramion, jest to powód, dla którego można przeczytać artykuł o prawdziwym zamiarze.

Również powód jest nazywany – ale w kontekście wizji, rzeczywistości całego przedmiotu, nie muszą być tego świadomi.

To brak miłości do tego, kto myśli (coś, co wiesz).

(kisz)

 

Örmöz Dziorkön powraca

Posted in Skrawki z niszczarki with tags on Wrzesień 15, 2017 by tonguetonic

Na Polonii 1 znowu śnieży.

Żaroodporne naczynie umie elegancko wypiec ogromne bąble z ciasta musztardowego, które pachnie bardzo wiosennie, a także słodko smakuje, prawie jak nagietkowy kokos kiedyś zostawiony na półce, zakurzony oparami miodu i cytryny kropkowanej z ogrodu Wieńczysława Białego Edka. Kto raz rozkoszował się takim flamastrem wonnym, ten nigdy nie ucierpi bąbla wskutek ugryzienia ciasta. Ciuciek bardzo ochoczo podjada Suavkä podczas ogólnego rozgardiaszu, i też wcale nie pogardzi kawałkiem szmaty urwanej z działkowego stracha na Żdziëëna stojącego jakby pośród mięty w kącie przy kompoście.

Jak wspaniale jest w zoo podczas wypiekania bąbelkowego ludzika, tak bardzo lubianego przez Aeniöszkę i Väänię, natomiast nie lubianego przez pozostałych członków ciućmokowej rodziny, mieszkającej przylegle do kwadratowego pudełka w środku świętującej urodziny zamku społeczności podmiejskich mieszkańców latarni morskich! W zasadzie trzeba użyć więcej czarnego pyłu i piasku rzecznego, aby właściwie określić ilość i jakość słodzonego cynamonowego ciasta bąblowego, firmowanego przez jajko i kurę. Ostatnio w czasie burzy z gradem samochód stanął oraz zepsuł wycieczkę, która próbowała z wielkim żalem uratować kotka, co pazurkami podrapał drzewo wyrosłe przy piekarni na drodze pierników zeschłych tak okrutnie, że przeszkadzają im psy wałęsające się z kawałkami przemielonych migdałów smażonych z bąbelkowym ciastem.

(praca zbiorowa)

Kim naprawdę był Lew Bruxensztajni?

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Wrzesień 13, 2017 by tonguetonic

bruxensztajni z krysztalem podpisArno Luxemburg doczekał się swojej słowiańskiej rehabilitacji – gdyby nie TEN ARTYKUŁ, to kto wie, może jego nazwisko zamieszczane byłoby na listach Żydów antypolskich i tym podobnych imprez, wszak Luksemburg konotacje ma nienajlepsze chociażby ze względu na Różę.

Czas napisać więcej o Lwie Bruxensztajnim – przede wszystkim więcej o jego pochodzeniu i korzeniach. Powierzchowny BIOGRAFICZNY WPIS sprzed sześciu lat wspomina jedynie o tym, iż urodził się między 1937 a 1939 rokiem w Guštanj (ob. Ravne na Koroškem na Słowenii). Dziś wiemy już znacznie więcej.

Dziadek Bruxensztajniego od strony ojca, Bjørn Brøxenstjøne, był norweskim emigrantem z Sarajewa, z zawodu kowalem. W 1918 roku żeni się on z córką rosyjskiego oficera białogwardzisty, Swietłaną Skalnają, którą ojciec wywiózł na Bałkany w obawie przed rewolucją (sam zginął w 1920 roku podczas wojny domowej w Rosji). W 1919 roku ze związku Bjørna i Swietłany przychodzi na świat ojciec Lwa – Borys Skalnyj. Bjørn postanawia nadać Borysowi nazwisko matki jako „bardziej swojsko brzmiące w Bośni”.

Borys Skalnyj jako młodzieniec rzuca edukację i najmuje się do pracy u gospodarza, rozważając w przyszłości zajęcie się rolnictwem. Jest rok 1937. W małej osadzie o nazwie Dobrije zakochuje się w młodej słoweńskiej chłopce, Brance Vovk. Jako że katolicka społeczność wioski krzywo spogląda na młodych zakochanych, ojciec Branki odprawia ich z błogosławieństwem w świat. W październiku 1939 roku, w pobliskim miasteczku Guštanj, rodzi się Lew Skalnyj. Jego ojciec we wspomnieniach podaje dwa powody wybrania tego imienia: uwielbienie dla twórczości Lwa Tołstoja oraz fragment Bhagavad-Gity: Pomiędzy pogromcami – jestem czasem; lwem jestem pomiędzy dzikimi zwierzętami, a wsród ptaków – Garudą.

Gdy Lew ma 15 lat, rodzice wyjeżdżają z nim do Marsylii. Tam giną oboje w niewyjaśnionych okolicznościach w roku 1960, podczas pieczenia ciast wróżebnych. Lew ma zaledwie 21 lat. Przez cztery lata Bóg wie, co się z nim dzieje. W 1964 roku Europa poznaje go jako Lwa Bruxensztajniego, pioniera muzyki elektronicznej. Dziwaczna forma nazwiska wynika najprawdopodobniej z tego, iż Lew wrócił do nazwiska dziada, ale chciał je na swój sposób „zesłowiańszczyć”, a przy tym nawiązać do nazwiska panieńskiego babki („stein” w języku norweskim oznacza skałę). Dwuznak „sz”, ciężki dla niego do wymówienia, umieścił żartobliwie w nazwisku z miłości do żony, którą była Polka Helena Szyszynkowska (pobrali się tuż przed śmiercią rodziców Lwa, w marcu 1960 roku).

Dziś wiemy na pewno, że Lew Bruxensztajni nie zmarł w roku 1970, a jedynie zmistyfikował własną śmierć. Przypuszcza się, iż przytłaczało go życie rodzinne. Odkryto bowiem jego nagrania z póznych lat 70-tych i wczesnych 80-tych, których dokonywał w Niemczech. Znana jest też jego współpraca z Orłem Swiatłogrodzkim (niewidziany przez nikogo, ale z jakichś powodów słynny film Nawi). Podobno ktoś widział go w jaskini w Himalajach w roku 1992.

Powyżej: fotografia z wkładki do niemieckiego albumu Bruxensztajniego Arya wydanego w 1977 roku. Muzyk trzyma na niej w ręku jeden z kryształów, z których budował swoje instrumenty.

(Nażyr zwany Ludowitem)

Grus: Telesto

Posted in Obuwie służbowe with tags on Wrzesień 12, 2017 by tonguetonic

utwór Telesto na You Tube

Archiwalne nagranie grupy Grus z przełomu wieków. Melodia pierwotnie wykorzystana w piosence Baniak, a babcia myślała legendarnego duetu Pióro, wcześniejszej formacji Bruxensztajniego i Światłogrodzkiego. Późniejsze projekty muzyków: Married Natrium’s Age, Albedo, 11zero50, Forma Organiczna, Kroplałka. Instrumentarium: komputer Commodore 64 oraz klawisze Casio SA-35. Kompozycja i wykonanie: Lew Bruxensztajni i Orło Światłogrodzki.

кoБи

Po zajściach w hotelu Mocknay’s. Kwarantanna.

Posted in Letnia garmażerka with tags , , on Wrzesień 8, 2017 by tonguetonic

Stary wieszak drewniany. Napis: Friedrich Arnold Bügenwalde

Minęły całe epoki od obsesji z Julianem. Inni łapacze snów, poniemieckie pomieszczenia, mała wioska na dzikim zachodzie Polski. Prosta garderoba, nienachalne rolnictwo, polowanie wzrokiem duchowym.

Sarna przy oknie. Wykorzystano materiały Sonji Hansel

Zwierzęta stopniowo oswajają się, przedwczoraj sarna podarowała mi nietypowy kamień. Niektóre elementy z drewna wymagają konserwacji. Myślę o napisaniu sensacyjnych pamiętników, pomogą mi wreszcie konsekwentnie gromadzone zdjęcia. Pierwsze próby kontaktu ze mną, z daleka i bliska.

кoБи

Listy do Francji, cz. XIX

Posted in Opowieści dawnej treści on Wrzesień 5, 2017 by tonguetonic

smażenie faworków (Andrzej Wiercieński, kolory: Kobra)

W kuchni skwierczy, smażą się mamine faworki tłustoczwartkowe. Przypomni ci się teraz ów listopadowy wieczór, gdy w tej samej izbie, o podobnym zmroku wosk topił się w garncu i ulała się na zimnej wodzie Skandynawia. Spójrz, śnieg za oknem starszy gdzieś o kwartał – i ty się postarzałeś, możeś już wiersze pisał? Kręcisz się z bratem wokół wyrobionego ciasta, chrusty zwijając on śpiewa, ciebie dziś jakoś dziwnie interesują gwiazdy. Kalendarz, ten co zawsze, odmierza dni jak lata i tak daleko jest przyszłość jak nowe stulecie; jej abstrakcję wyrażają skolioza i liceum – przybyłe z Bałkanów groźne zapożyczenia. W ciepłej przepaści ferii zimowych zostaniecie tu na wieczność we czwórkę, z księgozbiorem zeszytów do mazania, klasyką komiksu i legitymacją kolejową, która niby portal przenosi was co pewien czas na wschód. Ojciec oderwał się od ZDF-u i przyspacerował po złotą kokardkę. Mama sypie cukier puder na tatowe dłonie.

кoБи

Całun z Grodziska

Posted in Opowieści dawnej treści on Czerwiec 27, 2017 by tonguetonic

Calun z Grodziska

Czy z Puszczy wyszedł nocą, wąwozem ciemnym chadzał, przed miastem znikał w złoto, na łące się odradzał? Ze Wschodu, z Głębokiego, mu przyszło stopy stawiać; aż do Szczecinka nieba oglądać nie przestawał. Swaroga w gwiazdach widział, z Jaryłem w dzień się witał, jagody jadał wilcze i suche ziarno z żyta. Z Perunem gadał w błyskach, Dadźboga rozpoznawał, gdy o wschodzącym ranku śród ptasich dźwięczeń wstawał. Od Łady kwiaty niosły ożywcze wonie z rosą, od Żywii kłosy grały, gdy polem gonił boso. W Szczecinku w pół-żelazną kolejkę do Grodziska – tam stajennego szuka, co hrabiom konie iska. Gdy idzie tak ulicą, dziewczynę napotyka – ta mu chusteczkę daje, by z czoła poty wytarł. „Dziekuję Ci dziewczyno” – powiedział, i go nie ma. Żeńszyna w chustę patrzy, a widok ją oniemia: twarz jego tam odbita nieznaną jakąś wolą, a z tyłu cyrylicą pisane: Staryj Gorod.

(Nażyr zwany Ludowitem)

Dobre życie, wariant trzeci: kosmosada.

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Czerwiec 12, 2017 by tonguetonic

Osiedle Kosmonautów

Wirujemy w rytm dziecięcych gwiazd pląsów – my, mieszkańcy Osiedla Kosmonautów. Boso chadzamy do przyjaciół w gości. Rozebrano budynek zarządu spółdzielni inwalidów; z cegieł zbudowaliśmy drukarnię starych polskich książek. Strzelisty posąg głowy Gagarina, śmiałka, który pierwszy udał się śladami Przodków, czuwa nad nami w betonowym kasku. Mikrofon u ust tętni ciszą nieba! W przedszkolu pociechy hodują bohaterskie łajki, służące surową zimą za zaprzęg. Słońcem oblane warzywne ogrody sypie się nocą pyłem księżycowym, by korzenie rzodkwi głębią aksamitu lśniły. Mamy lokalny, Szachowy Dom Kultury „Orbita”, gdzie pod okiem eleganckich, lecz brodatych mędrców dorastają przyszli arcymistrzowie. Mamy tu wszystko w naszym wielkim parku: krawca, plac zabaw, biblioteki, Herbapol. Bloki błękitnoszare jak morze, automaty do mleka, automaty do mleka, automaty do mleka.

кoБи

Dzieża Goński w Zdrojach Babiczyckich

Posted in Opowieści dawnej treści with tags on Maj 16, 2017 by tonguetonic

Trzy dni przeleżał Dzieża w krzewach rokitnika, upuszczając co godzinę kilka mililitrów krwi za pomocą stosownie tresowanej myszy mandżurskiej. Jest to terapia Siewałowa odpędzająca jady gnilne z ustroju i czyszcząca duszę. Nagrzeszyłby on jakoś nadzwyczajnie podczas uczt ciężkostrawnych, urządzonych na początek maja w Piernikach? Usta ludzkie gadają, że z matką pokłócon. Chciano go już pod karabiny na Wsteczne wysłać, aby mu mundur powagę przypomniał. Zawinął się tedy Dzieża do pierwszego wagonu z bydłem i po długiej, nieprzystojnej jeździe tutaj się odnalazł. Z pannami niedotlenionymi obcuje po ławach, mąci im w głowie i obiecuje rychłe uzdrowienie. Myli się jednakowoż ten, kto go posądzić zechce o czcze bałamuctwo; oczytany to łeb we wprawach tajemnych. Serce zaś od lat paru dla jednej tylko pulsuje i tętni. Nazywa się Fiała Afanasjewna.

кoБи